Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87346

~rodzinaminus ·
| Do ulubionych
Dodaję historię anonimowo, być może ją nawet usunę, ale mam potrzebę wyrzucić z siebie pewne rzeczy. Trochę na fali obecnych wydarzeń, choć nie tylko.

Staramy się z mężem o dziecko od dłuższego czasu. Jesteśmy dość stereotypowym przypadkiem, przed 30stką. Na początku podchodziliśmy do tego na luzie, jednak podręcznikowo po roku starań wybrałam się do lekarza.

Zawsze dbałam o swoje zdrowie, badałam się regularnie, na podstawowych badaniach wszystko wychodziło w normie, choć zawsze miałam duże wahania wagi. Zgłaszałam to wcześniej lekarzom, ale zazwyczaj słyszałam, że nie powinnam tyle żreć. W trakcie bardzo szczegółowego leczenia u prywatnego lekarza okazało się, że mam pewne zaburzenie hormonalne, które utrudnia zajście w ciążę. Gdyby którykolwiek z lekarzy wcześniej zwróciłby uwagę na niektóre symptomy mogłabym to wyleczyć dużo wcześniej, to chyba pierwsza piekielność.

Nie wiem nawet od którego momentu wyliczać kolejne piekielności z tym związane, może je ponumeruję, choć kolejność nie ma większego znaczenia:

1) Pytanie od znajomych i rodziny kiedy dziecko. Do tej pory uważałam, że pytanie jest nietaktowne, ale nie rozumiałam kobiet, które się na nie oburzały (bo przecież można odpowiedzieć, że się chce albo nie chce i temat zamknięty). Teraz rozumiem jaki to ból, co dopiero ma powiedzieć kobieta, która np. kilka razy poroniła. Nie zadawajcie takich pytań, proszę. I tym bardziej nie udzielajcie złotych rad typu "jak odpuścicie to się uda", te chyba denerwują jeszcze bardziej.

2) Dostęp do opieki medycznej. To chyba jednak najbardziej piekielne. Stać mnie na prywatne wizyty i leczenie, ale co ma powiedzieć kobieta, która chce się leczyć na NFZ? Tym bardziej, że wizyty trzeba umawiać co miesiąc w określone dni cyklu. Jestem członkiem kilku grup tematycznych na Facebooku, czasem ktoś pyta o polecenie lekarza. Gdy dziewczyna pisze, że musi być koniecznie na NFZ, zwykle odzew jest zerowy (albo bardzo negatywny). Czasem przewija się temat naprotechnologów, którzy ogólnie zlecają podobne badania jak dobry ginekolog.

3) Również z powyższych grup wsparcia. Niektóre kobiety już zastanawiają się czy jest sens się nadal starać, boją się, że jesteśmy faszerowane hormonami i możemy być w grupie ryzyka powikłań.

4) Adopcja. Byłam kiedyś wolontariuszem w domu dziecka, teraz panuje już chyba większa świadomość na ten temat, ale gdyby ktoś nie wiedział: wiele dzieci ma rodziców, którzy mają nadal (ograniczoną) władzę rodzicielską i się jej nie zrzekną, chętnych rodziców adopcyjnych jest więcej niż dzieci, które się do niej kwalifikują. Rumiane bobasy z filmów, których obydwoje rodzice giną w nieszczęśliwym wypadku są zwykle adoptowane przez najbliższą rodzinę.

Dlaczego o tym piszę w tym momencie? Natknęłam się ostatnio na artykuł o tym, że znów urodziło się mniej dzieci niż rok temu i teraz PiS wypiera się jakoby 500+ miało na celu zwiększanie dzietności. W takiej sytuacji jak ja jest mnóstwo kobiet. Tak właśnie wygląda ta słynna polityka prorodzinna...

zycie

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (179)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…