Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87758

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak jak obiecałem, druga część historii z ukradzionym samochodem. Tym razem będzie o piekielnej spółdzielni, która miała w nosie dobro mieszkańców i aby tylko kłody pod nogi rzucała.

Znajomi zaczęli od rozwieszenia plakatów "ktokolwiek widział, ktokolwiek wie". Po kilku godzinach dozorca wszystkie pozrywał i przyszedł do nich z pretensjami, że co oni sobie wyobrażają? Przecież takim czymś odstraszają potencjalnych nabywców i zaniżają wartość lokali, bo kto by chciał mieszkać w okolicy gdzie kradną samochody?

No to może z innej mańki? Zamontujmy kamery. Napisali w tej sprawie do leśnych dziadkach z zarządu i czekali na odpowiedź... pół roku. Tyle to trwało, że autentycznie znajomi zapomnieli, że wyszli z taką propozycją.

No, ale mniejsza z tym. Grunt, że sprawa pchnięta do przodu. Tylko jest jeden szkopuł. Otóż spółdzielni wyszło, że montaż 10 kamer to wydatek... słownie trzystu tysięcy i nie, nie przesłyszeliście się. Zawsze się człowiekowi wydawało, że takie rzeczy to tylko w przetargach publicznych, ale skutecznie wyprowadzili z błędu i jeszcze na dokładkę dodali ironiczne "to teraz musicie tylko przekonać mieszkańców do podniesienia czynszu o kilkaset złotych". Znajomi nie wiedzieli czy się śmiać czy płakać.

Niemniej traf chciał, że u mnie miesiąc-dwa wcześniej montowali monitoring, więc przekazałem im namiary, a oni zgadali się na wstępną wycenę, która zgodnie z oczekiwaniami była rząd wielkości mniejsza, bodaj 35 tysięcy za 12 kamer. Czyli, że nie kilkaset złotych miesięcznie więcej, ale kilkadziesiąt. To by się dało przepchnąć. W znajomych wstąpiła nowa nadzieja.

Ale beton szybko zabrał się za jej gaszenie, ale nie robił nic wyrachowanego (przynajmniej na tym etapie). Po prostu zaczęli stawiać bierny opór. Znajomi potrzebowali poznać kilka szczegółów (jak wygląda sprawa podpięcia się do sieci, gdzie można postawić rejestrator itd.) coby firma mogła przygotować ostateczne wyliczenia. Spółdzielnia stwierdziła, że nie udzieli takich informacji, bo nie i co nam zrobicie?

No dobra, ale skoro mieli własną wycenę to ktoś musiał przygotować dla nich ofertę, a co za tym idzie, odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania. Trop był dobry, niemniej nie obyło się bez oporów. Na maila nie wyślą, bo nie, ale udało się wywalczyć wgląd w biurze spółdzielni. Niezbyt im to było na rękę, bo znajdowało się w innym mieście i było otwarte w z lekka absurdalnych godzinach, ale dali radę się stawić.

Na miejscu było wesoło, oj wesoło. Typ prowadzący biuro spółdzielni nie omieszkał skomentować co myśli o tym karygodnym procederze. "Kto to słyszał, że to mieszkańcy wychodzą z inicjatywą? Od tego jest spółdzielnia!" (sic!). Ale to nie koniec dziwnych tekstów jakie od niego usłyszeli. Na przykład zaczął dawać aluzje do branży w jakiej pracują. Musiał ich obczaić na FB, ale czemu się z tym obnosił? Chciał dać do zrozumienia, że są na cenzurowanym. Chyba tak, bo zaczął się podpytywać czy wszystkie opłaty regulują na czas i tak dalej...

Ale Was pewnie interesuje oferta i co w niej tyle kosztowało? Z tego co znajomi mówili to wszystkiego było ponad miarę. Kamery chyba najdroższe jakie znaleźli w katalogu, do tego serwer do trzymania nagrań za 20 tysi, 2 wielkie telewizory z górnej półki i... etat dla ochroniarza coby siedział w kanciapie i obserwował co się dzieje na rejonie. Aż dziw, że nie pomyśleli o samochodzie służbowym albo 3 stróżach, coby o każdej porze dnia i nocy ktoś czuwał na posterunku.

O i najlepsze. Uznali, że jako zaplecze monitoringu nie może służyć jedno z dostępnych pomieszczeń gospodarczych i wszystko musi się mieścić u nich w biurze. No tak, jak się chce pełnoprawnej serwerowni, wielkich ekranów i tak dalej to potrzeba przestrzeni. Tylko czemu to jest najlepsze? Bo stwierdzili, że należy pod to zmodernizować instalację internetową, a to by się wiązało z przekopaniem chodnika i części jezdni, co generowało większość kosztów. Nie pytajcie co w tej co była brakowała, bo nie wiem. I spółdzielnia pewnie też nie wiedziała. Ewidentnie wymyślali koszty z kosmosu by ubić oddolną inicjatywę. Widocznie to, że mieszkańcy coś sami od siebie zaproponowali weszło tak bardzo leśnym dziadkom na ego, że chcieli go zablokować dla zasady a to, że faktycznie przydałby się monitoring już ich nie obchodziło.

W każdym razie znajomi powoli tracili motywację. Walka z betonem spółdzielnianym to było kopanie się z koniem. Narażasz im się, a sprawa wcale nie posuwa się do przodu. Jakby chociaż mieszkańcy stali za nimi to jeszcze, ale nie. Poparcie kończyło się na deklaracjach. Także koniec końców machnęli ręką i wynajęli miejsce na parkingu strzeżonym.

spoldzielnia_mieszkaniowa

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 140 (150)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…