Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87619

(PW) ·
| Do ulubionych
Już dawno nie pisałam o szefie Januszu. Nie było powodu, przez ostatnie prawie pół roku w pracy była wręcz sielanka i zero głupich pomysłów. Do czasu.

Za miesiąc przeprowadzamy się do innego biura. Janusz do tej pory nie wspominał nic na temat organizacji przeprowadzki, więc myślałam, że temat ogarnął sobie we własnym zakresie.

Od kwietnia zeszłego roku pracuję zdalnie, w ograniczonym wymiarze godzin, w biurze pojawiam się średnio raz na 2 tygodnie, więc nie jestem ze wszystkim na bieżąco i pewne sprawy dzieją się poza mną.

W ramach pomocy przedsiębiorcom państwo płaci pozostałą część mojej pensji, a Januszowi w zasadzie nie wolno mnie w tym czasie zwolnić.

Ale jednak nie. Najpierw zapytał mnie, czy, skoro niedawno się przeprowadzałam do nowego mieszkania, mam może namiary na jakieś godne polecenia firmy przeprowadzkowe. I jeśli tak, to czy mogłabym pozbierać od nich oferty i ogólnie zająć się tematem, bo mu się przypomniało, że w sumie czas nagli.

Rzeczy do przewiezienia byłoby około 40 metrów sześciennych. Oprócz mebli biurowych i sprzętu IT, również czasopisma, których wyjdzie jakieś 60-80 kartonów oraz fortepian. Przedwojenny, zabytkowy, po ojcu czy nawet dziadku Janusza, który Janusz z jakichś przyczyn trzyma w biurze.

Ze względu na ten ostatni, firma przeprowadzkowa musi posiadać odpowiedni sprzęt, uprawnienia oraz stosowne ubezpieczenie w razie, gdyby fortepian uległ uszkodzeniu.

Udało mi się znaleźć trzy firmy spełniające te warunki i dysponujące jeszcze wolnymi terminami końcem lutego - tę, która zajmowała się moją przeprowadzką i dwie inne polecane przez wszystkich wokół.

Ze wszystkimi trzema umówiłam się na oglądanie, co jest do zabrania, na zeszłą środę - odpowiednio na 9, 10 i 11. Terminy uzgodnione z Januszem, wszystko mu pasowało, ja też miałam wtedy przyjechać do biura. Nadeszła środa rano, przyjechałam ja, przyjechał pierwszy pan przeprowadzkowy, za to Janusz nie przyjechał.

Do tego zamknął obydwa biura na klucz i nie mieliśmy jak dostać się do środka. Swój elektroniczny klucz musiałam już w kwietniu pożyczyć facetowi, któremu na czas mojej pracy zdalnej Janusz podnajął moje miejsce parkingowe w garażu podziemnym.

Dzwoniłam do niego kilkakrotnie, za każdym razem mówił, że już jedzie. Przyjechał dopiero po 12. Bo zimno, śnieg padał i nie chciało mu się wstawać. Całe szczęście, że biura mają szklane drzwi więc co nieco było widać i dało się mniej więcej oszacować, jak dużo będzie do zabrania.

Końcem tygodnia dostałam wyceny - od każdej firmy mniej więcej tyle samo - około 1400 euro. Cena bardzo przyzwoita, przyznam, że nawet sporo mniej niż się spodziewałam (obstawiałam około 2000), zwłaszcza że z powodu zamkniętych sklepów nie mamy jak kupić własnych kartonów i musi je nam udostępnić firma przeprowadzkowa, co znacznie podbija cenę. Propozycje wraz z moimi komentarzami wysłałam Januszowi.

Janusz dzwoni.
- Cran, dzięki za oferty, ale to chyba jakiś żart.
- W sensie, że tak tanio? Wszystkie firmy są z polecenia, mają świetne opinie, wszystkie potrzebne uprawnienia i …
- Nie, właśnie strasznie drogo. Ja tyle nie dam za przewiezienie paru rzeczy
- Jakiej ceny się spodziewałeś?
- No Michael (facet, który podnajmował od nas jedno biuro) zapłacił swojej firmie przeprowadzkowej 300 euro
- Ale Michael miał jedno biurko, jedno krzesło i dwie małe szafki, prawie puste. I tak dużo zapłacił. U nas same kartony będą kosztować prawie 300 euro, do tego twój fortepian to kolejne 400. 7 stówek za resztę to nie jest wygórowana cena
- Kartony powinni nam dać za darmo. Moja propozycja to 300 euro plus referencje
- Janusz, żadna licencjonowana firma nie zrobi ci przeprowadzki za wpis w cv. Znam mniej więcej realia rynku i taniej zrobią ci to najwyżej czarnoroby bez uprawnień, bez wystawiania rachunku i bez ubezpieczenia. Coś się stanie lub coś ci ukradną - twoje ryzyko.
- Nie, takich to nie. Musi być legalnie. To ja poszukam sam.

I stanęło na tym, że sam będzie szukał. Pobawię się teraz w szklaną kulę i spróbuję przewidzieć, co się stanie w najbliższych tygodniach.

O ile Janusz w ogóle się za to zabierze, nikogo nie znajdzie za taką cenę. Na tydzień, góra dwa przed przeprowadzką zorientuje się, że nie ma nikogo i postanowi jednak przeboleć te 1400 euro. Żadna z tych firm nie będzie mieć już jednak wolnego terminu (są dobrzy i niedrodzy, więc są rozchwytywani, a koniec miesiąca to zawsze czas przeprowadzek, do tego ze względu na obostrzenia i zakaz kontaktów nie można sobie przeprowadzki zorganizować prywatnie, więc firmy maja urwanie głowy) i zacznie się szukanie na gwałt kogokolwiek.

Ostatecznie albo znajdzie kogoś, ale zapłaci dwa razy tyle, albo nie znajdzie i do zapłacenia dojdzie mu jeszcze czynsz za dodatkowy miesiąc w starym biurze, bo nie zdąży się wyprowadzić na czas.

EDIT: Update z ostatniej chwili. Janusz wykminił, że jednak nie będzie płacił firmie przeprowadzkowej, a przeprowadzkę ogarnie mu jego Junior z kolegami (o Juniorze pisałam już w poprzednich historiach). No cóż, pozostaje mi tylko udać się po popcorn. Przynieść komuś?

przeprowadzka

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 199 (205)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…