Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87391

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem kto w tej historii był piekielny - ja, pielęgniarki, czy może kierownik oddziału?

Trzy lata temu urodziłam drugiego synka(S). W drugiej dobie jego życia, okazało się, że S ma poważne problemy z sercem i w trybie nagłym trafił na oddział intensywnej terapii, do szpitala w większym mieście wojewódzkim. Na miejscu okazało się, że leki podane w pierwszym rzucie nie działają. Kolejne też nie przynosiły poprawy. Lekarze rozważali kardiowersję, co u noworodków jest bardzo ryzykownym zabiegiem.

W samym środku tych wydarzeń, wezwała mnie i męża Ordynator oddziału(D), która osobiście zajmowała się leczeniem syna. W krótkich, żołnierskich słowach, poprosiła nas o opuszczenie oddziału i pojawianie się u syna,tylko w ciągu dnia i też nie za długo. Nie wyobrażałam sobie zostawienia dziecka samego,w dodatku w tak poważnym stanie. Wreszcie D wydusiła z siebie, że po prostu NIE UFA pielęgniarkom na oddziale intensywnej terapii. Gdy tylko rodzice pojawiali się u chorego malucha, te zaprzestawały obserwacji pacjenta. A muszę przyznać, że na kardiologii wyglądało to tak, że za szybą sali intensywnej terapii dyżurowały dwie pielęgniarki wpatrzone w monitory, pokazujące akcje serca. Po wejściu rodzica, potrafiły zniknąć na dłuższy czas....

To fakt, mogłam sama pilnować syna i wzywać pomoc,gdyby coś się działo. Problem w tym,że z jego sercem cały czas było coś nie w porządku, maszyna, do której był podłączony, pokazywała co i rusz nieprawidłowości. Jako laik w tej dziedzinie, nie byłabym w stanie ocenić, kiedy zaczyna dziać się coś bardzo poważnego.

Z ciężkim sercem opuściłam z mężem szpital na noc, pozostając w bezpośrednim sąsiedztwie placówki i pod telefonem z lekarzami.
Po 5 dniach i jednej kardiowersji syna przeniesiono na zwykły oddział kardiologii, gdzieś spędziłam już cały czas z nim, kolejne dwa tygodnie.

Czego dowiedziałam się przez ten czas?
Rodzina ze strony męża zdążyła odsądzić mnie od czci i wiary. Orzekli, że jestem wyrodną matką, która zostawiła dziecko na pastwę losu. Mąż jeszcze przez długi czas wysłuchiwał historii ciotek i babć,jak czuwały dniami i nocami przy chorych dzieciach, a ja wolałam sobie odpoczywać...

Kolejna piekielność - jaki personel jest zatrudniony w szpitalu, jeśli sama Ordynator nie może zaufać pielęgniarkom? Dlaczego pozwala na takie sytuacje? Wiele miesięcy później, w trakcie wizyty kontrolnej D przyznała, że nie ma chętnych na te stanowiska i pracujące tam pielęgniarki zdają sobie z tego sprawę, za nic mając prośby i groźby Ordynatora oddziału.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (144)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…