Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86231

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie pamiętam, ile miałam lat, ale jeszcze myła mnie matka. Podczas kąpieli znalazła w moim uchu jakieś krosty. Postanowiła je wyciskać, co było bardzo bolesne, pamiętam, że płakałam i przy wyciskaniu leciała krew. Matka skłamała mi, że jak mi tego nie wyciśnie, to umrę. Uwierzyłam jej i przestraszona pozwoliłam jej "uratować mi życie".

Potem pojechaliśmy do lekarza. Krosty wyglądały już bardziej jak strupki, matka oczywiście nie przyznała się do wyciskania, więc lekarz myślał, że to krwawiło samoistnie, a matka go w tym utwierdziła - zwłaszcza, jak lekarz wspomniał, że nie wolno tego wyciskać. Próbowałam coś powiedzieć, ale matka mnie stale uciszała.

Kolejna sytuacja. Miałam 6 lat, a w domu mieliśmy krajalnicę do chleba. Nie pamiętam już, co dokładnie robiłam, w każdym razie wg matki byłam za głośno; powiedziała, że jak się nie uciszę, to odkroi mi palec w krajalnicy. Nie uwierzyłam jej chyba, myślałam, że tak sobie gada - widocznie wydało mi się to zbyt absurdalne.

Dalej się bawię, a ta nagle mnie łapie za rękę i wkłada mi palec w krajalnicę. Zaczęłam się szarpać, głośno drzeć się i płakać, co matka skomentowała czymś w stylu "No co ty, głupia jesteś? Przecież ci palca nie odkroję, toż ja żartowałam". No bardzo śmieszny żart...

Ostatnia, chyba najgorsza. Miałam jakieś 7-9 lat, siostra 3-5. Skaczemy sobie po łóżku. W pewnym momencie siostra spadła i uderzyła głową w kaloryfer. Zaczęła głośno płakać i z jej głowy leciała krew. Pobiegłam po matkę, która siedzi sobie w łazience i się ogarnia, nieprzejęta sytuacją. Mówię jej, co się stało, na co ona krzyczy "teraz się myję" i nawet nie zamierza wyjść. Dopiero jak powiedziałam o krwi, to wyszła.

Jaka była jej reakcja? Zaczęła się na mnie wydzierać: "Co ty jej zrobiłaś, chora jesteś!?!?!!" itd. - jakbym to JA rozwaliła siostrze głowę, w dodatku specjalnie. Poza tym nagadała jakichś pierdół w stylu, że mam się "modlić, żeby siostra przeżyła", że "przeze mnie umrze" i inne takie. To było tuż przed wyjściem do szkoły, w której siedziałam ciągle zestresowana, martwiąc się, co z siostrą.

W końcu wróciłam do domu, przekonana, że siostra leży w szpitalu w bardzo ciężkim stanie - a ona normalnie siedzi i się bawi. Bo nic groźnego się jej nie stało, co dla dorosłych było raczej oczywiste. Mało tego, matka powiedziała ojcu, że to JA zrzuciłam siostrę z łóżka, więc ojciec też na mnie krzyczał. Nikt nie słuchał mojej siostry, która sama nawet mówiła, że spadła przypadkiem.

Poza sytuacjami jak wyżej i podobnymi, regularnie słyszałam szantaże, że mnie oddadzą do domu dziecka, groźby, że przyjdzie pan i mnie zabierze, że ktoś przeze mnie umrze albo ja umrę i inne takie. Dalej nie rozumiem, co ma na celu takie straszenie. Wyżywanie się, czy jakiś nieudolny sposób "wychowywania"?

rodzina

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (140)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…