Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87223

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja bardzo stara, bodajże z 2008 roku, sprowadzająca sie do klasycznego, wyświechtanego "kto tu był piekielny". Kłótnia ze znajomym, która w efekcie doprowadziła do zakończenia znajomości.

Mieszkałam wówczas w Irlandii. Szukałam używanego samochodu - żeby był mały, nie za drogi i w dobrym stanie. Kolega, nazwijmy Paddy, zaproponował swoją pomoc. Ja mam sobie przeglądać ogłoszenia i jak coś sensownego znajdę, dać mu znać, pojedzie ze mna obejrzeć i doradzić. Tak żeby mi nikt badziewia nie wcisnął.

Faktycznie, pojechał ze mną kilka razy, aż znalazłam pasujący samochód (w dobrym stanie technicznym, nie powypadkowy i nie kradziony), pomógł w zakupie, ja się mu oczywiście jakoś zrewanżowałam (juz w tej chwili nie pamiętam, czy w gotówce, czy gdzieś go zaprosiłam, czy coś kupiłam, dawno to było), wszystko gra.

Klika tygodni później Paddy dzwoni do mnie z pretensjami. Bo za którymś razem, jak wracał ze mną z oglądania samochodu, przekroczył dozwoloną prędkość, i to znacznie, i teraz przyszedł do niego mandat na prawie 200 euro. I jego zdaniem moim obowiązkiem jest ten mandat zapłacić, bo w końcu w mojej sprawie tam jechaliśmy i gdyby nie ja, w ogóle by go w tamtym miejscu nie było. Więc mam wyskoczyć z kasy, tu i teraz.

Może gdyby mniej roszczeniowo podszedł do tematu, nawet zaproponowałabym, że mu się do tego mandatu dołożę. Ale że bardzo nie podobało mi się takie stawianie sprawy, zareagowałam defensywnie i powiedziałam, że nie ma mowy. Jego mandaty nie są moim zmartwieniem. Owszem, wyświadczył mi przysługę i nie mam problemu ze zrekompensowaniem mu poświęconego czasu, wyjeżdżonej benzyny i tak dalej, ale to, ze jeździ jak wariat i nie patrzy na znaki, to już jego problem, a nie mój. O przekraczanie prędkości go nie prosiłam i nie zamierzam za to płacić. Jeśli mu się spieszyło, bądź nie miał czasu, zawsze mógł odmówić.

Kolega nie przyjmował moich argumentów, ja nie przyjmowałam jego, doszło do sprzeczki, on mnie nazwał pazerną egoistką, która wykorzystuje ludzi, ja jego naciągaczem i niniejszym zakończyła się znajomość.

Sytuacja ta przypomniała mi się całkiem niedawno, kiedy jechaliśmy z partnerem z Monachium do Salzburga. Po przekroczeniu granicy niemiecko-austriackiej można jechać albo autostradą, na którą trzeba wykupić winietę, albo za darmo droga krajową. Postanowiliśmy skorzystać z drugiej opcji - to raptem kilka kilometrów, więc nie traci się dużo czasu. Nie kupowaliśmy winiety. On prowadził, ja go pilotowałam. I w drodze powrotnej tak go wypilotowałam, że wyjeżdżając z Salzburga, wjechał prosto na autostradę, z której najbliższy zjazd był dopiero po niemieckiej stronie. Na szczęście okazało się, że w 2015 lub 16 zmieniły sie przepisy i winieta na odcinku między granicą i Salzburgiem nie obowiązuje, więc obyło się bez mandatu. Ale gdyby nie, to kto wówczas powinien ten mandat pokryć - kierowca czy pilot, który wpuścił go w maliny?

Mandat

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (126)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…