Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Włożę kij w mrowisko.

Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Ze względu na problemy z kręgosłupem, muszę być pod opieką neurochirurga, który ma zadecydować o formie porodu. Na nic się nie nastawiam. Wychodzę z założenia, że lekarz lepiej będzie wiedział, co będzie bezpieczniejsze dla mnie i dla dziecka. Kiedyś myślałam, że jeśli zdarzy mi się zajść w ciążę drugi raz, to oczywiście wolałabym rodzić naturalnie, ale wiadomo, w życiu różnie bywa i często oczekiwania zupełnie mijają się z rzeczywistością. Na tę chwilę zarówno neurochirurg, jak i ginekolog bardziej skłaniają się ku cesarskiemu cięciu. No i okej, są to lekarze, którzy znają mój stan zdrowia, ufam im (to naprawdę dobrzy lekarze), a konsultacja z innym ginekologiem tylko potwierdziła wcześniejsze opinie.

Cała piekielność polega na tym, że naprawdę sporo innych matek - zwolenniczek wyłącznie porodu siłami natury - uważa się za wystarczająco kompetentne, by podważać zalecenia lekarzy. Miałam w ostatnim czasie kilka takich sytuacji, w których jakaś znajoma czy ktoś z rodziny pytał o termin i formę porodu, a ja, niestety, mówiłam prawdę jak to u mnie wygląda. W odpowiedzi słyszałam np. "Nie daj się namówić na cesarkę! Lekarze to się nie znają w dzisiejszych czasach" albo "Mnie też bolały plecy i urodziłam naturalnie". Nie chce mi się każdemu tłumaczyć, że ból bólowi nierówny i ja nie jestem w stanie się nawet wypróżnić, bo czuję, jakby mi ktoś w plecy wbijał widły, a przespanie nocy graniczy z cudem, bo nie ma takiej pozycji, w której bólu bym nie czuła. I nie jest to wina mojej wagi, bo do tej pory przytyłam zaledwie 7 kg i naprawdę się pilnuję (liczę kcal w aplikacji), żeby nie przybierać gwałtownie na masie. Poza tym regularnie ćwiczę z hantlami i gumami (tak, mogę), więc to nie jest tak, że się nie staram walczyć z bólem.

Problem zaczął się właśnie po pierwszej ciąży, czyli 8 lat temu. Studiowałam wtedy w szkole wojskowej, a ginekolog, do którego chodziłam, przyjmował w szpitalu wojskowym. Jedyne badania, jakie mi zlecał, to morfologia i badanie moczu (serio, żadnej toxoplazmozy, różyczki, testu obciążenia glukozą, USG - nic). Rozszczep kręgosłupa (nie jest on w tej chwili moim jedynym problemem) w wywiadzie olał. Nie zalecił żadnych dodatkowych badań. Przytyłam ponad 20 kg i dla mojego kręgosłupa nie było to za dobre, jednak koszmar zaczął się właśnie po porodzie. Być może ten, kto miał choć raz w życiu rwę kulszową, jest w stanie sobie wyobrazić ten ból niemijający przez pierwsze pół roku. Później bolało mniej, ale regularnie. Mojemu obecnemu ginekologowi od razu zapaliła się czerwona lampka i wysłał mnie na dalszą diagnostykę.

Reasumując, zalecenie cesarskiego cięcia nie jest ani moją, ani lekarską fanaberią. A jednak na niektóre kobiety działa to jak płachta na byka. Do niedawna wydawało mi się, że takie historie można tylko przeczytać w internecie. Nie sądziłam, że i mnie spotka madkowy hejt.

ciąża

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (137)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…