Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86551

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielny lokalny elektryk rodem z PRLu. Trochę długie, ale...

Kupiliśmy z małżonką działkę rekreacyjną i zaczęliśmy się urządzać. Domek udało się postawić własnymi siłami, korzystając z uprzejmości sąsiada od którego pociągnęliśmy kabel z prądem. Ale docelowo przydałoby się własne zasilanie, więc zadzwoniłem pod numer lokalnego elektryka, uzyskany także od sąsiada, żeby rozpoznać temat.

Przyjechał na działkę starszy pan, tak około 70 roku życia. Popatrzył, pokombinował i zaoferował kompleksowe załatwienie spraw - od złożenia papierów w zakładzie energetycznym, po wykonanie kompletnej kabelkologii w domku. Na pierwszy rzut oka - super, prawda?

Ale jak zacząłem drążyć, to coraz bardziej przestawało mi się podobać. Pan elektryk na wstępie podsunął papier do podpisu, że zlecam mu wykonanie robót instalacyjnych i zobowiązuję się do zapłaty. To jeszcze rozumiem, on coś zacznie załatwiać a ja się wypnę, ale żądanie podpisu bez uzgodnionej ceny jest, powiedzmy, przedwczesne. Potem wynikła różnica zdań co do materiałów.

- No to tutaj pociągnie się kabel aluminiowy do domku. 50 zł za metr - zadecydował pan elektryk.
- A nie lepiej miedziany? To raptem 30 metrów, różnica w cenie nie będzie jakaś zabójcza, a dobrze jest mieć miedź - zarzuciłem sucharem.
- Paaanie, miedziany to od razu ukradną! Na złom przetopią! Dołki wykopią co 10 metrów, i będą samochodem za hakiem wyciągać po kawałku! - pan elektryk błysnął fachową wiedzą, chociaż nie ze swojej dziedziny. Ciekawe.
- No a ta tablica rozdzielcza? Czemu nie ma wyłącznika? I przecież mówiłem, że potrzebuję siły, bo będę betoniarkę podłączał...
- A po co wyłącznik! Różnicówką będziesz pan sobie pstrykał. A siła niepotrzebna, po co siła w tak małym domku - pan elektryk wiedział lepiej.
Mała dygresja - różnicówka nadaje się do regularnego (2x na weekend) włączania i wyłączania jak do palenia w piecu. Da się, ale trochę szkoda i drogo, bo trzeba często brać nową. Można testowo "pstryknąć" co miesiąc, i nawet trzeba, ale do regularnego używania no trochę... niebardzo.
- A uziemienie? Do skrzynki rozdzielczej będzie minimum 30 metrów, mam polegać na tym kawałku bednarki co zwykle dają monterzy? Chcę własną sondę wbitą na minimum 8 metrów, tu jest bardzo sucho. Studnię mi niedawno wiercili, to wiem.
- Paanie, pan to chyba za dużo pieniędzy ma, uziomy, włączniki jakieś chce - elektryk przeszedł do kosztorysu - Za pięćdziesiąt złotych za metr zrobię.
- Ale co to znaczy za metr? Za metr kabla 50zł, czy za metr kabla z wykopem, czy całość policzona orientacyjne 50zł za 30 metrów przyłącza plus 20 w domku, czyli 2500zł za komplet? A jaka jest cena za gniazdka i rozdzielnię wewnątrz? I odbiór?
- No, 50 za metr.
- Podaj pan cenę ostateczną, za całość, bo chcę mieć to jasno zapisane w umowie.
- No mówię, 50 za metr.
I gadaj tu z takim.

Przez kwadrans próbowałem ustalić cenę. Nie udało się. Zacząłem z innej beczki.
- No dobra, a którędy pójdzie przyłącze i gdzie stanie skrzynka na granicy działki?
- A tutaj - i pan elektryk pokazał gęsty szpaler sosenek, częściowo po mojej stronie, a częściowo w pasie drogowym.
- Te drzewa się wytnie, żeby moja mała koparka mogła przejechać.
No chyba go obesrało, pomyślałem z westchnieniem.
- Nie zgadzam się na wycinanie żadnych drzew - oświadczyłem z naciskiem - nie ma innej możliwości?
- Paaaanie, co wy wszyscy z tymi drzewami! Wyciąć w cholerę, kwiaty posadzić! Drzewa to tylko liście gubią!

Ta, zwłaszcza sosny. Dosyć. Trzeba inaczej.
- Wie pan co? To ja sam pociągnę ten miedziany - podkreśliłem - kabel od skrzynki i zrobię instalację w domku, tyle to potrafię. Tablicę rozdzielczą też umiem zaprojektować i pozapinać zgodnie ze swoimi wymaganiami, ale nie mam uprawnień do odbioru i sprzętu do pomiarów. Ile za przejrzenie instalacji, pomiary i podpisanie odbioru?

Pan elektryk osłupiał, a ja poczułem się przez moment jak w anegdotce Tuwima o tandetnie zblindowanej droselklapie.
- Paanie (to "paaanie" już mocno drażniło), paaanie, ja wygrałem przetarg na roboty przyłączeniowe na tym terenie, pan musisz mnie wziąć do tego, bo i tak dostanę zlecenie na przyłącze!
- Na przyłącze od słupa do skrzynki - to się zgadza, wiem, że Zakład ma podpisane umowy z wykonawcami i Pan może nim być. Ale wewnątrz działki to już przecież każdy elektryk z uprawnieniami może robić - zanegowałem - to już nie elektrownia wyznacza, tylko inwestor.
- Paanie, (krwa...), kto panu takich głupot naopowiadał? Na tym terenie tylko ja robię instalacje - w głosie pana elektryka zabrzmiała nuta dumy lokalnego monopolisty. I groźby.
- No ale to dla pana i tak interes, bo materiał mój, robota moja, a pan tylko sprawdza wykonanie i przystawia pieczątkę jeżeli będzie dobrze. To ile za samo sprawdzenie i odbiór?
Pan elektryk zamyślił się na dłuższą chwilę.
- Czterysta.
- Z pomiarami?
- Paaanie (krwa...x2), pomiary, po co pomiary?
- Do ubezpieczenia - wyjaśniłem - są wymagane, jak ma obejmować pożar od instalacji elektrycznej.
- Z pomiarami to sześćset, ale ja żadnych pomiarów nie będę robił, bo mi to się nie opłaca (?) tylko papier podpiszę.
No ładnie, pomyślałem. Chcesz się podpisać pod niepomierzoną instalacją, twój problem. No mój trochę też, ale ja swoich uprawnień nie ryzykuję.
- No i dwieście za złożenie papierów w Zakładzie. Ja dla nich od czterdziestu lat robię, to przyjmą od razu. Bo inaczej to będzie trwało nawet sześć miesięcy albo odrzucą wniosek i każą brać prąd budowlany. A poza tym i tak tylko ja moge złożyć papiery, bo wygrałem przetarg - przypomniał.
- Czyli razem osiemset złotych? - upewniłem się (i więcej cię nie będę musiał oglądać, dodałem w duchu).
- No tak... - zawahał się - ...netto. No i jeszcze za projekt... to osobno.
O. Ty. Pazerny. Chamie.
- OK, zastanowię się, bo może jeszcze altanę postawię i też będę chciał dociągnąć prąd, to projekt się zmieni - dałem mu na odchodne nadzieję, chociaż zdecydowałem że nie będzie żadnego interesu - dam znać jak już będę gotowy. No to chyba na dzisiaj koniec. Do widzenia się z panem.

Pan elektryk zawinął się, pozostawiając papiery do podpisu (oczywiście bez ustalonej ceny), zabrał na wpół wypełniony wniosek do Zakładu Energetycznego (bez mojego podpisu) i pojechał w siną dal. A ja rzuciłem się do komputera w celu zasięgnięcia informacji o procedurze w Zakładzie Energetycznym.

(Tutaj wchodzi przebitka z płynącymi chmurami, zegarem i spadającymi kartkami z kalendarza. Znaczy się - minęło trochę czasu)

Wniosek złożony. Nie była to wiedza tajemna, wsparł mnie przy tym zupełnie inny fachowiec polecony przez szwagra. Zakład Energetyczny wniosek przyjął, po niezbyt długim czasie dostałem mapkę z umiejscowieniem przyłącza - całkiem gdzie indziej, niż pan elektryk planował, więc sosenki ocalały. Po kolejnym niezbyt długim czasie pojawiła się skrzynka. Może i firma tego buca ją stawiała, ale to już było dla mnie nieważne, ważne że stanęła. Wykopałem 30 metrów rowu, położyłem uczciwą miedź. Zrobiłem instalację w domku wg zaleceń fachowca, wbiłem sondę do uziomu, elektryk obejrzał, pomierzył, pochwalił i przybił pieczęć. Zainkasował... 400zł. Po dwóch tygodniach z szumem i świstem popłynął prąd. Na pohybel lokalnemu elektrykowi, który urodził się w poprzedniej epoce - i umrze też w poprzedniej epoce.


PS. W tak zwanym międzyczasie zadzwoniłem do buca, żeby go poinformować, że ma się, delikatnie mówiąc - walić. Przyjął to źle. Zarzucił mi, że go okłamałem że będę robił sam instalację, bo on przejeżdżał niedawno i widział ekipę trzech facetów, która mi dach kładła, więc pewnie i elektrykę zrobili bo ja nie umiem (gwoli ścisłości, mógł widzieć tylko mnie i moją osobistą córkę, jak kładliśmy dachówkę bitumiczną - trochę to daleko do widoku trzech facetów, nieprawdaż?). Krótko mówiąc, strzelił przepięknego focha, że jestem oszust i dusigrosz, i jeszcze będę go po rękach całował. Już pędzę z całuskami.

PPS. Miałem dawno temu uprawnienia SEP do 1kV - wygasły, bo nie korzystałem, no i przepisy się zmieniły, ale wiedza została. Dlatego bez obaw mogłem robić instalację.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (162)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…