Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86105

(PW) ·
| Do ulubionych
Pod historią o wścibskiej laborantce pojawiło się trochę głosów, że się czepiam i baba była po prostu przyjazna, a Mama przecież nie ma nic przeciwko.
Tak więc moje podejście wynika z sytuacji, która spotkała mnie jakiś czas wcześniej i przez którą zmieniłam przychodnię.

Otóż mam dość nietypowe problemy ze wzrokiem. Okresowo widzę jednym okiem na niebiesko, a drugim na czerwono. Jakbym patrzyła przez barwione szkło. Poza tym - jakby to powiedzieć - jednym okiem widzę "aury" wokół punktowych źródeł światła, ale to nie okresowo tylko cały czas.
Przeszłam się po wszystkich okulistach w mieście naszym i usłyszałam że: sobie wymyślam, chcę zwrócić na siebie uwagę, jestem hipochondrykiem, generalnie do psychiatry i to już.

Kiedy osiągnęłam pełnoletność zrobiłam jeszcze jedną rundkę po lekarzach i usłyszałam znowu to samo. Więc pojechałam sobie do innego miasta do innego okulisty.
Ten siadł i powiedział, że jestem zdrowa. No to się poirytowałam i mu wybuchłam, że nie jestem wariatem, że źle widzę, że nie wiem co mi jest i dlaczego nikt nie traktuje mnie poważnie?!!!

No i facet tak siedzi i patrzy...
- ... no oczy ma pani zdrowe... Ale dwukolorowe widzenie to może być kręgosłup szyjny albo sprawy neurologiczne. Jeśli pani NAPRAWDĘ ma takie objawy, to nawet i guz mózgu - tu zrobił pauzę czekając na moją reakcję, ale ponieważ się nie doczekał kontynuował - dam pani skierowanie do neurologa. On niech panią wyśle na tomografię mózgu i odcinka szyjnego. Jak pani coś jest to tam.

No to poszłam do tego neurologa i dostałam stosowne skierowanie. Z adnotacją "pilne".
Ponieważ się zestresowałam, że mam guz mózgu postanowiłam nie czekać kwartał, aż przyjdzie moja NFZtowska kolejka, tylko zapłaciłam z własnych oszczędności. Przed tomografią trzeba wykonać badanie krwi na wydolność nerek, po to, żeby określić czy można komuś podać kontrast.
Ponieważ oszczędności już miałam mało, poszłam do rodzinnego po skierowanie na to badanie krwi, żeby za nie nie płacić. A rodzinny - na pewno nikt z czytelników by na to nie wpadł - obsługuje całą moją rodzinę. Tu trzeba dodać, że mama ma chorobę przewlekłą, przez którą dość często musi chodzić do lekarza na różne badania.

W każdym razie lekarz rodzinny zaczął wypytywać się mnie co i po co to powiedziałam: że mam problemy ze wzrokiem, że neurolog i może guz mózgu i się trochę boję, bo do tego tomografu to wsuwają jak Anielkę do pieca...
Generalnie wygadałam się jak to dziecko, którym dopiero formalnie przestałam być.

3 godziny później dzwoni do mnie mój brat. Pyta się dlaczego on nie wie, że mam guza mózgu. No to mu wytłumaczyłam że nie wiem czy mam. Może mam, to się dopiero okaże w czwartek. A skąd ty to wiesz? A no od Mamy...
Która była u rodzinnego na swój przegląd, więc ją rodzinny wziął za rękę i zaczął tłumaczyć, że rak to nie wyrok i trzeba wspierać chorego członka rodziny, bo to dla niego trudne. Zwłaszcza dziecko. I wszyscy musimy być silni, bo nawet jeśli okaże się najgorsze błablabla...

Moja Mama oczywiście zadzwoniła do Ojca z płaczem. Ojciec dostał wysokiego ciśnienia i sekretarka wezwała do niego pogotowie. Był hospitalizowany jako zagrożony wylewem.
Sama Mama musiała dostać jakieś leki tam na miejscu w przychodni, bo omdlała. Jak odemlała to zadzwoniła do brata, żeby ją zawiózł do domu. A brat zadzwonił do mnie.
Potem zawiózł mnie do rodziców.
Takiej awantury to ja w życiu nie miałam. Generalnie o to, że takie rzeczy to powinnam całej rodzinie ogłosić wszem i wobec.
Z czym wewnętrznie się nie zgadzam do dziś, ale głośno tego nie artykułuje.

W każdym razie od tego czasu nie lubię wścibskich ludzi w przychodniach.
Nie miałam raka mózgu, ani nawet guza mózgu.
Moje problemy ze wzrokiem powoduje kręgosłup szyjny i astygmatyzm.

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 235 (251)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…