Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86718

~BiegnijLolaBiegnij ·
| Do ulubionych
Cześć, chciałam tu opisać zjawisko, które mnie od pewnego czasu zastanawia, mianowicie nienawiści kobiet wobec innych kobiet. Od razu powiem, że uważam się za feministkę, co nie oznacza, że nienawidzę mężczyzn, wręcz przeciwnie ;) po prostu uważam, że kobiety nie są od nich gorsze, a wszelkie predyspozycje określa charakter i indywidualne cechy fizyczne, a nie płeć. Zacznę od początku, czyli od mojej matki.

Mam starszego brata. Nikogo pewnie nie zdziwi, że brat miał zawsze więcej luzu niż ja, w wieku 15 lat mógł imprezować całą noc, a ja nawet po 18 roku życia musiałam się tłumaczyć przez matką, gdy wracałam po 22. Brat nigdy orłem nie był, jak przyniósł lepszą ocenę niż 3, matka chwaliła go przed rodziną, dawała nagrody i przeżywała to 3 dni. Ja musiałam się tłumaczyć z każdej oceny niższej niż 4, matka jeszcze w liceum sprawdzała mi zadania domowe i spakowany plecak do szkoły. Od kiedy sięgam pamięcią musiałam pomagać w domu, w wieku 7-8 lat miałam już obowiązki domowe typu mycie podłóg, odkurzanie, mycie naczyń. Brat nawet jako nastolatek nie sprzątał nawet własnego pokoju. Matka zawsze mówiła, że ona się nie będzie wstydzić, że ma leniwą córkę, co ma dwie lewe ręce do roboty, a brat to chłopak to nie musi umieć sprzątać.

Kolejne wspomnienie do szkoły to nauczycielka fizyki w liceum. Byłam w klasie mat-fiz, ledwie 5 dziewczyn na 28 chłopaków. Nauczycielka traktowała nas jak idiotki, ignorowała, gdy zgłaszałyśmy się do odpowiedzi, każdą dobrą ocenę tłumaczyła szczęściem, nie pozwalała jeździć na olimpiady. Czasem omawiała temat, a potem na koniec mówiła:

- To teraz wytłumaczę tak, aby dziewczynki też zrozumiały - i gadała do nas pojęciami z podstawówki, po czym dorzucała, że ona rozumie, że będziemy mieć trudności, bo to trudny temat. Gdy jakiejś dziewczynie zdarzył się błąd na sprawdzianie ośmieszała ją przed całą klasą i sugerowała przeniesienie do klasy humanistycznej. Chłopaków chwaliła przy każdej okazji i każdemu jednemu wróżyła wielką karierę.

Po szkole robiłam kurs na prawo jazdy. Najpierw jeździłam z instruktorem, który raczej mnie chwalił i mówił, że mam duże szanse zdać za pierwszym razem. Niestety, tak się nie stało i dodatkowe lekcje miałam z instruktorką. Na początek poczęstowała mnie stwierdzeniem, że ona z kobietami nie lubi jeździć, bo one się rzadko do tego nadają. Na każdy błąd, nawet taki jak przekroczenie prędkości o 1-2km reagowała wrzaskiem, nerwowym kręceniem głową i stwierdzeniami, żebym sobie to prawo jazdy przemyślała. Po kilku lekcjach z nią poprosiłam o lekcje z kimś innym. Kolejny instruktor, podobnie jak pierwszy, powiedział tylko, że widać, że umiem jeździć, tylko powinnam się mniej denerwować. Zdałam za drugim razem. Po 10 latach stażu za kierownicą nie miałam nawet stłuczki (z mojej winy).

Pracuję od pewnego czasu w biurze rachunkowym. W zespole w 100% damskim mamy jedną samotną mamę. Samotna stała się, bo wpadła z facetem, z którym była od kilku lat i mimo, że dziecko było wpadką, to cieszyli się, bo i tak za jakiś czas planowali ślub i powiększenie rodziny. Niestety, ojciec dziecka tuż przed porodem stwierdził, że jest za młody na zakładanie rodziny (miał wtedy 33 lata) i się ulotnił. Od tego czasu dzieckiem się w ogóle nie interesował, a alimenty płacił w kratkę. Kiedyś w przerwie samotna mama opowiadała, że będzie się z byłym sądzić, bo miga się od płacenia alimentów i żyje sobie słodkim życiem z nową kobietą nie interesując się dzieckiem. Jedna z koleżanek powiedziała:

- No i co z tego? Nie masz godności, że będziesz się prosić o pieniądze? Przecież to dziecko to wpadka, sama jesteś sobie winna, jak nie chce tego dziecka, to daj chłopu spokój, a nie męczysz go o kasę.
Wszystkie byłyśmy w szoku i próbowałyśmy przywołać ją do porządku, a ona dalej swoje, że nie szanuje samotnych matek, bo to głupie baby, co facetów próbują na dzieci łapać i jak facet nie chce dziecka to jego wolna wola i trzeba było myśleć wcześniej.

Również piekielna jest pewna niedoszła klientka biura, w którym pracuję. Chciała nawiązać z firmą współpracę, zapytała jednak czy jej księgowość może prowadzić mężczyzna. Szefowa odpowiedziała, że nie, bo po prostu takiego w zespole nie ma. Pani zrezygnowała, mówiąc, że wątpi aby kobieta umiała dobrze księgi poprowadzić.

Wiecie, dziwi mnie taka postawa. Nigdy nie słyszałam, aby mężczyzna miał uprzedzenia wobec innych mężczyzn, więc skąd taka postawa u kobiet?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (198)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…