Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#87998

~tonyhawk ·
| Do ulubionych
Ostatnio pojawiło się tu kilka historii o rozmowach kwalifikacyjnych, Przypomniała mi się opowieść mojego brata.

Jakieś 2-3 lata temu starał się o pracę jako konstruktor w firmie produkującej maszyny do branży stolarskiej. Wrócił z tej rozmowy na wpół zły, na wpół rozbawiony.
Jeszcze przed wejściem na teren firmy miał pierwsza przygodę - stróż przyczepił się do niego, że zaparkował na jednym z miejsc wyznaczonych dla gości, a powinien dla pracowników. Brat powiedział, że jeszcze nie jest pracownikiem, no ale "cieć na firmie jest drugi po prezesie", więc po wysłuchaniu wywodu stróża przeparkował auto dla świętego spokoju.

Potem przyszedł czas na rozmowę kwalifikacyjną. Dopóki rozmawiał ze swoim potencjalnym kierownikiem, czy też dyrektorem, wszystko było ok. Problem zaczął się kiedy do rozmowy wtrącił się główny prezes zakładu.
- No technikum elektroniczne, a studia mechaniczne (konkretnie mechanika i budowa maszyn ukończona na polibudzie warszawskiej). Coś się Pan zdecydować nie może...
Brat odparował, że to chyba dobrze, jeśli konstruktor ma wiedzę nie tylko o mechanice, ale też o elektronice. Prezes spostrzegł chyba swoją wtopę, bo szybko zmienił temat.

- No tak się przysłuchiwałem Pana angielskiemu, no nie jest on najlepszy, musiałby Pan podszlifować...
- Wie Pan, może i nie mam wzorowego akcentu i płynnej wymowy, ale w poprzednim miejscu pracy nie miałem problemów z dogadaniem się z klientami z zagranicy.
- No ale wie Pan, my mamy wielu poważnych klientów zagranicznych...

Tu nastąpiła litania, jaka to wspaniała firma, gdzie to nie sprzedaje swoich maszyn i za jakie sumy. To samochwalstwo trwało potem przez resztę rozmowy.
W momencie kiedy rozmowa doszła do tematu zarobków, spod stołu wyjechała bazuka - zaproponowano bratu 2300 PLN na rękę. Mówił, że w pierwszej chwili myślał, że się przesłyszał. Kiedy upewnił się, że to nie głupi żart, powiedział:

- Jak się wyjeżdża z naszego miasta w kierunku X, to po lewej jest taka stacja paliw "Y"...
- No kojarzę.
- Właścicielem jest kolegi szwagier. Rozmawiałem z nim ostatnio, i mówił, że szuka nowego pracownika. Zarobki u niego wynoszą ok 2700 PLN - zależnie od ilości przepracowanych nocy i weekendów. Nie wymaga on ani studiów, ani znajomości języków obcych. Wystarczy chęć do pracy i odrobina "ogarnięcia".
Pan krytykuje moje wykształcenie, mój angielski, opowiada jaka to Pańska firma nie jest prężna i wspaniała, ilu to poważnych klientów za granicą ma, a proponuje Pan 2300? Że tak spytam wprost - nie wstyd Panu?

Tu "Janusz" się zapowietrzył, zaczął opowiadać dyrdymały o możliwościach rozwoju, zdobywaniu doświadczenia.
Brat odparował, że możliwością rozwoju się nie naje ani rachunków nie opłaci, i że dziękuje za poświęcony czas (chociaż na końcu języka miał "zmarnowany"), po czym wyszedł.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (217)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…