Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Dziś przychodzę do Was z historią o moim byłym miejscu pracy- już na szczęście byłym.

Gdy poszłam tam na rozmowę kwalifikacyjną zobaczyłam, że biuro jest przepełnione. Osób na oko przynajmniej 20, powierzchnia mała, biurko obok biurka. Już wtedy powinnam się wycofać, lecz na rozmowie zapewniono mnie, że jest to stan zupełnie przejściowy. Właśnie zatrudniono nowe osoby i zaraz będzie przeprowadzka kawałek dalej, do domku jednorodzinnego, gdzie każdy będzie miał już luz. Pokazano mi lokalizację nowego biura, potencjalny pokój. Chciano tylko zakończyć miesiąc i z początkiem nowego przenieść się na nową lokalizację.

Szefowie, którzy przeprowadzali rozmowę, potrafili bardzo dobrze zagrać i uwierzyłam. Przyjęłam ofertę pracy, po to aby przekonać się, że nie jest tak różowo jak myślałam, a przeprowadzki nie doczekałam.

Duża ilość osób była spowodowana tym, że przyszły nowe osoby-to fakt. Jednak 3 osoby ze starej ekipy były na wypowiedzeniu. Sami twierdzili, że to naturalna droga rozwoju, a w tej firmie mimo wszystko dobrze się im pracowało, lecz przyszedł czas na coś nowego.
To było kłamstwo, bo uciekli ze względu na słabą pensję, brak realnego podziału obowiązków (kompetencje były tak płynne, że raz twierdzono iż sprawa należy do działu technicznego, raz że do firmy zewnętrznej, a w końcu okazywało się, że nikt nie miał tego wpisanego w obowiązki) oraz inne przeszkody, które powodowali sami szefowie, ale o tym przekonałam się na własnej skórze już po okresie próbnym.

Firma cierpiała na kompleks stanowisk. Było w firmie 18 pracowników z czego każdy miał w stopce przynajmniej "specjalista/młodszy specjalista", a kierowników było czterech.
Ja pracowałam na stanowisku "Asystenta Zarządu". Wielkie stanowisko, za którym w praktyce ukryła się praca na stanowisku pracownika biurowego od klepania danych. Niestety nie mogłam nijak liczyć na współpracę z Zarządem i tego nigdy nie zrozumiem po co tak nazwali to stanowisko. Nie chcieli mnie dopuścić do żadnych spraw, nie informowali o dyspozycyjności, a jednocześnie kazali przygotowywać oferty i umawiać spotkania z potencjalnymi klientami. Czasem kończyło się tak, że nie wiedziałam o której ktoś się pojawi, a telefon przez szefów był nieodbierany.
Jednak przez 90% czasu przenosiłam dane od klientów do bazy lub odpisywałam im na maile oraz załatwiałam sprawy typu zamówienia do biura, zakup sprzętu elektronicznego etc. W ogłoszeniu jako zadania było zapisane kompletnie coś innego, coś co odpowiadało moim umiejętnościom- w praktyce wykorzystywałam je bardzo sporadycznie.
Miałam też nijako "pod sobą" osobę, która miała stanowisko opisane jako "Sekretarka i specjalista ds. obsługi korespondencji".
Osobiście uważam, że zarówno moje stanowisko, jak i stanowisko sekretarki, należą do tych ważnych w firmie oraz powinny mieć największą wiedzę na temat jej funkcjonowania.
W rzeczywistości pod "Sekretarką" kryła się osoba do wysyłania i odbierania listów oraz faktur oraz wpisywania ich w bazę. Nawet telefonów nie odbierała, bo były one oddalone w innym pokoju. Nasza wiedza o tym co dzieje się w firmie-żadna, bo szefowie zachowywali wszystko dla siebie.

Odnośnie zakupu sprzętu. Moim zadaniem było pilnowanie, aby wszelkie licencje były odnowione lub zakupione nowe. Jak zobaczyłam stan komputerów i informatyzacji w firmie, załamałam się. Poczułam się jak w latach 90, gdzie królowały Windowsy na płytach z bazaru.
Żaden z komputerów nie miał kopii Windowsa dla firm, a jedynie wersje home. Dodatkowo klucze pochodziły z dziwnej strony, która była w połowie po angielsku, w połowie w łamanej polszczyźnie. Raz kupiony tam klucz okazał się już wykorzystany, co nie świadczy za dobrze o legalności ich produktów. Ale były tanie, bo Win 8 kosztował tam tylko 50 zł. Dostałam zakaz zakupu Win 10, bo był za drogi (aż 100 zł). Szefów nie przekonało to, że 8 zaraz straci wsparcie. Nie mogłam skorzystać z żadnej innej strony, bo ta miała najtańsze oferty.
Skończyła się licencja na antywirusa. Zaproponowałam, że napiszę do firm dystrybutorów o ofertę na wszystkie komputery, to zapewne wyjdzie taniej. Szefowie zadecydowali jednak, że wystarczający będzie Avast.
A w komputerach, na serwerze mieliśmy tak dużo danych ludzi, że brakowało nam praktycznie tylko odcisku buta.

Serwery-ach, żadnego podziału. Osoba z terenu miała dostęp do plików księgowych i na odwrót. Całość można było skasować paroma kliknięciami. Kopia zapasowa? Jest, owszem, na dysku zewnętrznym, gdzie ostatni zapis był z 2018 roku. Moja propozycja aby zainwestować w chmurę oraz automatyczne kopie danych z serwera po każdym dniu spotkała się z odpowiedzią- za drogo.

Zaczęła się też rotacja pracowników. W ciągu 13 miesięcy odeszło 11 osób. Wrzucałam ogłoszenia na pracuj średnio co miesiąc. Zwracałam uwagę, że stara ekipa zaraz całkiem się rozsypie, bo ludzie byli już zirytowani siedzeniem na kupie, hałasem i brakiem chęci zmian ze strony szefów, którzy tak dużą rotację uznali za naturalny stan rzeczy.

Szefowie uważali za ważnych tylko osoby decyzyjne. Więc jeśli przychodził do nas zwykły Kowalski, był on traktowany jak zło konieczne. Raz przyszła do nas kobieta, o lasce, lat około 75+, panował upał. Zaproponowałam jej aby usiadła i odpoczęła oraz przyniosłam wodę. Zobaczył to niestety szef. Po wyjściu kobiety zostałam pouczona, że woda z butelki jest tylko dla WAŻNYCH klientów.
My jako pracownicy oraz zwykli klienci mają zadowolić się zakamienioną kranówką.

Po paru próbach zmienienia ich mentalności, podejścia do firmy, stwierdziłam, że nie jest to na moje nerwy. Znalazłam inną pracę i zaniosłam wypowiedzenie. Zapytano mnie o powody. Opowiedziałam o wszystkim. Skwitowano to stwierdzeniem, że przesadzam i to wszystko jest wina nowych osób, które muszą się ze sobą dopiero zgrać.

Swojej winy oczywiście nie widzieli.

praca

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (129)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…