Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87294

(PW) ·
| Do ulubionych
Uczę angielskiego. Czasami online ale bywa też, że dojeżdżam do uczniów na korepetycje i to co się dzieje obecnie w edukacji zaczyna mnie przerażać. Rządzący tego najwyraźniej nie dostrzegają, lecz z mojej pozycji widać to doskonale. I winy nie ponosi za to wirus, lecz to co wyrabiają ludzie pod wpływem paranoi i niepewności.

Widzieliście kiedyś psychicznie "wypalone" dziecko? Ja tak. Ostatnio widuje takie nieszczęsne istoty coraz częściej. Żeby nie przedłużać wyznania podam tylko jeden przykład, ale coraz więcej moich uczniów zachowuje się właśnie tak, zwłaszcza tych młodszych:

Oto 12-letnia dziewczynka, w szkole jest prymuską, najlepszą z prawie wszystkich przedmiotów. Marysia - imię zmienione - zawsze lubiła angielski, miała do niego smykałkę i chętnie go ze mną powtarzała, coraz lepiej jej też wychodziły konwersacje.

Do czasu. Obecnie widzę u niej zastój, tkwimy w tym samym miejscu ze słówkami i gramatyką. bo mała nie ma ochoty na nic. Nie ma siły na rozmowy. Korepetycje mamy w piątki po południu i widać po niej ogromne znużenie po całym tygodniu, takie którego wcześniej nie obserwowałem. Owszem, bywała zmęczona, ale nigdy do takiego stopnia. Jak mówi - nie daje rady psychicznie co przekłada się na ogólne wyczerpanie organizmu. W szkole codziennie kartkówki, czasami po dwie a nawet więcej, dochodzące do kilkunastu tygodniowo.

Ogromna ilość materiału. Każdy nauczyciel robi co może, aby przerobić cały rok szkolny w jeden miesiąc lub szybciej "bo nie wiadomo kiedy nas znowu zamkną więc trzeba się spieszyć, bo online nie przekażemy wszystkiego". Wieczne sprawdziany, wpychanie w uczniów takiej ilości wiedzy, że potem dzieci są wręcz otępiałe od nadmiaru informacji. Matka Marysi twierdzi, że jej dziecko nie ma ochoty chodzić do szkoły chociaż zawsze jej sprawiało to przyjemność. W weekendy śpi po 10-12 godzin na dobę. Traci chęć do życia i raz po raz musi brać zwolnienia z lekcji żeby złapać oddech... ale te lekcje oczywiście trzeba kiedyś odrobić.

Nie jestem w rządzie i nie wiem jak COVID wpływa na działanie ministrów, urzędników, sekretarek itp. Ale wiem jak to co się dzieje na górze działa na naszych najmłodszych. Aż serce mnie boli kiedy kolejne dziecko niemalże ze łzami błaga mnie abym nie zadawał mu pracy domowej - nie z lenistwa czy braku chęci do nauki (uczę od lat i potrafię wyczuć lesera, odróżnić go od naprawdę wykończonego ucznia), lecz dlatego, że nie będzie w stanie jej odrobić i prawidłowo zrozumieć, bo po prostu nie ma na to czasu, bo jest zawalone zadaniami, nauką i klasówkami. Ja to widzę, rodzice to widzą, niektórzy nauczyciele pewnie też... i co, zmienia się coś? Chyba tylko na gorsze. I to nie wirus jest tu sprawcą, tylko my sami.

szkoła

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (116)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…