Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86744

(PW) ·
| Do ulubionych
To moja pierwsza, tutaj historia, będzie trochę długo i nudno, znajdzie się w niej mieszanka ludzkiej głupoty, tragedii, cierpienia i oczywiście polityki.

Mam na imię Tomek i mam 25 lat, moi biologiczni rodzice, którzy mieszkają ze mną na wsi, zostali jakiś czas temu rodziną zastępczą (nie mylić z rodziną adopcyjną), i podjęli się trudu stworzenia w naszym domu bezpiecznej przystani dla małych ludzi, którym życie już na starcie, zaczęło się ciężko. Obecnie przebywają u nas dwa cudowne efekty wprowadzenia programu 500+, gdzie jeden ma zaledwie 5 miesięcy, a drugi półtorej roku. Piszę więc ku przestrodze, ale też i po to, by podzielić się przemyśleniami wokół tego tematu.

Pierwszy chłopiec, K. trafił do nas mając 3 miesiące, sąd umieścił go w naszej rodzinie w trybie zabezpieczenia, po odebraniu dziecka pijanej matce przez policję, która interweniowała do libacji w domu, gdzie dziecko przebywało bez trzeźwej opieki.

W tym miejscu mała dygresja na temat funkcjonowania systemu pomocy społecznej w naszym kraju - niezawodowej rodzinie zastępczej w przypadku umieszczenia w niej dziecka w trybie zabezpieczenia, nie przysługuje żadne świadczenie, na to by dziecko w domu ulokować, o tym że dziecko jest do odbioru ze szpitala, dowiedzieliśmy się niecałą dobę przed tym, jak chłopczyk trafił do nas - nie było zbyt wiele czasu więc, na jakieś przygotowania. Wielki szacunek dla rodziny i znajomych którzy udostępnili łóżeczko, zabawki i ubranka, dla personelu szpitala, szczególnie pielęgniarek, które za własne pieniądze kupiły temu chłopcu skromną wyprawkę, oraz dla starosty który w drodze wyjątku wyraził zgodę na przyznanie połowy świadczenia przysługującego rodzinom zawodowym - inaczej boję się pomyśleć, jak by to wyglądało, gdyż dziecko trafiło do nas mając (poza reklamówką prezentów kupionych przez pielęgniarki ze szpitala) jedynie smoczek i dwa pampersy, butlę, za duże nosidełko przesiąknięte papierosowym dymem, oraz te ubranka jakie miało na sobie gdy policjanci zabierali je z domu.

Wracając do tematu, matka chłopca dopiero po upływie dwóch tygodni, zauważyła brak dziecka, kiedy na jej konto nie wpłynęło 500 złotych, za które mogłaby utrzymać odpowiednie stężenie krwi w alkoholu. Gdy pierwszy raz do nas dzwoniła, w tle słychać było głos innej kobiety, starszej, która podpowiadała jej o co ma pytać, przyznała, że jest to już trzecie dziecko, które jest jej zabierane, że mieszkają w wynajętym domu/mieszkaniu (mówiła na tyle niespójnie, że trudno określić), z jednowarstwowymi szybami, gdzie na co dzień, nie ma bieżącej wody. Przerażające jak ta, co tu dużo mówić, prosta kobieta, zaledwie dwa lata ode mnie starsza, bezrefleksyjnie podchodzi do kwestii rodzicielstwa, i nie ma w niej zastanowienia nad tym w jakie warunki sprowadza kolejnego człowieka, i jak temu dziecku ułoży się życie. Godne wzmianki jest to, że pozostająca w stałym kontakcie telefonicznym (acz sądząc po zadawanym "stałym zestawie pytań" i tym jak szybko rozgaduje się o swoim życiu, chyba tylko dla celów dowodowych lub poprawy swojego samopoczucia) matka, najbardziej przez ostatnie kilka miesięcy, ucieszyła się z faktu, iż udało jej się znaleźć kolejnego partnera, który daje jej pieniądze.

Drugi, starszy chłopiec - W. został odebrany od przebywającej wraz z nim w szpitalu matki, która nietrzeźwa trafiła tam w mniej dramatycznych okolicznościach. Tu z kolei sytuacja zdawała się z początku całkiem inna, kobieta chętnie współpracowała, interesowała się autentycznie losem dziecka, które nie trafiłoby do nas, gdyby jego babcia nie odmówiła zaopiekowania się nim. Z pozoru normalna osoba, poszła na imprezę, gdzie trochę wypiła, ktoś zażartował z koronawirusa, ktoś inny żartu nie zrozumiał i wezwał karetkę, a relacje wewnątrz rodziny mogą być różne, lub babcia chłopca mogła nie czuć się na siłach... pozory mylą, dziecko ucząc się u nas chodzić, za swój pierwszy cel obrało kosz na śmieci, bardzo szybko dostrzegliśmy objawy m. in. spaczonego łaknienia, a także syndromu KZ, nazywanego też niekiedy syndromem Oświęcimia (w zakresie dotyczącym kwestii związanych z jedzeniem), chłopiec był pulchny, wręcz można było uznać że jest otyły, obecnie na zbilansowanej diecie dostosowanej do jego wieku troszkę sklęsł. Matka karmiła to dziecko m. in. hamburgerami, parówkami i inną niezdrową i zdecydowanie nieprzeznaczoną dla tak małych dzieci żywnością, przed oddaniem dziecka w naszą pieczę, podała mu dwie porcje obiadowe "na zapas". Dopiero po czasie wyszło dlaczego - wywiad środowiskowy ujawnił, że dziecko mogło być narażone na głód, babcia nie po złości, lecz z troski nie pomogła swojej córce, by jakoś ją zmotywować do walki o siebie i małego. Dziecko w koszu na śmieci widziało źródło pożywienia, ponieważ po przepiciu 500+ kobieta z dzieckiem na ręku, wygrzebywała niedopałki ze śmietników, karmiąc syna tym co przy okazji znalazła.

Na chwilę obecną, matka K. nie podjęła prób poprawy sytuacji, nie poszła na odwyk, choć oczywiście o tym mówiła, najwięcej zainteresowania losem i dobrem dziecka, spośród biologicznych rodziców tych dzieci, wyraża wychodzący niedługo z więzienia, skazany za przemoc domową ojciec W. co też stawia nad całą sytuacją, jeszcze większy znak zapytania.

Te sytuacje, ich postrzeganie w codziennym życiu postronnego obserwatora zdarzeń, skłaniają do przemyśleń, i w tym miejscu docieramy do obiecanej polityki. Widząc taki obraz realiów, trudno nie dojść do wniosku, że coś poszło nie tak jak powinno, ale czy aby na pewno nie tak miało być? W uzasadnieniu ustawy wprowadzającej program 500+ czytamy że ma on wpłynąć na zwiększenie dzietności - czyli analizując ten fragment, widzimy że grupą docelową nie są rodzice już mający dzieci, ani ci którzy mieliby dzieci bez względu na finansowanie ze strony państwa, lecz właściwym "targetem" jest grupa która sprowadzi na świat kolejne dzieci, w celu pozyskania świadczenia finansowego, by spłodzić dziecko większość osób wie co trzeba zrobić, podobnie jak większość ludzi wie, jak nazywa się osoby robiące to dla pieniędzy. Nie kryjąc więc przykrości, stwierdzam, że tak właśnie władza musi postrzegać społeczeństwo, na tyle ślepe, by cieszyć się na wymierzoną w nich potwarz. Czy na prawdę upadliśmy jako ludzie aż tak nisko?

Dlatego z całego serca apeluję, jeżeli znacie takie osoby, jeżeli widzicie takie przypadki, nie bądźcie obojętni. Nie mówcie sobie, że "to nie moja sprawa jak ktoś się dzieckiem zajmuje", reagujcie, zgłaszajcie, bądźcie odważni, pamiętajcie że są domy w których pokrzywdzone zupełnie bez swej winy dzieci, mogą znaleźć schronienie i spokój, oraz szansę na dobrą, zdrową przyszłość, pamiętajcie, że kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat.

Polska

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (229)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…