Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87788

(PW) ·
| Do ulubionych
Postanowiłem sobie zrobić mały urlop i pojechać w odwiedziny do mojego rodzinnego miasta. Z dworca miał mnie odebrać mój kuzyn, ale niestety grypa żołądkowa skutecznie uniemożliwiła mu wykonanie tego zadania. Jako, że mieścina, w której się urodziłem nie jest żadną wielką metropolią i nie ma w niej Ubera, byłem skazany na (nie)łaskę taksówkarzy.

Dotoczyłem się z tobołami do pierwszej lepszej złotówy i dawaj jedziemy. Już przy samym wejściu do taksówki wąsisty pan zapytał: "A co Pana z wielkiego miasta sprowadza do naszej małej mieściny?". Nie miałem ochoty na żadne pogawędki podczas jazdy, więc rzuciłem jedynie zdawkowe "Interesy...". Jako, że był piątek, godzina około 11:00 i w moim rodzinnym domu nikogo nie było, a mój przyjazd był niespodzianką, to postanowiłem podjechać do małego biurowca, w którym znajduje się firma mojego taty.

Te dwie rzeczy najwyraźniej wystarczyły panu złotówie na wywnioskowanie, że bogaty byzmesmen z dużego miasta (ubieram się dość elegancko) przyjechał w ynteresach i nie zna miasta, więc przy pierwszym lepszym zakręcie dawaj w zupełnie innym kierunku.

Jeździliśmy sobie tak jakieś 40 minut. Miasto małe więc złotówiarz nieźle musiał się napocić aby przez przypadek nie pokazać mi dwa razy tych samych okolic. Już na miejscu wywiązał się następujący dialog:

[Ja]: No i jesteśmy. Wie Pan co, dawno mnie tutaj nie było i nieźle musieli nam to miasteczko rozkopać żeby dojechanie do miejsca oddalonego od dworca o jakieś 5 km wymagało lawirowania po całym mieście.

Tutaj mina mu już zrzedła, ale nadal szedł w zaparte.

[Złotówiarz]: Panie jakie lawirowanie? Ja na taksówce już 10 lat jeżdżę i to najlepsza droga. Szybciej Pan nie dojedziesz.

[J]: Nie rób Pan ze mnie idioty. Urodziłem się w tym mieście i Pan właśnie zapewnił mi wycieczkę po każdym możliwym zakamarku. Ile płacę?

[Z]: Mi tu wyszło 124 zł, ale mogę opuścić do 120.

[J]: Mówię o normalnej cenie dojazdu do punktu oddalonego o 5 km.

[Z]: Wyszło mi ponad 120 zł a i tak Panu na rękę idę...

[J]: W takim razie dzwonię do firmy, w której Pan pracuje.

[Z]: A se dzwoń...

W tym momencie wysiadłem z samochodu, a złotówiarz odjechał z piskiem opon razem z moimi bagażami. Numer boczny taksówki spisałem sobie już wcześniej, ale w tym momencie zapisałem na wszelki wypadek jeszcze numery rejestracyjne.

Krótką rozmowę telefoniczną i pięć minut później taksówkarz był znowu pod firmą mojego taty. Wytaszczył moje bagaże, pożegnał mnie niewyraźnym burknięciem oraz czymś o "uczciwym" zarobku i pojechał w siną dal. Nie zapłaciłem ani grosza.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (195)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…