Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86514

~seppuku123535 ·
| Do ulubionych
Mój stary to patologiczny skąpiec. Nie mówię tu o zdrowym oszczędzaniu, o nie. Mój stary powinien się leczyć, bo jego postępowanie od zawsze odbijało się na rodzinie.

Przypadek skrajny? Wyrzuciłam szampon, bo zostało kilka kropel, które trzeba by wyciskać z butelki, a i na moje średniej długości włosy by tego nie starczyło. Co robi stary? Wyciąga tą butelkę z kosza i chowa, bo przecież się zmarnuje. Stary też od lat wykłada kosz gazetami, bo worki na śmieci kosztują. Wszyscy sąsiedzi używają worków, stary gazet, bo taniej.

Kiedyś kupowaliśmy program z Super Expressem, bo dodatkowo gazeta z artykułami o gwiazdach itd. Stary odkrył, że jest tańszy o złotówkę program, od tamtej pory tylko ten gości u nas w mieszkaniu. Gazety nie ma, ale przecież taniej to trzeba brać. Stary ma cukrzycę i nie może się obżerać, mimo to zje wszystko z talerzy osoby, która zostawiła coś po obiedzie. Nie zjadłam całego talerza barszczu z ziemniakami? Stary dokończy. Robiłam naleśniki po włosku (z serem, pomidorami i cebulą) i chciałam wyrzucić "dupki" pomidora i twardą część cebuli? No ku*wa on zje, szkoda wyrzucać.
Jest coś starego na chacie? Nieważne czy szampon/jogurt/ser i każdy się go boi ruszyć? No przecież on zje, szkoda wywalić...

Remonty w mieszkaniu? Jakieś meble? No kuwa, po co? Mamy wodniarkę, która pamięta komunę. Ponieważ jeszcze się całkiem nie rozwaliła, on nowej nie kupi. Kafelki z toalety nie były wymieniane odkąd pamiętam, serio, 30 lat nie odczuwał potrzeby by kupić nowych a łazienkę mamy malutką, więc nie byłyby to miliony. Nie, najwyżej raz na 10 lat się pomaluje mieszkanie. Kiedy kupiliśmy lodówkę znacznie wyższą od poprzedniej, przeżywał że starą, rozlatującą się szafkę, która wisiała nad tamtą, matka chce wyrzucić. Bo szkoda, a on tam trzyma jakieś dokumenty, jakby nie można je przenieść gdzie indziej.
Wstydziłam się zapraszać koleżanki do mieszkania, bo szafka na buty miała już dziury i deski na szuflady potrafiły wypadać. Dopiero niedawno kupił nową z bólem serca.

I nie, nie jest biedakiem, odkłada na koncie kasę. Na co? Odpowiada, że na czarną godzinę. Nigdy nie kupił porządnego auta, nawet jak miał odłożone z 15 tysięcy to wolał kupić trupa za 2, bo przecież taniej.
Matka pomagała mi finansowo na studiach, jeśli mogę powiedzieć o kimkolwiek kto wspierał mnie kasą i po kim odziedziczyłam "normalność" to po niej. Stary najchętniej wysłałby nas wszystkich do zawodówki byśmy jak najszybciej poszli do pracy i mogli jego na emeryturze wspomagać. Niedoczekanie, matce jestem coś winna, jemu absolutnie nic. Jego matka, a nasza babka jest taka sama. Choćby spała na kasie (a ma emeryturę francuską i to stary płaci co rok za ojcowiznę jakieś opłaty, które odziedziczył po zmarłym ojcu, babka mu też przepisała swoją część bo chciała dostać więcej kasy, już nie pamiętam o co chodziło ale za darmo tego nie zrobiła) to będzie żarła stary chleb i chodziła w ubraniach, które pamiętają moje dzieciństwo.

Pamiętam jak co święta kupowała wyrób czekoladopodobny za złotówkę, bo czekolada droższa. Pamiętam jak raz przyjechała do nas z jakiejś większej okazji i powiedziała że dałaby mi pieniążka, ale nie ma drobnych. Pamiętam, że mimo iż już rozlatująca się chałupa i podwórko było przepisane na starego, to nie pozwoliła nam tam zrobić mojej komunii, ciotka i siostra matki pozwoliła urządzić ją u siebie.

Pamiętam jak stary miał mieć operację żył, a ona stwierdziła, że nie ma kasy, a po śmierci jej ojca, a mojego pradziadka dała wujkowi (drugiemu synowi) kilka tysięcy. Nigdy nie nazwę starego ojcem, tym bardziej, że moja matka ma z nim krzyż pański i rozlicza ją z każdej złotówki. Co zakupy bierze paragon i studiuje każdy grosz, a jak "odkryje", że gdzieś ten sam produkt jest o grosz taniej to ją gnębi, że kupiła...

Pamiętam jak nie chciał wziąć pożyczki bym miała na leczenie ortodontyczne... Do tej pory nie mogę tego staremu darować. On sam sobie nic nie kupi, nie chodzi o to, że coś dla SIEBIE ODKŁADA, chodzi o sam fakt posiadania kasy na koncie. Zawsze byłam zdania, że pieniądze są do realizacji celów, do tego by je wydawać. I tak, przydałby się remont, przydałoby się sprawne auto, a nie takie, które ma już pełnoletność, i w którym zawsze coś stuka, przydałby się jakiś "reset", chociażby wyjazd nad morze raz na kilka lat.... No ale co można powiedzieć o człowieku, który nawet flaszkę z okazji swoich urodzin kupi najtańszą, bo przecież "każda smakuje tak samo".

Pytam się matki co w nim widziała i dlaczego tak się męczy, no ale uważa, że ślub kościelny, a ona wierząca, że nie wiedziała iż jest aż tak źle z nim przed ślubem. To już starsza osoba i chyba już jej wszystko jedno... Całe życie ciężko pracowała, zdała "starą maturę", była w technikum chemicznym...

Myślała, że stary jest bardzo biedny, bo chodził w szmatach, jej matce też go było szkoda bo sierota, wcześnie stracił ojca. Później okazało się że pracuje w cementowni gdzie zarabia dwa razy tyle co moja matka w biurze. A chodzi w szmatach, bo po co marnować na ubranie by wyglądać po ludzku? I nie chodzi mi o jakieś domy mody czy ciuchy z sieciówek, mówię o ubraniach w naprawdę złym stanie, takich których nikt normalny by nie nosił.

Przeraża mnie to i wku*wia, bo wiem, że gdybym miała innego ojca to nasze życie wyglądałoby inaczej, że mama byłaby szczęśliwa.

patoojciec

Skomentuj (61) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (200)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…