Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85934

~pulchnamandarynka ·
| Do ulubionych
Inspiracja: https://piekielni.pl/85926.

Eh, aż łezka w oku się kręci, jak sobie wspominam "wspomaganie" mnie w rozwoju moich pasji przez jakże kochanych i oddanych rodziców...

Nawiążę tu do może dwóch aspektów, jak to rodzice potrafią wspierać swoje dzieci w rozwoju ich pasji i zainteresowań.

Od zawsze byłem artystyczną duszą (co ma też swoje minusy, bo jestem nadzwyczaj kreatywny w szukaniu dziury w całym). I od zawsze marzyłem o keyboardzie. Ach, te melodyjki, klawisze reagujące na siłę nacisku, aranżer, akordy... No, ale kiedy ma się 7-10 lat, to ciężko jest odłożyć pieniądze na sprzęt za 300 zł, kiedy w domu się nie przelewa (zwłaszcza za kołnierz w wykonaniu ojczulka). I cały czas, kiedy prosiłem o keyboard, słyszałem "nie mamy na takie pierdoły pieniędzy", co wydobywało się z ust rodziców razem z dymem papierosa. Oj tak, papierosy zawsze były wysoko na liście priorytetów moich rodziców, na to zawsze pieniądze były. Jak i na piwo albo siedem dla ojczulka. Ale nie na keyboard. Dzięki Bogu dyrektor domu kultury był złotym człowiekiem i zawsze pozwolił mi sobie pograć, chociaż nie uczył, bo jednak łasy na pieniądze to był człowiek. Ale mogłem poklikać, pograć.

Przewińmy czas szybko do przodu, koniec liceum. Marzyłem wówczas o otworzeniu własnego zakładu fotograficznego. Papiery na dotację złożone, pozostało znaleźć dwóch żyrantów dotacji (aj, te przepisy). Niestety, rodzice nie wyrazili zgody, bo "i tak ci nie wyjdzie", "nikt do ciebie nie przyjdzie", "przecież ty nie umiesz robić zdjęć" i milion innych powodów, dalej w akompaniamencie dymu papierosów i alkoholu.

I wiecie, po tylu latach słuchania, że jestem do niczego, że nic mi się nie uda, że jestem beznadziejny, ja zacząłem w to wierzyć. Mamusia silnie naciskała, żebym poszedł na studia. Bo po studiach to będę miał pracę. "Bo nikt osoby po samej maturze nie zatrudni!". Co z tego, że przed maturą słyszałem, że bez matury mnie nigdzie nie zatrudnią, jak szybko ten świat się zmienia... I poszedłem. I jestem myśli, że studia nie są dla wszystkich. Ja sam okrutnie się męczyłem, ale skończyłem licencjat, po 5 latach. Nawet z komisją po "obronie" żartowałem, że gdzie mój magister. I że ta uczelnia beze mnie upadnie (no jednak trzymają się dalej, skurczybyki). I poszedłem do pracy po studiach, za zawrotne 1050 zł miesięcznie do ręki. No ale mamusia zadowolona, że syn po studiach, na wsi można się pochwalić. I chyba tyle, bo już moimi zarobkami się nie chwaliła.

I chwała mi, że jednak byłem uparty i sam na własną rękę rozwijałem swoje artystyczne pasje. Tańczę, fotografuję, gram, produkuję, nagrywam filmiki, tylko śpiewać nie umiem i raczej umiał nie będę, bo głos to ja brzydki mam, nawet w call center nie chcieli zatrudnić.

A rodzicom nie mam za co dziękować, bo nigdy nie zainwestowali we mnie więcej, niźli to było konieczne. Tj. ubrany i nakarmiony, to szczęśliwy.

Morał historii taki, że warto poświęcić dziecku godzinę dziennie i próbować rozwijać jego pasje. Jeśli to słomiany zapał, to szybko mu przejdzie, rzeczy materialne można sprzedać. Tylko będzie szczęśliwe, że ma rodziców, którzy je wspierają.

life is na

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (239)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…