Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87475

(PW) ·
| Do ulubionych
Latem tego roku agencja, w której pracuję, podjęła współpracę z nowym magazynem. Magazyn istniał na niemieckim rynku od lat 80, osiągając nawet status kultowego, na początku lat 00 zniknął, obecnie przy współpracy niemiecko-włoskiej został reaktywowany - początkiem roku na włoskim rynku, a końcem listopada ukazało się pierwsze niemieckie wydanie. Jako że tytuł znany z dawnych lat świetności, magazyn cieszył się sporym zainteresowaniem klientów i zapowiadał się bardzo dobry start.

Managerem produkcji został Włoch, Romano Italiano. Plotka głosi, że ponoć jakiś daleki pociotek wydawcy. Wyjątkowo upierdliwy typ. Wtrąca się do wszystkiego, od wizji artystycznej począwszy na księgowości skończywszy, wszystko wie najlepiej, wszystkimi chce rządzić, kwestionuje podjęte już decyzje, a do mojego szafa dzwoni przynajmniej raz, dwa razy dziennie i za każdym razem średnio 45 minut drze mordę (inaczej jego sposobu komunikacji nie da się określić). Szef kiedy widzi jego numer w rozmowie przychodzącej, ma ochotę walić głową w ścianę.

Jak wspomniałam, końcem listopada ukazało się inauguracyjne niemieckie wydanie. Napisały o tym ogólnokrajowe gazety, m.in. Süddeutsche Zeitung, Frankfurter Allgemeine, itp. Większość recenzji była bardzo pozytywna, ale znalazło się też parę krytycznych. Jak zawsze. Wierchuszka magazynu cieszyła się z pochwał, a krytykę przyjęła do wiadomości. Ale nie Romano Italiano. On postanowił załatwić sprawę po swojemu i nic nikomu nie mówiąc zaczął wysyłać krytycznym dziennikarzom pogróżki. Naczelny dowiedział się o tym, kiedy dwoje dziennikarzy skontaktowało się z nim w tej sprawie.

Kiedy otrzymali pogróżki od jakiegoś Romano Italiano, po pierwsze chcieli się dowiedzieć, kto zacz. Przeprowadzili więc małe śledztwo i dowiedzieli się ciekawych rzeczy. Na przełomie stuleci Romano Italiano, wówczas pod innym nazwiskiem, związany był z włoskim przemysłem porno. Potem zmienił branżę i pracował w magazynie modowym w jednym z krajów Europy Środkowej jako kierownik produkcji, odpowiedzialny m.in. za sesje zdjęciowe. Jednak nawyki z poprzedniej pracy chyba za bardzo weszły mu w krew, gdyż od modelek pracujących przy sesjach zaczął domagać się świadczenia usług seksualnych (normalnie Harvey Weinstein dla ubogich). Kiedy nie chciały się zgodzić, sfabrykował ich zdjęcia w wersji porno i zagroził zarówno ich publikacją, jak i rozesłaniem w branży oraz do rodzin modelek. Skończyło się to dla niego wyrokiem skazującym i dwuletnią odsiadką. Afera opisana była w tamtejszej prasie.

Tu dziennikarz zaznaczył, że sprawa co prawda sprzed 15 lat, ale tematyka, na fali ruchu #metoo, jakże aktualna. Do tego dochodzą jeszcze całkiem świeże kontakty Romano Italiano z neonazistami, z którymi bardzo chętnie się fotografuje. Na koniec dziennikarz zadał pytanie, co naczelny zamierza z tym zrobić.

W wierchuszce redakcji, jak to mówią Anglicy, guano uderzyło w wentylator. Publikacja takich rewelacji oznaczałaby koniec magazynu. Naczelny ciśnie, żeby typa wywalić na zbity pysk, wydawca z jakichś przyczyn chce go zatrzymać. Decyzja ma być podjęta końcem tygodnia.

Ale jakby tego było za mało, dzisiaj rano wybuchła kolejna afera. Twarzą inauguracyjnego niemieckiego wydania był znany niemiecki aktor, powiedzmy Till Schweiger. W numerze znajdował się sześciostronicowy artykuł na jego temat, opatrzony wieloma zdjęciami, jego wizerunek widniał również na okładce. Klienci, oprócz wykupywania powierzchni reklamowej, płacą również za to, że gwiazda numeru na zdjęciach ubrana będzie w ich produkty, czyli Till będzie miał na sobie np. garnitur Zegny, buty Fendi, okulary Lindberg itd. Taką usługę wykupił za pośrednictwem naszej agencji szwajcarski producent zegarków, powiedzmy Patek Philippe, za co zapłacił kwotę, dajmy na to pięciocyfrową. Dopilnowanie tego, żeby właściwe produkty znalazły się na zdjęciach jest zadaniem szefa produkcji, w tym wypadku Romano Italiano.

Dzisiaj rano przyszedł wku*wiony mail od szefa marketingu Patek Philippe, jakim prawem magazyn nie wywiązał się z umowy i ich produktu nie ma na ani jednym zdjęciu, a zamiast tego użyto produktu konkurencji? Otóż na ręku Tilla Schweigera dumnie błyszczał, powiedzmy, Rolex (z którym, co ciekawe, magazyn nie zawarł żadnej umowy - czyżby Romano kręcił na boku własne interesy?). Dodatkowo firma żąda natychmiastowego zwrotu zegarka, wypożyczonego na potrzeby sesji, którego do tej pory nie odzyskali (sesja odbyła się we wrześniu), a który najwyraźniej Romano sobie przywłaszczył. Klient zrywa współpracę, żąda zwrotu pieniędzy i grozi krokami prawnymi.

I tak jeden facet ma szansę doprowadzić do spektakularnego upadku dobrze rokującego magazynu. Niecierpliwie czekam na piątek…

świat mediów

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (142)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…