Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86866

(PW) ·
| Do ulubionych
Wraz z małżonką postanowiliśmy zmienić mieszkanie na domek jednorodzinny. Działka kupiona, formalności dopięte na ostatni guzik, ekipa załatwiona, ogólnie praca wre. Jednak aby zaoszczędzić trochę na wystrój domu i kilka dodatkowych bajerów postanowiliśmy już teraz wynająć nasze mieszkanie i na te kilka miesięcy przenieść się do starego pokoju mojej żony w mieszkaniu teściowej. Nie będzie to jednak historia o, jak mogłoby się zdawać, piekielnej teściowej, najemcach czy ekipie budowlanej, a o moim szwagrze, który nadal mieszka w domu swojej mamy.

Co prawda na początku naszego związku przez jakiś mieszkaliśmy ze szwagrem pod jednym dachem, ale jak wtedy określiłbym go słowami trochę dziwny tak teraz totalnie mu odwaliło. Zanim jednak przejdę do piekielnych sytuacji z tych kilku miesięcy mieszkania razem, postaram się chociaż trochę przybliżyć wam jego osobę.

Szwagier jest kilka lat starszy ode mnie i już to w jego mniemaniu czyni go lepszym ode mnie. Jest też osobą mocno religijną i konserwatywną. Problem jest taki, że nie jest zbyt konsekwentny w swoich przekonaniach i co tu dużo mówić, źdźbło w czyimś oku widzi, ale belki w swoim nie za bardzo. Jeśli chodzi o wykształcenie, to niedawno udało mu się zostać doktorem ochrony środowiska (tutaj drugi przykład jego "wyższości", w końcu ja mam tylko zdaną inżynierkę).

Problem jest taki, że doktorat pisał prawie siedem lat, przy czym wykorzystał chyba wszystkie istniejące kruczki by mogło to trwać tak długo. Aby było ciekawiej, podczas swojej przygody ze studiami, poza wymaganymi praktykami, pracował tylko raz przez dwa miesiące w jakimś sklepie, ale rzucił tę robotę gdyż uważał ją poniżej swojej godności. I tutaj wchodzi w grę jego konserwatywne podejście.

Według jego założeń to facet powinien pracować, a kobieta zajmować się domem. Tyle teorii, a jak jest w praktyce?

Jego żona pracuje, a po pracy sprząta (na zmianę z teściową). Jedyny obowiązek jaki wziął na siebie to gotowanie (a i to nie zawsze). Dlaczego nie ma nadal pracy mimo, że ma doktorat? Ano bo pracować na uczelnie nie pójdzie, bo go ludzie denerwowali (osobiście uważam, że sam denerwował ich o wiele bardziej niż oni jego), do pracy w laboratoriach bez doświadczenia ciężko dostać pracę od razu, ale na staż się nie zgadza. Natomiast każda inna praca z poza jego zawodu jest poniżej jego godności (tyle dobrze, że nie pobiera żadnych pomocy od państwa bo to też poniżej jego godności). I tak wegetują z pensji jego żony.

Pierwsza piekielność z tych kilku miesięcy nie dotyczy może mnie i mojej małżonki, ale jest warta przytoczenia.

Ogólnie jego żonę uważam za złotą kobietę z cierpliwością porównywalną do wagona pied... tybetańskich mnichów. Większość ich rozmów można sprowadzić do: "Eeee, przestań co ty gadasz...", "Eeee, nie...", "O Boże co ty robisz...", "Eeee, nie masz racji...". Ogólnie neguje wszystko co mówi. Osobiście szlag by mnie trafił. Gorzej jest jednak w kuchni. Tak jak mówiłem wcześniej, gotowanie wziął na siebie, ale nie zawsze wywiązuje się z obowiązku. Gdy tylko jego żona po pracy zaczyna gotować to stoi nad nią i się zaczyna. "O Boże co ty robisz!", "To nie tak, musisz tak i tak.", "Jezus po co?". I na końcu kończy się tym, że jednak on gotuje. Mimo, że mógł to zrobić wcześniej.

Druga piekielność odnosi się w pewnym sensie do cytatów z poprzednich piekielności. Jak wiadomo jedno z przykazań mówi "Nie wymawiaj imienia Pana swego nadaremno.". No więc spróbuj w jego obecności powiedzieć np. "Jezus Maria co się odjaniepawliło", to możesz być pewien, że dostaniesz litanię. Jak widać jednak on może :)

Dalej kuchnia. Gdy się przeprowadziliśmy, 3/4 blatu w kuchni należało do niego, a reszta do teściowej (w tym część częściowo nachodząca na lodówkę, która była mniej dostępna). Po naszym wprowadzeniu nie odstąpił ani centymetra. Ba! Nawet nakreślił taśmą malarską granicę jego strefy "blatowej". To samo z lodówką. On wraz z żoną zajmował trzy półki, a teściowa jedną i tak miało pozostać. Na szczęście dość szybko mu wyperswadowałem, że chyba go coś poj... coś mu się pomyliło.

Powiedzieć, że uważał mnie za podludzia to mało. Mimo, że miałem ledwie kilka lat mniej od niego, stabilne i dobrze płatne zatrudnienie, zlecenia dorywcze, własne mieszkanie i dom w budowie, to dla niego nic nie znaczyło. I tak odzywał się do mnie jakbym był jedynie dzieciaczkiem, który od niego może uczyć się mądrości życiowych.

Bardzo lubił się chwalić się swoją wiedzą. I to nie byłoby złe gdyby nie wypowiadał swoich prawd tonem ty tego nie wiesz, serio? Co ty w ogóle wiesz o życiu! Po cholerę mi wiedzieć, że istnieje jakiś syfiostan tri ujenu, który wpływa na jakiś czynnik geocośtam. Pewnego razu miałem dość i zadałem mu podstawowe pytanie z programowania pasujące do sytuacji i się szczeeeeeerze zdziwiłem, że nie znał odpowiedzi. O Boże jaki wkurzony był. A na koniec skwitował to "A po co komu jakieś programowanie!".

Szacunek do matki. I tutaj muszę się zatrzymać na dłużej. Sytuacja rodzinna mojej żony wygląda tak, że jej ojciec postanowił rozwieść się z teściową gdy moja żona miała 7 lat i wyjechać do Anglii. Tak po prawdzie nie moja sprawa, ale uważam go za ujowego ojca. Z relacji dziewczyny wiem, że odzywał się tylko w jej urodziny wysyłając smsem "Wszystkiego najlepszego". Miałem nadzieję na pocieplenie relacji, gdy zaproponował spotkanie, gdy byliśmy jeszcze w narzeczeństwie. Niestety grubo się myliłem.

Na początku spotkania krążyliśmy po mieście szukając NAJTAŃSZEJ kawiarni. Po czym okazało się, że nie chce nawiązać kontaktu z córką, nie chce poznać jej przyszłego męża, a jedynie poinformować, że skoro skończyła edukację i rozpoczęła pracę to składa pozew o zakończenie opłat alimentacyjnych... Prawdę mówiąc myślałem, że go tam rozszarpię na miejscu.

Wracając jednak do piekielnego szwagra. W stosunku do niego ojciec był równie "wspaniałym" ojcem. Mimo to on nadal PRÓBUJE mieć z nim jakikolwiek kontakt. Tak samo z dziadkami od strony ojca, którzy mimo wielu lat nadal mają awersję do teściowej i na każdym kroku to pokazują. Pomimo to szwagier nadal uważa, że rodzina od strony ojca jest tą lepszą. Najbardziej okazując to w stosunku do swojej matki, w kierunku, której stosuje tę samą technikę co w przypadku żony "Eee Anka co ty robisz...". Nie mówiąc o tym, że w życiu nie słyszałem aby zwrócił się do mamy per "mamo".

Pewnie zauważyliście, że często w cytatach z wypowiedzi szwagrach występuje "Eeeee...". Ten człowiek nie umie rozmawiać. Wszystkie jego wypowiedzi są zapoczątkowanym długim "Eeee...". A to i tak jeśli uzna, że jesteś aktualnie godzien rozmowy z nim. Bo bardzo często jest tak, że albo nie odpowie nic, albo odpowie po kilu minutach kiedy ty nie ogarniasz, w ogóle o co mu chodzi. Jeszcze ciekawiej jest gdy to on zaczyna rozmowę, co dzieje się nadzwyczaj rzadko. Jednak gdy już się to dzieje to kompletnie nie wiecie o co chodzi. Wyobraźcie sobie, że ubijacie mięso na kotlety i z dupy dostajecie pytanie "Czy klamka od łazienki nie jest zbyt zielona?". To jest ten poziom abstrakcji.

Wracając do kuchni. Ten człowiek chyba maniakalnie chciał gotować wtedy kiedy ja z małżonką. Przez większość czasu, w jakim mieszkaliśmy wraz ze szwagrem wracaliśmy do domu o tej samej godzinie i zawsze zastawaliśmy szwagra w kuchni, który dopiero co zaczynał gotować. Spoko, przypadek, przyzwyczajenie, albo kij wie co. Gdy jednak wziąłem tygodniowy urlop i mogłem gotować wcześniej, to szwagier dziwnym trafem również zaczynał chwil po mnie. Raz zrobiłem mały eksperyment. Rozłożyłem się jakbym zaczął gotować obiad, poczekałem chwilę aż też zacznie i baaaardzo powolnie ugotowałem sobie kisiel na "branch". Co zrobił szwagier? Wyłączył wstawione na gaz ziemniaki, odłożył do lodówki w pół gotowe mięso i zaczął znowu gotować gdy po powrocie jego żony z pracy wziąłem się za robienie prawdziwego obiadu.

Stan techniczny mieszkania. W tej kwestii nigdy nie było wspaniale, gdyż teściowa nie zarabiała na tyle dużo by było ją stać generalny remont. Ale są rzeczy, które nawet najmniej rozgarnięty facet powinien ogarnąć. Zepsuł się zamek od łazienki. Kupił nowy i naprawdę śmiać mi się chciało gdy go montował. Dawałem mu rady, ale nie słuchał. Po całej akcji ruszał się na wszystkie strony. Jak go nie było w domu zamontowałem go poprawnie. Kilka dni później przemontował go równie beznadziejnie jak wcześniej. Jeszcze później zepsuła się słuchawka prysznicowa. Należy zaznaczyć, że w przypadku poprzedniej z węża ciekł mały strumień wody. Po tym jak zamontowałem nową, przy każdej kąpieli zaczął ją odkręcać i myć się z samego węża, bo z węża cieknie woda... No Shit Sherlock, a wcześniej nie ciekła?...

Jak wspomniałem szwagier jest bardzo religijny. Ja z małżonką niekoniecznie. I to nie jest tak, że obnosiliśmy się z tym jakoś bardzo. Wystarczyło, że on o tym wiedział. A jako, że na okres w jakim mieszkaliśmy w domu teściowej przypadało jedno ze świąt chrześcijańskich to nasłuchaliśmy się, ooj nasłuchaliśmy się. Najgorsze jest to, że nie mamy ślubu kościelnego. Ile razy słyszeliśmy teksty typu, że nie umiemy kochać, nie wiemy czym jest miłość.

Cisza nocna. Dla mojego szwagra cisza nocna była bardzo konkretnie określona. Trwała ona wtedy gdy on szedł spać, albo nie życzył sobie hałasu. Prosty przykład. My oglądamy film o 21, wyłączcie to bo my śpimy. Jego żona wstaje o 5 do pracy? To bardzo dobry moment aby z nią porozmawiać z pokoju gdy ta jest w łazience, czyli przez pół domu. Co z tego, że woda z kranu zagłusza, wystarczy mówić głośniej. Na jej komentarze, że może by ciszej odpowiada "Eeee, przecież nie słychać."

Wielu z was może się wydawać, że te przykłady mogą być mało piekielne, ale mieszkałem z tym człowiek raptem niecałe cztery miesiące i na sam dźwięk jego głosu momentalnie łapię mini wku**a. I to nie jest tak, że to co opisałem to jest całość. Ten człowiek potrafił się przypierdzielić dosłownie o wszystko. Naprawdę nigdy nie znałem dnia ani godziny. A gdy mu wytykałem, że robi coś podobnego, albo gorszego to używał koronnego argumentu "Jesteś w moim domu.". A ja myślałem, że jestem u teściowej, która o dziwo nigdy nie miała żadnych pretensji i była szczęśliwa, że z nią mieszkamy...

Gdyby nie to, że już mieliśmy lokatorów na nasze mieszkanie to wróciłbym do niego po tygodniu mieszkania z tym indywiduum.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (197)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…