Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86850

(PW) ·
| Do ulubionych
Druga historia dziś. Tym razem temat od lat mocno oklepany – rowerzyści.

Idę sobie chodnikiem między jedną wioską pod Poznaniem a drugą. Ot, taki spacer, coby świeżego powietrza zaczerpnąć. Idę po chodniku, mającym około 40 cm szerokości – dosłownie dwie płytki szerokości. Po obu stronach mam równie szeroki pas trawy. Po drugiej stronie ulicy zaś prawie trzy metry szeroka ścieżka rowerowa, piękna i nowa, dobrze oznaczona. Dobre pięć kilometrów między jedną miejscowością a drugą, prosta droga.
Gdzie jedzie trójka rowerzystów? (dwie dziewuszki i chłopaczek) Oczywiście chodnikiem!

Idę twardo, bo nawet jak każde z nich we mnie wpadnie, a każde po 40 kg liczone z rowerem, to prędzej im się krzywda stanie... Tu zaznaczę jedną rzecz – wszyscy wyglądali „alternatywnie”. To znaczy: dziewczyny kolorowe pasemka, arafaty (kto to nosi przy 30*C?), gość zaś wyglądał jak hipster sprzed dziesięciu lat. Wymodelowana długa broda, rurki i koszulka z Che Guevarą.

Pierwsza mnie potrąciła, ale jak przewidziałem, jej to bardziej zaszkodziło, bo się zachwiała. W chwilę zostałem „otoczony” i zaczął się wrzask, że mam wy*** i jestem faszystą. Po czym poznali? Po pacyfie na koszulce z Bloodstocku? Zapytałem, czy chcą dostać po mandacie i odjechali, złorzecząc na mnie...
Quo vadis, ludzkości?

Chodnik

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (96)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…