Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87530

(PW) ·
| Do ulubionych
Opiszę Wam swoje perypetie z naszym kochanym ZUS w dobie koronawirusa. Nie jestem specjalistą, czasami sformułowania mogą być nieprecyzyjne (jak jest tu ktoś z ZUS, US, księgowości - to mi to wytknie) - za co przepraszam, ale ogólną ideę będą przedstawiać.

Od wielu lat prowadzę własną działalność gospodarczą. Nic wielkiego, ale własne :) Co ważne - dawno temu stwierdziłem, że będę rozliczał się sam. Nie prowadzę skomplikowanych operacji handlowych, nie szukam sposobów na optymalizację podatkową, więc nie potrzebuję księgowego, aby raz w miesiącu dodać do siebie wszystkie dokumenty sprzedaży i odjąć kwotę z faktur zakupowych. Wystarczał mi do tego kalkulator :)

I tak to sobie działało przez wiele, wiele lat. Aż przyszedł covid. W marcu - grom z jasnego nieba. Zamykają sklepy, zamykają biura, nie wiadomo, czy Klienci będą dalej korzystać z moich usług. Strach, niepewność jutra, przychody w dół. Jest światełko w tunelu - tarcza pomocowa, zwolnienie ze składek ZUS za okres marzec - maj. Spełniam warunki - aplikuję. Zawsze to konkretne złotówki w kieszeni, co przy ogólnej panice i niepewności jutra - było ważne. Lepiej mieć, niż nie mieć, prawda?

Ale, ale. Żeby nie było za różowo. Jak to wyglądało, jeżeli spojrzymy na kalendarz?
- ustawa weszła w życie pod koniec marca
- czyli wniosek można składać na początku kwietnia. Media informowały, że ZUS się zapchał, bo tyle milionów wniosków na raz przyszło.
- a do 10-go kwietnia należy zapłacić składki za marzec.

I co tu robić? Wśród przedsiębiorców były dwie szkoły działania:
- nie płacę - przecież złożyłem wniosek, spełniam warunki, należy mi się zwolnienie, więc nie płacę.
- płacę za marzec - zwolnienie mi się wprawdzie należy (zgodnie z logiką jak punkt wyżej), ale na ile znam nasze kochane Państwo (i ZUS), to decyzja jest jednak niepewna :) Warunkiem przyznania pomocy był też brak zaległości wobec ZUS. A kto mi powie czy jakiś anonimowy urzędnik nie uzna braku płatności za przejaw braku terminowości wpłat? Dodatkowo, od terminowości płacenia składek zależy, czy nasze ubezpieczenie w ZUS jest aktywne, czy nie. W dużym skrócie - nie zapłacisz składek w terminie, to Cię z ubezpieczenia usuną. I nagle nie masz prawa do darmowej opieki zdrowotnej, do zasiłków itd. A że wiek mam, jaki mam, plus szalejący covid może dopaść każdego, to jednak chcę mieć ubezpieczenie w ZUS aktywne.

No i zapłaciłem.

Początek maja - jest decyzja przyznająca mi zwolnienie ze składek. Ale tylko za jeden miesiąc - marzec. Za chwilę trzeba płacić kolejne składki. No, ale już uspokojony, że żarna ZUS mielą powoli, ale jednak na moją korzyść, kolejnej składki nie płacę. Przecież dostanę decyzję o zwolnieniu.

Początek czerwca - kolejnej decyzji brak. Szybki wywiad wśród znajomych przedsiębiorców - oni tez nie dostali. Część dopiero w czerwcu dostała za marzec i kwiecień na raz. Słowem - żarna ZUS cały czas mielą, cały czas powoli. Nie panikuję. Czekam.

Koniec czerwca - jest decyzja - o zwolnieniu za maj! A co z kwietniem? Już przed pandemią dodzwonić się do ZUS to była przygoda. Teraz - awykonalne! No, ale po kilkudziesięciu próbach - udało się. Miła pani wyjaśnia mi, że za kwiecień nie przysługuje mi zwolnienie, bo miałem wpłaconą składkę. Jaką składkę? Tą wpłaconą w kwietniu.

Rzeczywiście, przyznam się, że nie chciało mi się już kolejnego wniosku pisać, aby wycofać składkę. O jej zwrot można było wnioskować tylko do 10 maja. Na rynku się nieco uspokoiło, znowu mogłem zacząć zarabiać - niech ta składka sobie będzie w ZUS. Przecież nie zniknie, będzie na kolejne miesiące odłożona. Do głowy mi nie przyszło, że tym kolejnym miesiącem będzie kwiecień. Wg informacji na stronach ZUS, na stronie ministerstwa, na wspaniałych konferencjach prasowych - miała ona być księgowana na "kolejny miesiąc po okresie zwolnienia ze składek". Wg moich kalkulacji - powinien to być czerwiec.

No to piszemy podanie:
- o wydanie decyzji dotyczącej kwietnia. Bo nie dostałem żadnej, ani odmownej (wtedy mógłbym się odwołać), ani pozytywnej. A wniosek do ZUS był złożony - czyli muszą odpowiedzieć.
- o przeksięgowanie wpłaty składki za marzec na rzecz czerwca - skoro sami nie potrafią tego zrobić z automatu, to niech to zrobią w oparciu o podanie. Podobno ZUS nie może sam z siebie przeksięgowywać składek. Dziwne - jak mi się kiedyś przelew wykonał dwa razy (błąd po stronie banku), to bez problemu sobie to przeksięgowali na kolejny miesiąc, sami. A tu nagle problem.

Do 10-go lipca trzeba zapłacić składkę za czerwiec. Tym razem nie płacę. Już wiem, że wyciągnięcie czegoś z ZUS to droga przez mękę. Zapłacę, to mi powiedzą, że nie mają jak tej wpłaty zaksięgować na kolejne miesiące, będę kolejne podania pisał. Nie, ja mam nadpłatę, więc nie płacę.

W połowie sierpnia dostaję decyzję o przyznaniu zwolnienia ze składki za kwiecień. Dziwię się, że w żaden sposób nie nawiązują do mojego podania (zazwyczaj jest takie sformułowanie, że "w odpowiedzi na pismo z dnia..." itp.). No, ale nic, dobra nasza (znaczy moja). Przyznali mi rację, jest zwolnienie - przecież wiadomo, że zrobili to w oparciu o moje pismo, bo przecież nie sami z siebie.
Jakoś tydzień później jest kolejna konferencja prasowa ministerstwa, gdzie wprost jest informacja, że osoby w takiej sytuacji jak moja, powinny mieć tą składkę przeksięgowaną. Widać, nie była to tylko moja jednostkowa sprawa.

Happy end? No, jeszcze nie...
Na jesieni mi się zachorowało. Nie covid, ale jednak na kilka tygodni przykuło mnie do łóżka. Jak mi lekarze nieco ustabilizowali zdrowie, mogłem wrócić do pracy. Złożyłem wniosek o zasiłek chorobowy. I czekałem na decyzję.
Przychodzi - odmowa. Nie mam prawa do zasiłku, bo od czerwca nie jestem ubezpieczony z tytułu dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego (sic!). Powód - brak składek za czerwiec i lipiec opłaconych w terminie. Odwołanie można kierować do sądu w terminie 2 tygodni od doręczenia. A jak sąd, to wiadomo, pismo musi spełniać wymogi formalne.
Przeszukałem internety na okoliczność wzoru takiego pisma. Zapisałem sobie co bardziej eleganckie sformułowania (w rodzaju "mając powyższe na względzie wnoszę jak na wstępie") i wyprodukowałem odwołanie. Wraz z uzasadnieniem, wszystkimi załącznikami - kilkanaście stron! I to wszystko trzeba razy 3 wydrukować (kopia dla sądu, kopia dla ZUS, kopia dla mnie). Dałem znajomemu, żeby zerkną czy się wszystko formalnie zgadza - powiedział, że ok.

Później operacja, znowu dochodzę do siebie. Znowu składam wniosek o zasiłek chorobowy.
I znowu decyzja - znowu odmowa! Znowu 2 tygodnie na dostarczenie odwołania.
Niemal kopiuj-wklej robię z poprzedniego.
Upoważnienie dla żony do złożenia do ZUS (bo ja się ruszać po operacji nie mogę) - zawiozła, złożyła.

Dzień po złożeniu odwołania do ZUS, dostaję kolejne pismo z ZUS. A w nim informacja, że "zidentyfikowali błąd w księgowaniu moich składek i niniejszym informują, że go naprawili". No, super, szkoda, że nie zidentyfikowali go wcześniej, to bym nie marnował ryzy papieru na wydruki :)

Dwa tygodnie później jest kolejne pismo, w którym informują o cofnięciu swoich decyzji o odmowie zasiłku. I wydają nową, gdzie ten zasiłek mi przyznają.
Dzisiaj zasiłek wpłynął na konto.

I tak się zastanawiam, czy gdyby mi się nie chciało pisać tych odwołań, to sami z siebie by przeanalizowali mój przypadek? Czy po przeanalizowaniu i nawet poprawnym zaksięgowaniu, na nowo rozpatrzyliby kwestie zasiłku - czy też uznali, że skoro się nie odwołałem, to trudno? A ile jest osób, które się boją ZUS? Nie potrafią napisać odwołania? A nie stać ich na usługi prawnika? I tutaj ZUS przyoszczędzi, anonimowy urzędnik wykaże się skutecznością działania...

ZUS zasiłek chorobowy covid koronawirus tarcza pomocowa

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (103)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…