Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85932

przez ~DDreporter ·
| Do ulubionych
Służba zdrowia: empatia, chęć niesienia pomocy, wsparcia i ratowania życia i zdrowia ludzkiego.

Zgłosiłam się na izbę przyjęć ginekologiczną z powodu krwawienia w ciąży. Tuż po świętach (piątek). Jak przyszłam, pielęgniarka akurat zabierała się za jakąś poświąteczną sałatkę, udawała że mnie nie widzi. W końcu łaskawie otworzyła drzwi i kulturalnie zapytała:
- A pani tu po co?
Opowiedziałam, że jestem w ciąży, zaczęłam krwawić w pracy i dzwoniłam do różnych jednostek (szpital prywatny, prywatny ginekolog etc.), ale że nie są w stanie mnie przyjąć. Ze względu na powagę sytuacji powinnam się zgłosić do lekarza i ogólnie, że potrzebuję pomocy, bo nie wiem, co się dzieje z moim dzieckiem. Na co pani znowu kulturalnie odpowiedziała:
- W ciąży to leżeć, odpoczywać, a nie szlajać się od lekarza do lekarza! trzeba czekać, 4 godziny co najmniej.
Grzecznie odpowiadam, że się nie szlajałam, tylko dzwoniłam by się właśnie nie szlajać, ale ok, godzina czy cztery poczekam.

Poszła dojeść sałatkę, a później zawołała mnie do "stróżówki", gdzie przy otwartych drzwiach powiedziała:
- Pokaże.
- Ale co?
- No chce to zobaczyć.
- Ale co?
- Majtki pokaże.

Tłumaczę, że mam wkładkę, bo by mi krew po nogach ciekła, a ta dalej że mam pokazać. Uj w prywatność, zdjęłam spodnie i pokazałam co mam, na co ta odpowiedziała ok, trzeba czekać.

Później mnie w końcu przyjęli do szpitala, okazało się że zaczęłam ronić. Musiałam mieć zabieg. Piguła, przy zakładaniu wenflonu, kazała mi podpisać jakieś dokumenty. Później już na sali kazano mi się udać na fotel, nie było gdzie się rozebrać, ubrania musiałam położyć na ziemi. w drodze na "fotel/stół" anestezjolog zbiera wywiad. Ja z gołą d..., ale to nic, wpada piguła i krzyczy:
- Czy pani czyta co podpisuje?! Jak się podpisała?
Mówię, że nie wiem o co jej chodzi.
Okazało się, że podpisałam nie w tym miejscu co trzeba; akurat na salę wszedł lekarz i mówi do niej, by mi odpuściła, bo jestem w stresie. Jak już leżałam na stole, piguła kazała się znowu gdzieś podpisać. Mogłabym podpisać umowę sprzedaży mieszkania, cokolwiek, ale luz. Znowu źle. Nieczytelnie. Nie wytrzymałam: mam cztery litery w nazwisku, co ku... może być nieczytelne?! Kazali się podpisać jeszcze raz. DRUKOWANYMI.

To tak w wielkim skrócie, ale takiej traumy w szpitalu jeszcze nie miałam (a zdarzyło się, że po operacji mnie źle wybudzili i prawie się udusiłam na stole, ale teraz było o wiele gorzej).

Ja naprawdę rozumiem, dużo rozumiem, ale kurna, gdzie jest to człowieczeństwo, współczucie, czy po prostu chęć niesienia pomocy w naszej służbie zdrowia? Rozumiem, że dla nich to chleb powszedni, statystyka, ale serio? Czy kobieta w tragedii zamiast dostać wsparcie (już nie mówię nawet o wytłumaczeniu tego i owego, psychologu etc.), to musi zakrwawiona, bez majtek chodzić po salach? Rozpacz, ból i upokorzenie. Miałam zostać do niedzieli, wypisałam się na żądanie. Wolałam cierpieć w domu, w majtkach.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (212)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…