Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Historia sprzed paru lat.

Było sobie w kościele czytanie przypowieści o miłosiernym Samarytaninie, a potem kazanie nawiązujące do czytania, ale i do współczesności, żeby było oryginalnie. Taki myk.

Można się z niego było dowiedzieć, że w dzisiejszych czasach coraz mniej ludzi ufa autorytetom, coraz więcej ludzi zadaje pytania i nie przyjmuje odpowiedzi "bo ja tak mówię", drążą, kwestionują, niektórzy, o zgrozo, czytają Biblię i próbują ją zrozumieć, a ci już całkiem najgorsi i przeżarci grzechem samodzielnie myślą. Wydaje wam się, owieczki, że takie bezeceństwa tylko w Sodomii i Gomorii? Otóż nie. Gorszyciel może mieszkać tuż obok! To może być wasz sąsiad, szwagier, zięć...

Słucham, słucham, uszom nie wierzę, ale kaznodzieja zawraca do Samarytanina. Fajnie. Pewnie powie, że tak, jak Samarytanin nie przejmował się wyznaniem ani pochodzeniem pobitego, tak współczesny dobry człek powinien czasem pożyczyć drabinę albo szklankę cukru sąsiadowi-kwestionariuszowi.

Okazało się, że niezupełnie.

Zdaniem owego księdza, współczesny Samarytanin powinien takiego człowieka nawiedzić, zawrócić ze złej drogi. Niech się nie przejmuje wolnością wyznania czy choćby prywatnością, niech wbija na chatę sąsiadowi pogrążonemu w mrokach wolnomyślicielstwa i zawraca mu gitarę, aż mu się odwidzi używanie mózgu. Na tym polega w naszych czasach akt miłosierdzia, bo czymże jest sądowy zakaz zbliżania się wobec ratunku dla duszy bliźniego?

*
Tak, oczywiście trochę podkoloryzowałam, ale przysięgam, że tylko trochę.

ksieza

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (116)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…