Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87748

~osadnik ·
| Do ulubionych
Są bardziej piekielne rzeczy od tej, ale powoli już frustracja zaczyna wychodzić uszami.

Przy pierwszym dziecku nabyliśmy wózek "z salonu". Solidny model, w cenie lekko ponad 2000 zł. Rok posłużył, ale generalnie nie był do końca trafiony - nie do końca pasował żonie (z uwagi na jej dość niski wzrost był trochę za ciężki w prowadzeniu i ogólnie zbyt duży). Zdarza się. Aby zwolnić sobie miejsce w domu (a także odzyskać część środków, jakby jednak kiedyś przydał się inny) zapadła decyzja - sprzedajemy. W cenie wynoszącej 30-35% oryginalnej wartości (to prawda, jest już po gwarancji - ale w żadnym wypadku nie mówimy o wysłużonym produkcie po roku użytkowania). Jak to przebiega?

1. "Czy ten produkt jest nadal dostępny?"
"Tak".

Koniec rozmowy (zaznaczam, że odpowiedź "Tak" pada po kilku minutach). Nie wiem, może gdyby padła odpowiedź "Nie", dyskusja potoczyłaby się w inną stronę. Niemniej, to chyba wciąż mój ulubiony typ - przynajmniej nie traci się wiele czasu.

2. Zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia.

W ogłoszeniu oczywiście są zdjęcia i propozycja, że bardzo chętnie udostępnię wózek do obejrzenia. Gdy jednak udaje się przebrnąć dyskusję w punkcie 1, najczęściej pojawia się temat zdjęć. Nie wiadomo jednak, czego na tych zdjęciach się oczekuje. W końcu zmęczony tymi pytaniami poskładałem ten nieużywany wózek jeszcze raz i zrobiłem sesję niczym modelce na rozkładówce. Co zmienia się w rozmowach? Ano nic. Więcej zdjęć.

3. Negocjacje cenowe.

Fakt, że zawsze pada pytanie "jaka cena?" pomimo że podana jest w nagłówku ogłoszenia można chyba przemilczeć, bo kogo to dziwi. Niemniej - ponieważ uważam, że cenę zaoferowałem uczciwą - zawsze nadmieniam "negocjacje są możliwe, ale przy obejrzeniu wózka i zaznaczeniu, co w nim nie odpowiada". Tego etapu też na ogół nie udaje się przejść. Może gdybym opuścił o dalsze 50%...

4. Dostawa.

Sytuacja z wczoraj, która już trochę przelewa czarę goryczy. Odzywa się osoba z drugiego końca Polski. Już pal sześć te zdjęcia i negocjacje ceny. Ale żądania ogarnięcia kuriera, transportu, ile to wyjdzie i "wtedy może podejmę decyzję o kupnie"?

Są bardziej piekielne rzeczy w życiu. Ale naprawdę, ta grupa docelowa jest tak niewdzięczna i męcząca, że zaczyna mnie to przerastać. Nie wiem już, jaka propozycja jest wystarczająca. Może oferta za 100 zł, z dowiezieniem pod mieszkanie, pocałowaniem ręki i wypastowaniem butów. Chyba skończy się na oddaniu wózka do jakiegoś ośrodka. Bo oddawanie za darmo skończyłoby się chyba jeszcze większą irytacją...

sklepy matki sprzedaz

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (118)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…