Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Nieistotny dla tej opowieści ciąg myślowy, skłonił mnie do opisania Wam historii, która wydarzyła się w moim otoczeniu niemal dekadę temu.
Będzie długo, i nieprzyjemnie, ostrzegam od razu (sama czuję się niekomfortowo przypominając sobie ten okres, i zastanawiając się, czy mogłam jakoś skuteczniej wpłynąć na przebieg tych przykrych wydarzeń).

Jeden z najdawniejszych kolegów mojego męża wpadł w młodości w dragi, w trakcie opisywanych wydarzeń miał ok. 27 lat, ćpał z przerwami od co najmniej 9-10 lat, czyli gdzieś tak od połowy liceum. Ja poznałam go w trakcie jego najdłuższego okresu abstynencji, trwającego ok. 3 lata, niedługo przed ślubem z moim mężem, ponad 13 lat temu. Staraliśmy się utrzymywać z nim kontakt także później, zwłaszcza w okresach kiedy nie ćpał, ale po historii, którą opiszę poniżej, widywaliśmy go w miarę regularnie jeszcze tylko kilka miesięcy, i w tej chwili praktycznie nie mamy z nim kontaktu, poza sporadycznymi, przypadkowymi spotkaniami - nie żebyśmy nie chcieli, w końcu to jeden z najdawniejszych kolegów mojego męża, i naprawdę go lubiliśmy, ale staczając się po równi pochyłej doszedł do takiego momentu, że sam obciął wszelkie dawne znajomości, zwłaszcza z ludźmi, którzy chcieli, i mogli mu jakoś pomóc.

W pewnym momencie życia, kiedy nie widzieliśmy się z nim od około roku, kolega związał się z kobietą, która ćpała to co on. Zaczęliśmy widywać jego, lub ich oboje w miarę regularnie. Po jakimś czasie babeczka zaszła w ciążę. Kolega cieszył się bardzo (miał zostać ojcem po raz pierwszy, ona miała już kilkuletniego syna), tak bardzo, że znów przestał ćpać, i do tego samego namawiał partnerkę.
Tu niestety trafił na niesamowity opór. To znaczy kobieta >mówiła< że chciałaby przestać brać, ale nie robiła w tym kierunku absolutnie nic.

Na detoks nie pójdzie, bo to za trudne - nie dość, że na "zgięciach" (objawy odstawienne) będzie się bardzo źle czuła, a ze względu na ciążę nikt by jej raczej nie podał silnych środków, stosowanych zazwyczaj w trakcie szpitalnego odtruwania, to wg. niej, takie nagłe odstawienie dragów "może przecież zaszkodzić dziecku" (tak, na pewno zaszkodziłoby mu bardziej niż ciągłe ćpanie, a dodać muszę, że nie palili trawki, tylko heroinę...).

Na metadon się nie zapisze (mimo, że w tej sytuacji byłoby to najlepsze wyjście) bo "to świństwo uzależnia bardziej niż heroina, potem będę latami musiała to pić" - od razu wyjaśniam: lek w formie syropu, o nazwie methadone, jest stosowany jako substytut opiatów w leczeniu uzależnień od lat 80', w Polsce program substytucyjny jest dostępny od 1992r. Działa naprawdę dobrze, ale niestety powoduje znacznie dłuższe objawy odstawienne od samej heroiny, dodatkowo spotkałam się z opiniami jakoby były one bardziej uciążliwe. Część pacjentów będzie musiała zażywać go do końca życia, część pije go bardzo długo, po kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt lat, a (niezbyt dużej) części udaje się po jakimś, względnie krótkim czasie, zredukować dawkę, i ostatecznie odstawić substytut. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet konieczność codziennego zażywania leku jest, moim zdaniem, lepsza niż tkwienie w uzależnieniu, zwłaszcza w takiej sytuacji, a przyszły ojciec próbował nawet "kompromisu", mówiąc, że teraz ona przejdzie na metadon, on właśnie kończy wychodzić "na czysto", a kiedy dziecko się urodzi, to jeśli będzie chciała, zrezygnuje z syropu, i zacznie znów ćpać (po cichu miał nadzieję, że jeśli już jego kobieta przestanie brać, w jakikolwiek sposób, to później sama nie będzie chciała do tego wracać). Nawet udała, że "próbowała, ale nie da rady na metadonie". Doskonale wiedziała, że ustalenie dawki trwa kilka dni, zwykle 3 do 7, ale już pierwszego dnia cały dzień twierdziła, może i nawet zgodnie z prawdą, że bardzo źle się czuje, a drugiego dnia popołudniu wyciągnęła swój zapas narkotyku, mówiąc, że na syropie na pewno nie da rady, bo zbyt źle się czuje, etc. (nie zapisała się na program, tylko kupili zapas syropu "na lewo"). Stopniowe zmniejszanie dawki w domu także jej się nie podobało, poza tym uważała taki pomysł za bezsensowny, bo: "to by trwało za wolno, i tak bym ćpała pewnie całą ciążę"...

No to może choć bierz mniej, tylko tyle żeby nie czuć się źle, ale żebyś do cholery nie zasypiała z folią w ręce? Też nie bardzo wychodziło, a wręcz z czasem paliła więcej, bo "przecież więcej ważę, to i tolerancja mi wzrosła" (a i tak ważyła sporo więcej niż powinna, więc i paliła sporo więcej niż przeciętna).

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia czy ona chciała tego dziecka, czy chciała się go pozbyć, albo nie mogła się zdecydować, czy może po prostu była głupia? Raczej się nie dowiem. Poza ćpaniem dziewczyna także niemal całkowicie olała prowadzenie ciąży. Tzn. w ogóle była u ginekologa, z tym, że tylko raz, na samym początku, jej kolejny kontakt z opieką medyczną stanowi zakończenie tej opowieści.

W trakcie ciąży, kiedy kolega napomykał, że chciałby z nią iść na USG, to zawsze "wizyta" wypadała akurat kiedy naprawdę nie mógł (praca z wyjazdami, porządkowanie różnych spraw w sądzie i urzędach, zapowiedziana wizyta kuratora, itd.), zawsze wybierała taki moment na fikcyjną wizytę, żeby on na pewno nie poszedł z nią. Oczywiście ciążę "prowadziła" prywatnie, więc każde wyjście do ginekologa odpowiednio kosztowało, kolega płacił chętnie, w końcu o zdrowie jego potomka się rozchodziło. O tym wszystkim dowiedzieliśmy się dopiero później, bo w trakcie ciąży partnerki, kolega poza żalami na problemy z jej uzależnieniem, nie mówił na nią złego słowa (on był czysty praktycznie od chwili w której dowiedział się, że spodziewają się dziecka, zaczął ćpać dwa razy więcej niż wcześniej po "rozwiązaniu"...).

Pewnego dnia, jakoś w pierwszej połowie dziewiątego miesiąca ciąży, kobietę zaczął potwornie boleć brzuch. Tak bardzo, że wezwali pogotowie, bo nie była nawet w stanie przejść samodzielnie do windy.

Zawieziono ją do szpitala położniczego, na jeden z lepszych w mieście oddziałów patologii ciąży, niestety dla dziecka było już zdecydowanie za późno, choć w sumie od początku nie miało zbyt dużych szans. Na miejscu okazało się, że dziecko zmarło niemal miesiąc wcześniej. Matka mniej więcej w tym okresie zauważyła, że ruchów jest "mniej" (nie było żadnych, ale spora nadwaga + ćpanie = problemy z układem trawiennym, czyli różne rewolucje żołądkowo-jelitowe, które brała za "spokojne ruchy dziecka", twierdząc, że jej pierwszy syn także pod koniec ciąży prawie się nie ruszał, dodatkowo była otyła, co utrudniało wyczucie ruchów przez kogoś z zewnątrz, zwłaszcza, jeśli wcześniej nie miał zbyt blisko do czynienia z żadną ciężarną kobietą, jak jej partner).

Ona w sumie miała farta, że brzuch zaczął ją tak boleć, bo jeszcze z tydzień/dwa by tak pochodziła, i mogłoby dojść do niezłego zakażenia, lub/i krwotoku, zresztą nawet w tamtej chwili nie było ciekawie, ale jej życiu jeszcze nic mocno nie zagrażało. Zaraz po otrzymaniu ostatnich wyników badań, lekarze sztucznie wywołali poród, po którym matka została na oddziale kilka dni. Kolega w tym czasie zorganizował pogrzeb. Chcieliśmy na nim być, ale nikogo nie poinformował o dacie i miejscu, tak, że na pogrzebie obecni byli tylko rodzice dziecka, matka jego partnerki, oraz jej pierwszy syn.

O przyczynach takiej decyzji dowiedzieliśmy się później, kiedy kolega opowiedział nam, co zaszło, i czego dowiedział się w szpitalu. Lekarze poinformowali ich, że nawet gdyby dziecko dożyło do porodu, to zmarłoby niedługo po nim, ponieważ było na tyle zdeformowane, że nie byłoby w stanie przeżyć nawet przy pomocy szpitalnej aparatury. Niedoszły ojciec powiedział nam, że bardzo chciał tego dziecka, ale żałuje, że na nie spojrzał kiedy się urodziło. Nie rozwodził się bardziej nad tą kwestią, więc nie wiem na pewno czy była to jakaś wada genetyczna, czy rozwojowa, aczkolwiek mogę przypuszczać, bo mówił, że słyszał jak dwóch lekarzy rozmawiało ze sobą na ten temat, i jeden sugerował zrobienie sekcji, i ewentualne pociągnięcie matki do odpowiedzialności, a drugi mówił, że to bezcelowe, bo nie ma paragrafu na coś takiego.

Myślę, że żadna puenta nie jest potrzebna...

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (202)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…