Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87369

~Exorcist ·
| Do ulubionych
Cześć Wam wszystkim. Po przeczytaniu kilkunastu opowiastek o sprzedaży przez internet, postanowiłem dorzucić swoje trzy przysłowiowe grosze.

Miałem na sprzedaż słuchawki. Kupiłem lepsze, więc stwierdziłem że tamte sprzedam. W ogłoszeniu zamieściłem zdjęcia, nasmarowałem porządny opis i czekam na odzew... Niestety, okazało się że ludzie chyba tylko patrzą na fotki, bo czytać ze zrozumieniem już zupełnie nie potrafią. W ogłoszeniu wyraźnie było zaznaczone, iż słuchawki są sprawne, dodaję opakowanie, komplet "gumek" (słuchawki douszne) oraz paragon, który daje nabywcy jeszcze 1.5 roku gwarancji na nie. Umieściłem również informację o tym, że podana przeze mnie cena jest ostateczna i nie podlega negocjacji. Sprzedawałem za 50% kwoty, którą zapłaciłem, więc uznałem że to cena naprawdę uczciwa.

No zaczął się festiwal "Januszy oraz Karyn"
Wszystkiego nie będę tutaj przytaczać, ale dla przykładu: jeden chce za 20zł. Odpisałem grzecznie i kulturalnie, iż cena opiewa na 30zł i nie podlega negocjacji. To zostałem zbluzgany:) Była też babka, która chciała dla córki kupić. Najpierw pytała, czy mogę podjechać na "ulicę X". W sumie i tak miałem zamiar wybrać się na zakupy, więc te kilka kilometrów nie robiło dla mnie różnicy. Prawie już się dogadaliśmy, tylko na konic zaznaczyła wyraźnie, iż jest samotną mamą i może mi zapłacić 10zł. No po prostu ręce mi opadły w tej chwili. Ja rozumiem, że ktoś może nie mieć kasy, ale na litość. Sprzedawałem głupie słuchawki za zaledwie 30zł, a nie 3000zł. Trochę się we mnie zagotowało wtedy i zapytałem szanowną Panią, czy przeczytała dokładnie treść ogłoszenia. No niby przeczytała, ale nie da więcej niż 10zł. Odparłem, że za tyle może córce kupić słuchawki w kiosku albo w jakimś chińczyku. Wiem, że może nie było to kulturalne z mojej strony, ale podejrzewam że każdemu w tym momencie ciśnienie by podskoczyło.

Miałem już zamiar zdjąć to ogłoszenie, bo więcej nerwów straciłem, niż były warte te głupie słuchawki, ale odezwał się jeden gość. Konkretnie chciał kupić i stwierdził, że może być za pół godziny. No ok, to się umówiliśmy w danym miejscu i czekam. Przyszedł młody chłopaczek pochodzący z Ukrainy. Sprawdził je podpinając do telefonu, stwierdził że są świetne i zapłacił bez żadnego gadania.

Dziwi mnie to, że Ukrainiec potrafił przeczytać ogłoszenie z pełnym zrozumieniem i nie zachowywał się jak typowy "Janusz biznesu" (bo może uda się dyszkę taniej).

Oczywiście ten wpis nie ma na celu gloryfikowania tej nacji. Opisałem tylko swoje przygody, które mnie spotkały podczas sprzedaży przez neta. Może mało to piekielne, ale bardzo rzadko zdarza mi się cokolwiek sprzedawać przez internet.

Dużo zdrowia Wam życzę.

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (196)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…