Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88068

~vinda ·
| Do ulubionych
"Dobry zwyczaj - nie pożyczaj".

Moja dziewczyna pożyczyła znajomemu pod koniec ubiegłego roku 5 tysięcy złotych. Zarzekał się, że odda w przeciągu miesiąca. Minął miesiąc, dwa, trzeci się zaczął. Aga zadzwoniła do niego i przypomniała mu o długu. Zaczął przepraszać, i obiecywać, że w przeciągu 2 tygodni odda co do grosza i jeszcze dobre wino dorzuci za zwłokę. Aga odczekała 3 tygodnie i ponownie się przypomniała. Znajomy zaczął przepraszać, że miał niespodziewane wydatki, że jak tylko będzie miał to odda, ale nie jest w stanie powiedzieć kiedy to nastąpi.

Aga odpuściła na chwilę, jednak wpadła jej niespodziewanie większa ilość gotówki, więc pomyślała, że dorzuci do tego te 5 tys. i zrobi w końcu wymarzony remont kuchni. Zadzwoniła do dłużnika, że pilnie potrzebuje tych pieniędzy. Oczywiście znowu usłyszała serię usprawiedliwień i obiecanek. Powiedziała, że nie obchodzi jej już nic, bo i tak jest dawno po umówionym terminie, i że do końca tygodnia ma oddać kasę. Tak się nie stało.

Później przestał odbierać od niej telefony i odpisywać na SMSy. Raz Aga zebrała się na podstęp i zadzwoniła z mojego numeru. Jacuś odebrał, a kiedy usłyszał głos Agnieszki, to "udał głupa", że niby nie wie kto dzwoni i rzucił do słuchawki "Przepraszam panią, nie mogę teraz rozmawiać, oddzwonię później" i szybko się rozłączył. Późniejszych połączeń z mojego numeru już oczywiście nie odbierał.
Agnieszkę mocno to wkurzyło. Zapytałem tylko, czy chce, abym jej pomógł te pieniądze odzyskać. Zapytała jak zamierzam to zrobić. Powiedziałem, że złożę mu wizytę w miejscu pracy, a jak to nie poskutkuje to będę kombinował dalej. Powiedziała, że to chyba nie na miejscu nachodzić go w miejscu pracy. Odpowiedziałem: "A czy to co on robi jest na miejscu?". Dla wszystkiego spróbowała jeszcze raz się dodzwonić (oczywiście bezskutecznie) i napisała mu SMS "Cześć. Na jutro przygotuj pieniądze".

Następnego dnia zajechałem pod jego miejsce pracy (pracuje w salonie samochodowym). Z groźną miną nr 5 wszedłem do środka, a Jacuś gdy tylko mnie zobaczył to pobladł (co ciekawe - widział mnie raz w życiu przez minutę czy dwie, a od razu poznał). Wstał od biurka i zdenerwowany wydukał:
- Cześć! Chodź na zewnątrz pogadamy.
- Ja nie przyjechałem tu na plotki. (pokiwałem na niego palcem) Kasa!
- Ale jaka kasa? (udawał bezczelnie głupiego)
- Ta którą jesteś winien mojej kobiecie. 5 tysięcy. Wczoraj Ci pisała, żebyś na dziś przyszykował. Wyskakuj z kasy!
Jacek widząc ciekawskie spojrzenia współpracowników zaczął znowu nalegać, abyśmy wyszli na zewnątrz, nerwowo spoglądając wokół.
- Nigdzie nie będziemy wychodzić! Niech twoi koledzy posłuchają. Może któryś z nich też pożyczył ci pieniądze, oszuście!
- Jaki oszuście! Uważaj co mówisz! Przecież mówiłem, że na razie nie mam, i jak tylko będę miał to oddam! (Jacuś strasznie się obruszył na tego "oszusta").
- Miałeś oddać jakieś pół roku temu! Od tego czasu ciągle wymyślasz kolejne wymówki, a ostatnio nawet telefonów nie odbierasz i na SMSy nie odpisujesz!
- Telefon mi się popsuł!

Tak waliło to ściemą, że aż nie mogłem się powstrzymać i wyciągnąłem swój telefon, i ku przerażeniu Jacka zacząłem wybierać numer do niego. W tym momencie przyszła jednak pani kierownik Jacka, i zapytała co się tu wyprawia. Po krótkim nakreśleniu sprawy powiedziała do mnie, żebym wyszedł i sprawy prywatne załatwiał z Jackiem poza godzinami jego pracy. Na odchodne rzuciłem:

- Dobrze, już wychodzę. Chciałbym jednak panią ostrzec, aby pani miała ograniczone zaufanie do swojego pracownika, bo to oszust. A Ty (odwróciłem się do Jacusia) po pracy masz w zębach Adze przywieźć pieniądze! Całą kwotę! Nic nas nie obchodzi skąd weźmiesz!

Jacek wieczorem przywiózł Agnieszce pieniądze. Oczywiście z wielkim fochem i pretensjami, że narobiłem mu wstydu, i że tak się nie robi. Kiedy zapytała go, czy robi się tak, że odwleka się pół roku oddanie długu, a potem przestaje się odbierać telefony, to odjechał bez słowa pożegnania. Obiecanego wcześniej wina oczywiście nie dostała - ba, nawet lizaka czy czekolady. Nawet "dziękuję" czy "przepraszam" nie usłyszała.

Najgorsze jest jednak to, że Jacuś teraz po wspólnych znajomych opowiada, jacy to z Agnieszką jesteśmy źli i jak to przez nas musi nowej pracy szukać, bo do obecnej teraz wstydzi się chodzić. Robi z siebie ofiarę, ale oczywiście nie mówi tego, jak długo zwlekał z oddaniem długu, ani o tym, że przestał odbierać telefony. Opowiada jedynie, że przez niespodziewane wydatki nie mógł w terminie oddać kasy, a my byliśmy tak bardzo niewyrozumiali.

I zanim ktoś zacznie bronić Jacka w stylu "A może on na prawdę miał ciężką sytuację finansową?". Miałem już w swoim życiu do czynienia z dłużnikami. Ci w porządku przychodzili do mnie i mówili "Przepraszam, krucho u mnie z kasą. Możemy zrobić tak, że połowę oddam ci teraz, a drugą połowę za miesiąc?" albo "Czy mógłbyś poczekać jeszcze tydzień/dwa/ miesiąc? Jak nie to spoko, oddam teraz, jakoś sobie poradzę.", a cwaniaczki odwracały się na ulicy, udając, że mnie nie widzą.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (211)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…