Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87261

(PW) ·
| Do ulubionych
Przyszedł czas, gdy zdecydowałam, że zarabiam odpowiednio i jestem już na tyle stara, że wynajmowanie pokoju w mieszkaniu 3 pokojowym stało się dla mnie udręką. Postanowiłam więc wynająć kawalerkę, aby po raz pierwszy w życiu zamieszkać całkowicie sama. Miałam określony budżet, który mieścił się bez problemu w panujących w okolicy cenach. Miałam także wymarzoną lokalizację, oraz dzielnice, które by mnie interesowały. Dodatkowo nie obchodziła mnie bliskość komunikacji miejskiej, bo posiadam samochód, którym na co dzień się poruszam. Ważniejsze było dla mnie miejsce, gdzie mogłabym zaparkować. Mieszkanie udało mi się znaleźć dosyć szybko, jednak trafiłam na kilka piekielności, które sprawiły, ze okres poszukiwania nie był przyjemny.

Na początek dodałam ogłoszenie na grupie na mediach społecznościowych. Określiłam lokalizację, cenę, standard i dopisałam, że poruszam się samochodem, więc jakiś parking obok bloku, bądź miejsce postojowe byłyby na plus. To, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem to rozumiem. Dostawałam pełno ogłoszeń przekraczających moje wymagania finansowe, z mieszkaniami na drugim końcu miasta. Jednak napisała do mnie pewna pani. Zaproponowała kawalerkę, w samym centrum (w wiadomości z 3 razy podkreśliła, że z okien jest widok na Pałac Kultury), bez garażu, z ceną o 300 zł więcej niż to, co mogłam dać. Grzecznie podziękowałam, napisałam, że nie szukam mieszkania w centrum, plus nawet jakbym miała rozważyć, to cena jest za wysoka. Odpisała, że ja muszę je wynająć. Czemu? Bo według niej, po pierwsze, każdy chce mieszkać w centrum, po drugie, przecież metro jest tak blisko mieszkania, a po trzecie, przecież to tylko 300 zł powyżej budżetu. Jak napisałam, że skoro to dla niej tylko 300 zł, to niech tyle opuści, odpisała, że chyba jestem nie poważna. Cóż.

Różnorodność ogłoszeń. Wiedziałam, że za tą cenę, którą sobie określiłam, mogłam wynająć kawalerkę około 25-35 metrów w standardzie Ikea (albo coś na styl remontu generalnego max 10 lat temu). Jednak na stronach przewijało się pełno ogłoszeń z kawalerkami we wczesnym stylu PRL, lub o wielkości około 15 metrów, w tej samej cenie, co "normalne" mieszkania. Hitem była właścicielka, która podała w ogłoszeniu, że kawalerka ma 26 metrów. Zdjęcia nie sprawiały wrażenia, że mieszkanie jest ciasne, dopiero jak poszłam je obejrzeć, to właścicielka przyznała się, że całość, łącznie z kuchnią i łazienką ma 17 metrów.

Znalazłam ładne mieszkanie, cena też ok, miejsce w garażu podziemnym. Zadzwoniłam do właścicielki, aby dowiedzieć się więcej i umówić się na spotkanie. Właścicielka od razu chciała wiedzieć, czy będę sama, ale to sama mieszkała w mieszkaniu. Czy ktoś będzie do mnie przychodził. Przyznała, że wcześniej mieszkanie wynajmowało narzeczeństwo i na pewno jakieś dziwne orgie wyprawiali, bo nie widziała drugiego łóżka w mieszkaniu, więc jak tak przed ślubem spać w jednym. Jak tylko się o tym dowiedziała, to wypowiedziała im umowę. Zapowiedziała także wizyty cotygodniowe, nawet pod moją nieobecność, bo musi sprawdzać, czy nie uprawiam jakiś orgii.

Ostatnią piekielnością, która najbardziej mnie zdenerwowała, byli agenci nieruchomości. Rozumiem, że niektórzy posiłkują się agencjami. Jednak połowa moich telefonów z pytaniem kiedy można oglądać mieszkanie kończyła się informacją, że mam zarejestrować się na stronie agencji, wpłacić 200, 300, 400 zł i dopiero wtedy mogę umówić się na pokazanie mieszkania. Co najgorsze, ceny takich mieszkań nie wyróżniają się cenowo na tle innych, a w ogłoszeniach jest napisane, że wystawia je osoba prywatna.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (102)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…