Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87330

(PW) ·
| Do ulubionych
Na początek rys sytuacyjny aby nikt mi nie zarzucił, że raz mówię, że mieszkam w bloku, potem, że buduję dom jednorodzinny i tymczasowo mieszkam u teściowej, a teraz znowu mieszkam w bloku.

Jakiś czas temu napisałem historię o tym jak to wyszła ze mnie ostatnia cebula i podczas budowy domu postanowiłem przyoszczędzić. Wynająłem własne mieszkanie (żałuję) i na czas budowy wraz z małżonką przeprowadziliśmy się do teściowej, gdzie do szału doprowadzał nas mój szwagier. Niestety ze względu na pandemię budowa troszkę się wydłużyła. Na całe szczęście mój przyjaciel nie mógł słuchać jak męczymy się z tym... Brak mi kulturalnych określeń. I pozwolił nam zamieszkać u siebie (sam od pół roku siedzi w Niemczech i nie wiadomo kiedy wróci).

Ale wracając do historii, która będzie dotyczyła dyspozytora 112. Tak ja wspomniałem aktualnie mieszkamy wraz z małżonką w mieszkaniu mojego przyjaciela, które znajduje się w najzwyklejszym polskim bloku. I wiadomo jak to w bloku hałasy się niosą. A jak nie znasz sąsiadów to za cholerę nie da rady zlokalizować z jakiego mieszkania dany hałas pochodzi.

Dzisiaj wyjątkowo musiałem jechać do firmy i żona została sama w domu. Małżonka wiedziała, że przez cały dzień miałem mieć spotkania, więc koło dwunastej dostałem od niej jedynie sms o treści "Chyba kogoś mordują. 112 mnie zlało bo nie wiem z jakiego mieszkania są krzyki. Nigdzie nie wychodzę.". I teraz zaczyna się opowieść mojej żony.

Około godziny dwunastej trzykrotnie usłyszałam huk, który przypominał jeb***cie drzwiami. Po kilku sekundach usłyszałam krzyk kobiety. To nie było żadne wołanie o pomoc, brzmiało jak wycie z przerażenia. Okropne. Od razu zadzwoniłam pod 112 i po tej rozmowie **uj mnie strzelił.

[Żona]: "Dzień dobry tutaj Żona Satsu chciałam zgłosić, że na Ulicowej 12 przed chwilą usłyszałam trzy razy mocny huk i od tego czasu jakaś kobieta krzyczy z przerażenia."
[Dyspozytorka]: "A gdzie to było?"
[Ż]: "Ulicowa 12, to jest blok. Nie wiem dokładnie z jakiego mieszkania dochodzą krzyki..."
[D]: "Ale dokładnie jakie to mieszkanie?"
[Ż]: "Nie mam pojęcia. W bloku hałasy się niosą równie dobrze to może być na tym piętrze..."
[D]: "To proszę wyjść i sprawdzić."
[Ż]: "Nie mam zamiaru nigdzie wychodzić, nie chcę być pobita. Od takich rzeczy jest..."
[D]: "Ale Pani rozumie, że ja nie wyślę policji jeśli nie wiem w jakim mieszkaniu to się dzieje? Przecież policja nie będzie chodzić po całym bloku i szukać gdzie kogoś pobito."

I tutaj mnie szlag trafił i tylko przytakiwałam tej kobiecie aby tylko zakończyć rozmowę.

Kobieta w tym mieszkaniu krzyczała przez 15 minut. Gdyby dyspozytorka wysłała policję od razu, to bardzo możliwe, że trafiliby w moment gdy słychać krzyki i namierzyliby mieszkanie. A nawet jeśli nie to od czego niby jest policja jak nie od takich spraw. Ile zajęłoby im przepytanie mieszkańców pobliskich pięter? A nóż trafiliby na mieszkanie, w którym to się działo. A teraz nawet nie wiemy czy gdzieś w bloku nie leży jakaś skatowana kobieta.

I teraz do opowieści znowu wracam ja. To nie pierwszy taki przypadek z 112 w roli głównej jaki słyszałem. A i w kilku sam brałem udział.

Ja rozumiem, że to stresująca praca, ale kuźwa. Miałem kiedyś nawrót mojej choroby i nie miałem siły wstać z łóżka, wiedziałem czym to grozi. Dzwoniłem 10 razy na 112. Nie miałem jak samemu dojechać do szpitala i dopiero płaczem, krzykiem i groźbą wymusiłem na dyspozytorce wysłanie karetki. Według lekarza jeszcze kilka godzin i bym nie żył.

Mieszkałem dawno temu nad jednym z tych "kasyn" dla patologii. Dziecko mające maksymalnie roczek od 22 do 24 płakało wniebogłosy. Około 22 zadzwoniłem na 112. Pani zgłoszenie przyjęła, ale powiedział, że nie wie czy ktoś przyjedzie. Około 23 zadzwoniłem ponownie i okazało się, że zgłoszenia nie było i nie będzie bo nie ma wolnych patroli. Rano znaleziono dziecko i matkę w śmietniku nieopodal. Na szczęście dziecko żyło. Zasrane i zarzygane. Znalezione przez sąsiadkę.

Za czasów gimnazjum szwendaliśmy się z kumplami po najgorszych możliwych miejscówkach (nadal się tak mówi czy stary już jestem? :D) w mieście. Wiele razy trafialiśmy na meneli. Ale raz trafiliśmy na bezdomnego. Nie śmierdział alkoholem, był po prostu zaniedbany. Leżał w krzakach, trzymał się za klatkę piersiową i mamrotał "serce, serce...".

Jak to dzieciaki na początku zesraliśmy się nieźle, ale po krótkiej naradzie zostałem wybrany na najinteligentniejszego (:D) na rozmowę z policją. Która wyglądała mniej więcej tak:

[Ja]: "Za biedronką w parku Tysiąclecia leży bezdomny. Nie czuć od niego alkoholu. Trzyma się za klatkę piersiową i powtarza 'serce'."
[Dyspozytorka]: "Jesteś pełnoletni?"
[J]: "Nie."
[D]: "Czy wiesz, że za nieudzielenie pomocy grozi kara?"
[J]: "Mam 16 lat. Wiem tyle, że gdy ktoś nie oddycha należy..."
[D]: "A oddycha? To wysyłam policję."
[J]: "Ale to może być zawał."
[D]: "Ale to menel..."
[J]: "To co mam robić?"
[D]: "Wysłałam policję."

Wiadomo, że było to wiele lat temu i rozmowa ta brzmiała inaczej. Ale sam sens został zachowany. Mimo to mocno byliśmy zesrani po słowach "za nieudzielenie pomocy grozi kara".

Tym bardziej się zestresowałem, gdy przyjechała policja i jeden z nich rzucił do mnie tekstem, że gdyby on już nie żył to by była moja wina... Moja ku**a wina... 16 latka, który znalazł bezdomnego w krzakach, trzymającego się za serce i dowiadującego się od od dyspozytora 112 jedynie, że pomagasz menelowi i gdy mu nie pomożesz to grozi za to kara. Po chwili rozmowy z bezdomnym policjant sam wezwał karetkę. Nie wiem co się stało z tym człowiekiem, ale czy karetki nie mógł wysłać od razu operator 112?

I jak tu się dziwić, że w tym kraju panuje taka "znieczulica".

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (156)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…