Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#86928

(PW) ·
| Do ulubionych
Może ktoś mi wyjaśni, gdzie tu logika?

Wróciłam w niedzielę ze zlotu motocyklowego.
Lubię czasem po prostu jechać na taki spęd i się zrelaksować w towarzystwie znajomych, ot tak. Zaznaczam raz jeszcze, że jestem kierowcą i samochodu i motocykla; nie faworyzuję nigdy żadnej z tych grup, bo idioci są wszędzie, zarówno jak dobrzy kierowcy.

Przed wjazdem na teren zlotu należało zostawić motocykl na poboczu i zakupić karnet, wiadomo.
Teraz odnośnie wyżej wspomnianej logiki-
Co trzeba mieć w głowie, by bez pytania wsiadać na pojazd obcej osoby? Jakoś nie wyobrażam sobie siadać na maskę czyjegoś samochodu i robić zdjęcia. Od kilkunastu lat jeżdżę na takie imprezy i z przykrością stwierdzam, że z roku na rok osoby "z zewnątrz", co to przyszły tylko pooglądać, stają się coraz bardziej roszczeniowe i mają gdzieś czyjąś własność.

Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to jakaś "frajda", mieć zdjęcie na pięknym motocyklu itp. ale czy serio nie można chwilę poczekać i zapytać właściciela o zgodę?
W piątkowe popołudnie pierwszego dnia, zdarzyła się nieprzyjemna sytuacja- Pan X (osoba "z zewnątrz"; każdy mógł wejść za odpowiednią opłatą) postanowił (bez pytania oczywiście) usadzić swoje 3-letnie dziecko na motocyklu mojego kolegi, celem zrobienia zdjęcia. A że kolega dopiero co przyjechał, to maszyna jeszcze gorąca i mokra przy okazji, dzięki "cudownej" pogodzie w drodze.
Dziecko zsunęło się ze śliskiego, skórzanego siodła, uderzając nogą i skronią o gorący wydech.
Kto jeździ ten wie, że nawet dla dorosłego człowieka to straszliwy ból, o dziecku już nie mówiąc.

W dużym skrócie- na miejscu pogotowie, policja (wezwana oczywiście przez pana X). Wszystko jakby stanęło w miejscu- pomiędzy krzykami dziecka z karetki, "łaciną" pana X w stronę każdej osoby, a mundurowymi, którzy usiłowali tatuśka poskromić.
Oczywiście według pana X, mój kolega powinien stać non stop przy motocyklu, żeby dzieciom nie stała się krzywda i w ogóle to wszystko kolegi wina, je*any dawca nerek, pedofil, degenerat i takie tam.
Potem zaczął się rzucać do policjantów.
Szanowny tatusiek miał trochę ponad 2 promile w wydychanym powietrzu, a był w trakcie trwania imprezy jedynym opiekunem swojego syna.
Zgarnęli pana X. Nie wiem co się stało z dzieckiem poza tym, że na pewno zabrali chłopca ambulansem. Kolega w żaden sposób nie ucierpiał.

Po co?

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 190 (198)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…