Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87228

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Trochę o rodakach za granicą.

Po kilku miesiącach, kiedy to z mężem na obczyźnie wynajmowaliśmy pokój od pewnej polskiej rodziny (będącej materiałem na osobną historię), postanowiliśmy zamieszkać sami. Ogłoszenie o kawalerce znaleźliśmy na grupie zrzeszającej Polaków w naszej okolicy.

Przyjeżdżamy na miejsce, żeby obejrzeć wymarzone lokum. Koleś, który wstawił ogłoszenie mówi, że nie jest właścicielem, ale jeśli się zdecydujemy, to on zaraz zadzwoni i ów podjedzie z kontraktem. Tak też się stało. W oczekiwaniu na landlorda chłopak opowiada, jak się mieszka, przypomina, że czynsz tyle i tyle. No i kaucja w wysokości czynszu. Tylko że czynsz płacimy do właściciela, a kaucję do niego. On też wpłacał bezpośrednio do wcześniejszych lokatorów, a gdybyśmy się kiedyś wyprowadzali, to kolejni wpłacą nam.
Nie wiem, czy to z ekscytacji nowym miejscem czy co, ale nie zapaliła mi się w głowie żadna czerwona lampka. Pomyślałam, ok, może takie tu zwyczaje, może bez sensu, żeby ta kasa przechodziła przez konto właściciela, skoro tak będzie szybciej. Najważniejsze, że w końcu będziemy mieszkać sami.

Po 3 latach udało nam się zakupić własne mieszkanko. Chcąc kaucję odzyskać wszystko ładnie posprzątaliśmy i odmalowaliśmy, mimo że mieszkanie okazało się pleśniejącą dziurą. Pytaliśmy też właściciela, czy chce, żebyśmy znaleźli kogoś na nasze miejsce. Stwierdził, że jeśli nie mamy nikogo godnego polecenia, to nie ma co szukać na siłę.

Przy oddawaniu kluczy pytam, co z kaucją, czy mamy się spodziewać przelewu na konto, czy odda nam od razu w gotówce. Facet zrobił wielkie oczy, widzę, że nie ma pojęcia, o czym mówię. Zaczynam tłumaczyć, że płaciliśmy przecież poprzedniemu lokatorowi. Typ od razu poleciał po kontrakt i pokazuje, że w miejscu, gdzie należy wpisać kwotę kaucji jest pusto. Zamurowało mnie, a łzy stanęły mi w oczach.

Pomyślicie - nic piekielnego, wasza wina, że nie sprawdziliście dokładnie kontraktu. Owszem, też myślę, że zawiniliśmy. Ale każdy, kto szuka w Holandii mieszkania na wynajem, wie, jak jest ciężko o coś sensownego,więc w całym tym natłoku radości nawet mi przez myśl nie przeszło, że poprzedni lokator mógłby nas tak perfidnie oszukać. Dodatkowo nawet gdybyśmy chcieli dopytać właściciela to problemem była bariera językowa, gdyż wtedy po holendersku potrafiliśmy może powiedzieć "dzień dobry", a facet z kolei nie za dobrze mówił po angielsku.

Ale... Koniec końców oddał nam te pieniądze. Chyba widział, że nie kłamiemy i szkoda mu się nas zrobiło.
Od tamtej pory aż się gotuję, gdy widzę, że Polacy piszą o Holendrach, że nas nie szanują, wykorzystują i co tam jeszcze. Z moich doświadczeń wiem, że na obczyźnie to właśnie rodak będzie chciał cię oszukać, żeby tylko wzbogacić się o te kilka

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (210)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…