Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86827

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę lat temu, na pierwszym roku studiów, pracowałem w pewnym kinie w stolicy. Generalnie nie spotykałem się z większymi przypadkami piekielności, ale rzecz jasna, wyjątki były. I do nich należą, przeklęte przez większość obsługi takich miejsc, wycieczki szkolne. Tu będzie mowa o jednej, konkretnej, organizowanej w ramach tzw. "lata w mieście".

Pokaz, w którym miały uczestniczyć dzieciaki (wiek tak mniej więcej 6 klasa podstawówki) organizowany był w sali, za którą akurat nie odpowiadałem. Sprawdzałem wtedy bilety i widziałem tę całą czeredę przez chwilę. Po chwili przedarłem grupową wejściówkę i w holu zrobiło się pusto. Szybko jednak skończyła się swawola moja, bo każdy ze zmiany sprawdza bilety po równo i ani się obejrzałem, a musiałem oddalić się do innych zadań.

Niedługo po zakończonym pokazie w tamtej sali przybiega kolega ze zmiany i pyta, czy mam chwilkę. Odpowiedziałem, że jasne, filmy w salach, za które odpowiadałem kończą się za jakiś czas. Jak można się domyśleć, dostałem zaproszenie do sali po dzieciakach. Z krótkim wyjaśnieniem sytuacji i prośbą, bym się nie łamał (pracowałem dopiero 2 tygodnie).

Po wejściu do środka moim oczom ukazało się kompletne pobojowisko. Popcorn zaściełał podłogę przy siedzeniach i schodach w takim stopniu, że ktoś dowcipny mógłby założyć, że miały tu miejsce intensywne opady śniegu. Kukurydza była także z premedytacją wciśnięta między siedziska a oparcia foteli w ilości hurtowej. Poza tym co najmniej kilka wylanych napojów, głównie cola, fanta. Nie, nie tylko na fotele. W ten popcornowy chaos też. Plus porozsypywane resztki nachosów, wylane na ziemię sosy. O "drobnych" sprawach, jak rzucone byle jak puste butelki, papierki/pudełka po (kupionych oczywiście poza kinem) słodyczach wspominać nie trzeba.

Oczywiście trzeba było pomóc pani sprzątającej, bo za 20 minut leci tu następny film, a ona sama tego nie ogarnie. No to rzuciliśmy się w wir sprzątania i udało się wyrobić. W tym czasie dzieciaki, wraz z paniami wychowawczyniami, w milczeniu opuszczali salę.

I teraz puenta. Też kiedyś byłem w tym wieku. Zarówno w gimnazjum, jak i podstawówce, różne osoby sprawiały różne kłopoty wychowawcze podczas takich wyjść. Jednak doprowadzenie sali kinowej do takiego stanu i zostawienie jej tak byłoby po prostu niemożliwe. A nawet jeśli, po pierwszym zlustrowaniu sali, każda z naszych opiekunek po prostu wyprowadziłaby odpowiedzialnego za zaistniały stan rzeczy delikwenta za (metaforyczne oczywiście) ucho do obsługi, gdzie musiałby ładnie poprosić o szczotkę i zmiotkę. I posprzątać. A gdyby się nie przyznał lub buntował, zadziałałby po prostu presja klasy lub sprzątaliby solidarnie wszyscy. Tutaj (to wiedziałem od kolegi, który opiekował się salą) właściwie obyło się bez żadnych konsekwencji, szybkie zwrócenie uwagi i wspomniane wyjście w milczeniu.

Na szczęście, podczas mojej pracy tam, trafiłem (łącznie z tym przypadkiem) na tylko trzy wycieczki szkolne. Ale to już temat na inną historię.

Kino

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (122)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…