Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#85943

(PW) ·
| Do ulubionych
W porównaniu z moimi poprzednimi historiami będzie to raczej bardzo drobna piekielność i problemik pierwszego świata, jednak pewne zachowanie mnie zirytowało.

Podczas studiów (a było to już ponad 20 lat temu) mój facet zaprzyjaźnił się z kolegą z akademika. Razem balowali, wyjeżdżali na wakacje oraz stawiali pierwsze kroki w polityce, należąc do młodzieżówki pewnej partii. Po studiach drogi im się rozeszły, mój facet zajął się karierą naukową, politykę traktując raczej jako hobby, natomiast kolega poświęcił się jej w pełnym wymiarze. Notabene z dużym sukcesem, gdyż obecnie jest szefem partii, która stanowi trzecią siłę polityczną w jego kraju. Bliskie kontakty nadal jednak utrzymują, na tyle, na ile pozwalają obowiązki, tryb życia, rodzina, odległość itd.

Od paru lat kolega ze swoją partnerką organizują coroczny bal karnawałowy. Szmery bajery, festiwal lansu i bansu. Mojemu facetowi bardzo zależy, żeby tam bywać, ja oczywiście też nie pogardzę (za kolegą, co prawda, specjalnie nie przepadam, gdyż jest strasznie zakochany w sobie, ale sama impreza jest przednia, poza tym zawsze jakiś pretekst do sprawienia sobie nowej sukienki), a że w tym roku akurat planowaliśmy być w okolicy dokładnie w weekend imprezy, więc kiedy przyszło zaproszenie, natychmiast padła decyzja, że idziemy.

Gdzie piekielność? Zawsze odbywało się to tak, że zaproszenia były wysyłane przez Facebooka, ludzie klikali "przyjdę" lub "nie przyjdę", organizator miał listę gości. Prosto i nieskomplikowanie. W tym roku jednak kolega zrobił inaczej. Impreza w lokalu na max 70 osób, zaproszonych prawie 3 razy tyle, a rejestracja, czy tam potwierdzanie obecności przewidziana na zasadzie kto pierwszy ten lepszy. Pierwsze 70 osób się załapie, reszta ma pecha. Obecność należało potwierdzić rejestrując się na stronie internetowej, przy pomocy kodu otrzymanego w zaproszeniu. Kod wszyscy otrzymali ten sam, a można było z niego skorzystać tylko raz na 15 minut. Czyli jak pierwsza osoba wpisała kod, pozostałych 199 musiało czekać 15 minut, zanim mogła się zarejestrować kolejna. Do tego za każdym razem można było potwierdzić obecność tylko jednej osoby, więc jeśli ktoś był zaproszony z osobą towarzyszącą, procedurę musiał przejść dwa razy.

Po dwóch godzinach bezskutecznego odświeżania strony i oglądania tego samego komunikatu "Kod wykorzystany. Spróbuj ponownie za 15 minut", mój facet napisał do kolegi, pytając, czy to jest może jakiś błąd na stronie i kod nie działa jak powinien, czy też faktycznie miało to tak przebiegać, bo on od dłuższego czasu próbuje potwierdzić obecność i mu się nie udaje. Kolega odpowiedział, że owszem, takie było zamierzenie, więc wszyscy, którym zależy na uczestnictwie, mają cierpliwie próbować, a jeśli się nie uda, to no cóż, będą inne okazje.

W tym momencie ja byłam zdecydowanie za tym, żeby zrezygnować, bo bal balem, ale raz, że są jednak jakieś granice, dwa, mam ciekawsze zajęcia niż ślepienie w telefon i odświeżanie strony, a trzy, średnio mam ochotę przebywać w towarzystwie osób, które tak traktują innych ludzi. Mój partner się jednak uparł, że koniecznie chce iść, to odpuściłam, niech mu będzie, nie będę się dorosłemu facetowi wcinać w kontakty towarzyskie. W końcu udało mu się zarejestrować - o 3:30 i drugi raz o 5 rano.

Zastanawiam się tylko, co kierowało kolegą, żeby zorganizować to w ten sposób (i która opcja jest gorsza). Totalny brak organizacyjnego pomyślunku u człowieka, który ma ambicje zostać premierem swojego kraju? Czy może aż taka sodówa, że facet musi uprawiać towarzyską masturbację pod tytułem "patrzcie, jak się zabijają, ależ jestem popularny"?

zagranica

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (203)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…