Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86834

(PW) ·
| Do ulubionych
Trafiło nam się ostatnio szczepienie, obowiązkowe, z kalendarza. Odra+świnka+różyczka. W wyznaczonej porze stawiłyśmy się z Córką w przychodni, maseczki, ankieta względem COVID-19 - wszyscy wiemy jak to teraz wygląda, więc nie będę się rozpisywać.

Dziecko przebadane, zakwalifikowane, do ukłucia. Była trochę przerażona, nie lubi takich klimatów, ale jak trzeba, to trzeba.

C: Ała, boli!
Pielęgniarka: E tam, wcale nie boli.
C: Boli! Bardzo boli!
P: Nie boli, co ty opowiadasz!
C: A właśnie że boli!!!
P: Nie boli...

Tu uznałam za stosowne się wtrącić.

Ja: Jak mówi, że boli, znaczy że boli. To wszystko? To się żegnamy, do widzenia.

Złapałam zaryczaną Córę za rękę i wyprowadziłam z gabinetu. Gonił nas jeszcze krzyk pielęgniarki:
P: Ale co ona opowiada, przecież to nie boli!


Wyszłyśmy z przychodni, przytuliłam to moje płakadełko.

C: Mamo, ale ty wierzysz, że mnie boli?
J: Oczywiście! To zawsze boli, ale czasem trzeba.
C: Masz chusteczkę?

Wytarła oczy, nos i było po sprawie.

A ja się zastanawiam - po co się z dzieckiem kłócić? Dziecko chyba wie lepiej, czy wbicie igły w ramię bolało. Ja rozumiem w innych kwestiach, ale w tej?

PS: Historia przypomniała mi się po tym, jak wylosowałam opowieść Ejci o dziecku, któremu rodzice wmówili, że idzie tylko na zdjęcie plasterka, a nie na pobranie krwi.

przychodnia

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (157)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…