Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87280

~TheBoldOne ·
| Do ulubionych
W listopadzie z racji nowego członka rodziny, który pojawi się w grudniu, opuszczam mieszkanie, które wynajmujemy z żoną od 5 lat. Samego mieszkania szkoda, bo ładne, ustawne i tanie, ale wkrótce za małe. Jednak w związku z sytuacją parkingową w okolicy poniekąd oddycham z ulgą myśląc o rychłej przeprowadzce.

Co ważne, mieszkam po drugiej stronie Odry, w dużym mieście. Od kiedy mieszkanie wynajęliśmy, dopytywałem zarządcę o miejsce parkingowe do wynajęcia, naziemne lub w garażu podziemnym.
Niestety, ciągle brak.

Byliśmy więc zmuszeni parkować przy ulicy, ja sporym autem potrzebnym mi do pracy (mam swoją działalność w budowlance), później także żona autem służbowym. Jakie piekielności się z tym wiążą?

Miejsca są przede wszystkim równoległe, przy krawężniku. Często widywałem pajaców, którzy potrafili zaparkować na dwóch miejscach naraz (miejsca niewyznaczone), więc np. jakiś gostek parkuje dokładnie po środku luki na dwa auta. I to mówię o sytuacjach, gdzie widziałem moment parkowania na własne oczy.

Druga piekielność - mistrzowie parkowania... Ulice wąskie, zastawione często po obu stronach. Ja wiem, że nie każdy umie tak sprytnie zaparkować, ale jak można parkować pół metra od krawężnika?

Po trzecie - lusterka. Jak wspomniałem, ulice wąskie, przejazd trudny, szczególnie dużym autem. Tak się zastanawiam, czy naprawdę tak ciężko złożyć lusterko, aby nie narażać go na uszkodzenie i ułatwić innym kierowcom przejazd?

Kilka razy byłem w sytuacji, gdy musiałem złożyć swoje lusterko, aby przejechać koło jakiegoś debila, który parkuje zdecydowanie za daleko od krawężnika i do tego ma rozłożone lusterko. Parkowanie na wąskim chodniku, tak, że nie da się przejść, parkowanie przy obniżonym krawężniku, służącym pieszym (szczególnie z wózkiem dziecięcym, zakupowym albo inwalidzkim) do przejścia na drugą stronę ulicy - standard.

Na koniec sytuacja z tego tygodnia. Wziąłem auto żony na zakupy, bo i takim łatwiej zaparkować niż moim bykiem. Wracam, wjeżdżam w naszą wąską uliczkę jednokierunkową. Przez 200m ciągnie się wąski odcinek, gdzie po obu stronach jezdni parkują samochody Potem następuje szerokie rozwidlenie, gdzie spokojnie można się wyprzedzić.

Co ważne, żona pracuje w branży kosmetycznej, auto małe, babskie, do tego w typowo damskim kolorze z jakimiś kwiatowymi nalepkami. Jadę ostrożnie, żeby nie urwać jakiemuś inteligentowi lusterka, szukam miejsca parkingowego, więc w strefie 30 jadę jakieś 10-15km/h. Na zderzaku siada mi jakiś frajer w wypasionym mercu i trąbi.

Raz, drugi, trzeci... Po trzecim zatrzymałem się, gostek mało mi w tyłek nie wjechał. Wysiadam i pytam się cwaniaczka czy nie wie, do czego klakson służy. Za kierownicą brązowy młodzian w garniturze z trzema paskami, wyraźnie zszokowany, że autem przed nimi jechał wielki łysol, a nie krucha, nieśmiała babeczka. Pobuczał coś, że mu się spieszy, więc mówię, że spieszy się czy nie, trąbić nie musi, skoro 50m jest rozwidlenie i przecież nie musi za mną przez pół miasta jechać. Gostkowi najwyraźniej zabrakło języka w gębie, bo po chwili rzucił tylko:
- No dobrze, dobrze, przepraszam, ale niech pan już jedzie.

Na szczęście do nowego mieszkania przynależy przynajmniej jedno miejsce parkingowe, a i sama ulica szeroka, więc za kilka dni mój parkingowy koszmar się kończy.

zagranica

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 62 (82)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…