Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Końcem grudnia zeszłego roku popełniłam zbrodnię, a mianowicie kupiłam lampę w sklepie na literę O, rymującym się z jednym z bohaterów Star Wars.
Lampa wytrzymała do maja. Plastikowe elementy przy kloszach pękły pod wpływem temperatury. Nie pozwoliłam by klosze niebezpiecznie dyndały tylko i wyłącznie na kablach.O nie!

Na drugi dzień wraz z lubym odkręciliśmy nieszczęsną lampę i radośnie potuptałam do sklepu.
Na miejscu podeszłam do odpowiedniego stanowiska. Wyjaśniłam w czym rzecz. Że pękł plastik, że niebezpieczne itp, itd. Babka oglądnęła dokładnie paragon po czym stwierdziła, że ona nie wie jak ma to wpisać! Woła koleżankę. Ta twierdzi, że produkt nie podlega reklamacji. Bo tak. Co z tego że miałam pudełko, lampę i paragon.

Po bezsensownej wymianie zdań proszę, by zawołały kierownika. Ten przychodzi z wielkim fochem i od razu marudzi, że jest zajęty, że mu cztery litery zawracamy. Łaskawie wklepuje w komputer, zabiera moje świecidło z komentarzem: "Zobaczymy czy to na pewno z winy producenta he he".

W sklepie spędziłam grubo ponad godzinę. Na rozpatrzenie czekałam miesiąc. Dostałam telefon, że reklamacja uznana i lampa idzie do naprawy. A to całe rozpatrywanie miało to trwać tylko dwa tygodnie. Machnęłam ręką, bo myślałam, że już z górki. Kolejny miesiąc naprawiali moją nieszczęsną lampę.

Wczoraj wróciła do mnie poklejona na szybko i byle jak. Strach w takim stanie wywiesić ją na sufit.
Nie zostawię tego tak...

Obi w choya was zrobi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (175)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…