Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86808

~UmawiamPacjentow ·
| Do ulubionych
Covid-19 i jego konsekwencje mają różny odbiór. W zależności od tego, na ile przedsiębiorca bierze na siebie odpowiedzialność, na tyle "ruszają" różnego rodzaju biznesy - w tym prywatne przychodnie.

Przynajmniej raz dziennie odbywam taką rozmowę:
[Pacjent] Chcę się umówić do dentysty.
[Recepcja] Gabinet dentystyczny nie przyjmuje.
[P] To już trzeci miesiąc macie zamknięte! A inni dentyści już przyjmują!
[R] Być może mają odpowiednie zaplecze, żeby zapewnić sobie i pacjentom bezpieczeństwo. U nas nie ma w tej chwili w pełni dyspozycyjnej asysty...
[P - przerywając krzykiem] To co ja mam zrobić?!

Hmm, może iść do tych innych dentystów? Jako że brak na to grzecznej odpowiedzi, zazwyczaj nie pada żadna lub po prostu "nie wiem" - pacjent jeszcze przez chwilę rzuca takie zdania jak "w głowie się nie mieści", "skandal" itp, po czym rzuca agresywne "dobrze, do widzenia!" jakby się odgrażał i rzuca słuchawką.

Zanim ktoś napisze, że skoro niektóre gabinety się otwierają, to nasz też powinien - tak jak jest napisane powyżej, nie mamy zaplecza, nasza asysta jest niedyspozycyjna i nie ma kto pomóc lekarzowi w gabinecie. Owszem, są tacy, co przyjmują sami, ale jednak zmiana odzieży ochronnej czy dezynfekcja całego gabinetu, pilnowanie żeby pacjent przeszedł dezynfekcję, wszystkie dodatkowe czynności związane z procedurą przyjmowania w czasie epidemii, to nie jest praca dla jednej osoby. W okresie zagrożenia zarażenia koronawirusem kierownik nie pozwoli na narażenie pacjentów czy lekarza (sam lekarz z resztą też powiedział, że nie będzie przyjmował), bo ktoś po drugiej stronie słuchawki nie wierzy w epidemię i domaga się przyjęcia (podczas gdy w promieniu 300 m od naszego gabinetu znajduje się pięć innych, więc nawet jeśli działają tylko niektóre, to miasto jest bardzo duże i można się dostać do lekarza). Podnoszenie głosu na obsługę nie zmieni rzeczywistości, a takie telefony są niestety częste.

Z innej beczki:
[P] Od której godziny pobieracie krew?
[R] Obecnie punkt pobrań jest nieczynny. Badania robią placówki... (chcę polecić inne punkty, ale pacjent mi przerywa)
[P] A dlaczego nieczynny??
[R] Nie możemy państwu zapewnić bezpieczeństwa podczas...
[P] To są wymówki!! Niby dlaczego nie możecie?!
[R] Proszę pana, personel pobierający u nas krew cały czas pracuje w szpitalu, nie mamy ich na wyłączność i kierownik nie chce prowokować sytuacji, że pracownik przeniesie...
[P] Taaa, dobra, dobra, mówiłem że wymówki!
[R] Może pan zrobić badania u...
[P] Proszę pani, to jest niepoważne, gdzie ja mam sobie badania zrobić??

No, jakby mi nie przerywał, to by się dowiedział w pierwszym zdaniu.

I tak w kółko ze wszystkim.
Najpierw informuję o usłudze, lub jej braku, następnie pacjent się wydziera (i nie przesadzam, mnóstwo osób reaguje krzykiem), że gdzie indziej jest inaczej, potem atakuje, a na próby wytłumaczenia, że kierownik podjął taką, a nie inną decyzję, to ją opiniuje i zapewne oczekuje, że też stwierdzę, iż źle robimy i może... zmuszę lekarzy do przychodzenia do pracy?

Jeszcze kolejnym zjawiskiem jest nadmierne wykorzystanie sytuacji, a mianowicie: wielu (prawie wszyscy) lekarzy przyjmuje zdalnie. Jednak część z nich, w związku z koniecznością obecności pacjenta w celu diagnostycznym, przyjmuje "normalnie". W związku z procedurami bezpieczeństwa przed i po każdym pacjencie mamy ograniczoną ilość miejsc - nie dlatego, że nam się nie chce, ale dlatego, że jest to czasochłonne i między wizytami tworzą się puste "okienka" w trakcie trwania których lekarz nie może przyjmować (dla porównania przed epidemią ginekolog przyjmował do 40 pacjentek dziennie, dziś około 25). I o ile przemycie powierzchni środkami dezynfekującymi nigdy nie zabierało dużo czasu i było standardem, tak wietrzenie gabinetu, dodatkowe przemywanie klamek, krzeseł itd ten czas wydłuża.

Wielu pacjentów nie rozumie, że lecząc się od 10 lat w naszym gabinecie może otrzymać ten jeden, czy dwa razy receptę po rozmowie telefonicznej - oni w swojej opinii MUSZĄ się zobaczyć z lekarzem. Więc dość często okłamują pracownika recepcji, że jest to sprawa pilna, a nawet że mają dolegliwości bólowe. Przy czym przychodzą do gabinetu na "pogawędkę" od d*pie Maryni. Jak lekarz im da do zrozumienia, że nie ma już czasu rozmawiać, bo ramy czasowe wizyty mamy dość sztywne, to taki delikwent przychodzi do mnie i próbuje zagadywać. W związku z tym, że pacjent powinien przebywać w placówce jak najkrócej i z tym, że to do niego niestety nie dociera, że zachowujemy dystans i ograniczoną ilość osób oczekujących, mamy znowu krzyki i wyzwiska, tym razem na żywo.

Abstrahując od całej sytuacji: zdarza się przecież, że lekarze zmieniają placówki, rezygnują z pracy, idą na macierzyński, jadą na urlop - nie tylko stan epidemiczny może skutkować nieobecnością i brakiem miejsc czy preferowanych godzin. Więc proszę, nie wyżywajcie się na pracownikach, bo to nie od nich ta sytuacja zależy.

Nie powiem, że brak zrozumienia ze strony pacjentów dla jakiejś konkretnej sytuacji mi się nigdy nie przytrafił i pewnie nie napisałabym tej historii, gdyby nie to, że obecnie to nie jest jeden wściekający się pacjent na tydzień-dwa, ale parunastu dziennie!
Pokrzykiwania są coraz częstsze, pretensje coraz bardziej bezpodstawne, personalne odzywki również. Z takim traktowaniem jeszcze się nie spotkałam, a pracuję prawie 20 w obsłudze pacjentów, zarówno osobistej, jak i telefonicznej.

I od razu powiem, że komentarze pełne porad, jak czyimś zdaniem POWINNA placówka pracować, są zbędne i pojawią się tylko przy kolejnym niezrozumieniu piekielności - to nie "system" jest piekielny czy zasady, ale fakt, że dzień w dzień, wielokrotnie ktoś na mnie wyklina, warczy, zwraca się agresywnie, rzuca słuchawką i krzyczy pomimo, że ja nie mam ŻADNEGO wpływu na to, jak ten "system" czy zasady działają.
Ja od lat przyzwyczajona jestem do tego, że laik zawsze wie lepiej od kompetentnego lekarza jak należy przyjmować pacjentów.

Od lat słucham od "Januszy-biznesu" jak należy prowadzić przychodnię.
Nie raz i nie dwa słyszałam, "robicie to źle".
I pół życia tłumaczę, że to nie mój pomysł, nie moja decyzja, nie moje kompetencje, nie moja broszka - nie podejmuję decyzji organizacyjnych - ale jestem w miarę w tym zaprawiona.

Natomiast pierwszy raz widzę taką wrogość i obłęd u pacjentów. Więc apeluję o minimum człowieczeństwa. Kiedyś komuś się skończy cierpliwość do tego i przestanie telefony odbierać w ogóle, a wtedy firma się zwinie i skorzystanie z usługi nie będzie już utrudnione, a po prostu niemożliwe. Szanujmy się, ludzie.

słuzba_zdrowia koronawirus

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (155)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…