Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87272

~thegirlnextdooor ·
| Do ulubionych
Miałam się nie udzielać w tym temacie, ale ostatnie dyskusje o wychowaniu dzieci przywołały pewne wspomnienia i dorzucę coś od siebie.
Zacznę od tego, że pochodzę z zupełnie normalnej rodziny, mama nauczycielka, ojciec przedsiębiorca, brat, siostra, duże, ładne mieszkanie, dwa niezłe samochody, my zawsze grzeczni, mili, uśmiechnięci.

Tak nas widziało otoczenie. Ja sama o sobie nigdy nie myślałam w kategoriach dziecka z patologii, ofiary przemocy domowej czy czegoś w tym stylu. Przecież to dotyczy tylko nizin społecznych...

Jedno z moich pierwszych wspomnień - miałam 3, może 4 lata. Rodzice wrócili z zakupów i nie przynieśli mi czegoś tam, co sobie wymyśliłam. Naburmuszyłam się, tupnęłam nogą i popłakałam. Ojciec zdjął twardego kapcia, dał klapsa. Nie pomogło, płakałam jeszcze bardziej. Więc poprawił mi tym kapciem w twarz. To pierwsze wspomnienie. Według słów mojej starszej siostry ojciec stosował na mnie kary cielesne od kiedy miałam niecały rok. Do kiedy? Praktycznie do mojej wyprowadzki z domu po maturze. Jeszcze w klasie maturalnej zdarzało mi się dostać "liścia", bo nałożyłam ojcu za mało ziemniaków na talerz albo odezwałam się nie tak jak trzeba. Ale najgorsze wspomnienie mam z czasów, gdy byłam z gimnazjum. Na jakimś spotkaniu rodzinnym ojciec kłamał na mój temat (wymyślał sobie jak to nie rozrabiam w szkole - nie wiem, po co to robił, nigdy nie miałam problemów w szkole, chyba po prostu chciał sobie na coś ponarzekać). Zaprotestowałam wtedy mówiąc, że przecież to nieprawda. Ojciec zamilkł, po czym powiedział tylko:

- Jak ja mówię, że tak jest, to tak jest. Jak śmiesz temu zaprzeczać? - Po czym zamachnął się i wymierzył mi taki "policzek", że z krzesła spadłam. Przy stole zapanowała cisza, babcia do mnie podleciała zbierać mnie z podłogi. Cisza panowała, dopóki wujek nie powiedział:

- No i dobrze, i tak trzeba z gówniarzami. - i nagle wszyscy przy stole zaczęli mu wtórować...

Moja siostra też obrywała, ale mniej. Była bardziej potulna i ojciec w ogóle miał do niej słabość. Brat obrywał trzy razy gorzej niż ja, buntował się, od kiedy skończył 14-15 lat wdawał się z ojcem w regularne bójki. Ale jakimś dziwnym trafem ci dwaj mieli poza tym dobry kontakt, gdy brat założył własną rodzinę mówił nawet, że rozumie ojca, że tak trzeba było i nie ma pretensji. Próbował nawet takich metod na własnych dzieciach, aż żona nie postawiła go przez ultimatum - terapia i zaprzestanie przemocy albo rozwód.

Obecnie sama mam swoje dzieci. Te gadki o tym, że jak będę miała swoje dzieci to zrozumiem... Nic nie rozumiem. Tym bardziej nie rozumiem, jak można bić własne dziecko, doprowadzać je do stanu, w którym boi odezwać się do matki czy ojca, bo może to skutkować niespodziewanym ciosem. Nie biję swoich dzieci, nie krzyczę na nie, chcę, aby wiedziały, że ze wszystkim mogą do mnie przyjść i opowiedzieć i nigdy nie spotka je z mojej strony żadna krzywda. Mężowi powiedziałam na wstępie znajomości, że nigdy, przenigdy nie zaakceptuję żadnej agresji w stosunku do dzieci, ani fizycznej, ani słownej (wyzwiska i groźby mojego ojca były chyba nawet gorsze niż same ciosy).

Sporadycznie widuję z rodzicami. Wiecie co jest najlepsze? Mój ojciec jest przekonany, że odwalił kawał świetnej roboty wychowawczej. Do dziś pomstując na dzisiejsze "bachory" wychwala się, jak to jemu żadne z jego dzieci nigdy nie śmiało zapyskować, bo on miał szacunek i autorytet, a dzisiejsi rodzice cackają się z gówniarzerią. Kilka minut później narzeka, że dzieciaki niewdzięczne, bo rzadko odwiedzają i wnuków coś nie pokazują. Między jednym a drugim nie widzi żadnego związku...

ojciec

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 205 (211)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…