Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87298

(PW) ·
| Do ulubionych
Dawno temu, jeszcze przed koroną...

Mieszkam w Londynie, razem z moim chłopakiem Irlandczykiem. Zawsze rozmawiamy po angielsku (bo on, leń jeden, po tylu latach po polsku dalej ni hu hu).

I tak pewnego dnia stałam razem z nim w kolejce w kawiarni po kawę na wynos. Przed nami Starszy Pan (SP) próbował złożyć zamówienie u kasjerki (K):
SP: Coffee. Black. (Kawę. Czarną.)
K: What size? (Jaki rozmiar?)
SP patrzy to na nią, to na mnie (rozmawiającą po angielsku ze swoim chłopakiem), to znów na K i powtarza:
SP: COFFEE. BLACK.
K: Yes, but what size? Small? Large? (Tak, ale jaki rozmiar? Małą? Dużą?) - przy czym K pokazuje rękoma rozmiary kubków
SP się wnerwia, zapowietrza, odwraca do mnie (przypominam, do tej pory nic się po polsku nie odezwałam, a jesteśmy w Londynie!) i rzecze piękną polszczyzną:
SP: A co ta baba chce ode mnie???

Ja lekki zonk, chłopak skonfundowany, i już mam facetowi przetłumaczyć i pomóc (choć nieładnie się odezwał...), ale przerywa mi kasjerka, równie płynną polszczyzną:
K: Pytam się o to czy małą czy dużą kawę chce.
SP: A to czemu mi nie mówiła od razu po polsku?!
K: Bo jesteśmy w Anglii i tu się po angielsku mówi!

Pani kasjerka (właścicielka kawiarni przy okazji) dostała od nas duży napiwek, a i my się zastanawiamy czy nie lepiej od razu po polsku zaczynać rozmowę w Anglii. :)

zagranica Londyn

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 120 (142)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…