Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86801

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka dni temu mój teść dostał szału po zobaczeniu swojego auta. Wyszedł rano z bloku, podchodzi do samochodu, a tu zbita przednia lewa lampa, wgnieciony zderzak, i przerysowany kawałek lewego nadkola. Ewidentnie ktoś wkomponował się w niego czymś sporym, wykręcając na przyblokowym parkingu, i zmył się z miejsca zdarzenia bez słowa.

Teść wkurzony tym bardziej, że jest taksówkarzem, i ledwo co kupił ten samochód do pracy. Miał go od kilku dni, dopiero skończył załatwiać wszystkie formalności, przełożył sprzęt z poprzedniego auta, a tego ranka chciał założyć koguta, i zacząć pierwszy dzień pracy nowym nabytkiem. Krew wartka, i spieniona go zalała, zadzwonił z "radosną" nowiną do mojego męża. Mąż kazał mu przejść się po sąsiadach z pytaniem, czy ktoś coś widział.

Trochę uspokoił teścia niepełnosprawny sąsiad z parteru, który widział całe zajście będąc na balkonie. Teść usłyszał, że auto przyozdobił mu kierowca busa pewnej dużej i znanej firmy kurierskiej, który po szybkim rzuceniu okiem na wyrządzone szkody ... wsiadł do swojego samochodu i odjechał. Sąsiad usiłował go zatrzymać krzykiem, ale niewiele zdziałał. Jednak zdążył cyknąć telefonem fotkę odjeżdżającego busa. To jeszcze nie dawało gwarancji pociągnięcia sprawcy do odpowiedzialności, ale pozwalało przynajmniej żywić nadzieję na jego znalezienie - wszak firma raczej powinna wiedzieć, gdzie w danym momencie był ich kierowca, na zdjęciu widać było rejestrację, a sąsiad dodatkowo opisał mniej więcej jak facet wyglądał.

Po uzyskaniu tych informacji od sąsiada, teść ponownie zadzwonił do mojego męża, poradzić się jak tę sprawę ugryźć, i zdecydować co, i jak dalej robić.
I nagle - cud!
Na parking podjechał sprawca zamieszania. Nie zbyt skruszony, raczej naburmuszony, bo to szef, do którego zadzwonił na wszelki wypadek się wyspowiadać, nakazał mu natychmiast wracać na miejsce, znaleźć właściciela, przeprosić, i wybłagać spisanie oświadczenia, zamiast wzywania policji. Chłopak miał szczęście, bo teść tak się ucieszył z tego, że facet wrócił, że nie robił mu problemów, i odwołał wezwany już patrol. Spisali oświadczenie, teść naprawił auto z oc sprawcy, wczoraj odebrał je z warsztatu, więc sprawa zakończyła się dla niego pomyślnie (nie licząc spodziewanych problemów, i niższej wartości pojazdu przy przyszłej sprzedaży...)

Tak się tylko zastanawiam - o czym myślał ten gość uciekając z parkingu? Naprwdę sądził, że nikt go nie będzie szukał, a jeśli tak, to że go nie znajdą? Uszkodził komuś nie najtańsze auto, jadąc wybitnie charakterystycznym, służbowym samochodem, najprawdopodobniej wyposażonym w urządzenie zapisujące przejechaną trasę, o takiej godzinie, że choć to zadupie, to jednak w koło kręciło się sporo ludzi, dodatkowo tuż pod oknami, więc na bank ktoś to musiał widzieć (i jak wynika z historii - widział), i odjechał goniony krzykiem sąsiada. Poza tym w okolicy są conajmniej trzy kamery monitoringu okolicznych sklepów, i przynajmniej jedna miejska. A popołudniu do teścia zapukał inny sąsiad, z nagraniem całego zdarzenia, zrzuconym na kartę SD, bo jego auto, wyposażone w kamerkę z czujnikiem ruchu, stało obok, i wszystko się pięknie nagrało... Co dodatkowo mnie dziwi, bo na nagraniu widać, że gość obczajając okolicę, spojrzał prosto w obiektyw kamery, doskonale widocznej za przednią szybą, zaklął szpetnie, i szybko wsiadł do swojego samochodu (jak wrócił, to stanął tak, że kamera się nie włączyła, dlatego sąsiad nie wiedział, że sprawa się już wyjaśniła, i przyniósł nagranie). I już wyobrażam sobie poziom zdenerwowania teścia, gdyby szef chłopaka jednak nie kazał mu wrócić na miejsce, tylko musielibyśmy się kopać, żeby uznano winę kuriera (niby nie powinno to być trudne, przy takich dowodach, ale ile niepotrzebnych nerwów by wygenerowało, to wolę nawet nie myśleć). A nawet pomijając to wszystko - gdzie się podziała zwykła przyzwoitość?...

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (114)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…