Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88093

(PW) ·
| Do ulubionych
Urzędowo. Jesienią zeszłego roku opisywałam perypetie z rejestracją ślubu w Polsce i związaną z nim zmianą nazwiska.

Kiedy w końcu się udało, trzeba było przystąpić do maratonu wymiany dokumentów. Na pierwszy ogień poszły dowód i paszport. Z dowodem sprawa poszła błyskawicznie i bezproblemowo. Wniosek złożyłam online, a po dwóch tygodniach, przy okazji pobytu w Polsce, odebrałam dokument. W tym czasie (połowa października) złożyłam też wniosek o nowy paszport.

Po paru tygodniach paszport też był gotowy do odbioru i zaczęły się schody. Ze względu na obostrzenia w urzędzie można było stawić wyłącznie po telefonicznym uzgodnieniu terminu. O ile przy składaniu wniosku miałam jakieś wyjątkowe szczęście, bo bez problemu się dodzwoniłam i dostałam pasujący termin, to z odbiorem już nie było tak łatwo.

Planowałam przyjechać w listopadzie, żeby odebrać dokument. Wielokrotnie dzwoniłam do wydziału paszportowego, chcąc umówić się na termin, jednak cały czas albo było zajęte, albo nikt nie odbierał, albo ktoś podnosił słuchawkę i od razu ją odkładał.

Odpuściłam, stwierdziwszy, że zaczekam do Świąt. Próbowałam ponownie dodzwonić się w połowie grudnia i to samo. Kiedy w końcu ktoś odebrał, usłyszałam, że na tydzień poprzedzający Święta nie mają jeszcze kalendarza i kazano mi dzwonić w poniedziałek 21 grudnia. Dzwonię w poniedziałek. Nikt nie odbiera telefonu, albo odbiera i od razu odkłada słuchawkę. Dzwonię we wtorek. Odbiera jakaś pani i mówi, że już niestety nie ma terminów do końca tygodnia. Na kolejny tydzień (dni między Świętami a Nowym Rokiem) nie mają z kolei jeszcze kalendarza, więc proszę dzwonić w poniedziałek 28 grudnia.

W poniedziałek nikt nie odbierał, we wtorek też nie. Dodzwoniłam się w środę 30 grudnia. Na tamten tydzień nie było już, rzecz jasna, wolnych terminów, a na dni po Nowym Roku nie mieli jeszcze kalendarza. Udało mi się dodzwonić w poniedziałek 4 stycznia, ale powiedziano mi, że do połowy stycznia nie ma już wolnych terminów. Wróciłam do Niemiec.

Ponownie do Polski wybierałam się na Wielkanoc. Postanowiłam, że spróbuję odebrać paszport we wtorek po Wielkanocy. Niestety nic z tego. Nie dodzwoniłam się w ogóle.

W międzyczasie pozytywnie rozpatrzony został mój wniosek o niemieckie obywatelstwo i wyrobiłam sobie tamtejsze dokumenty, więc z odbiorem polskiego paszportu przestało mi się spieszyć. Mimo to, kiedy 2 tygodnie temu spędziłam tydzień w Polsce, postanowiłam spróbować jeszcze raz.

Zadzwoniłam w środę 12 maja. Już przy jedenastej próbie udało mi się dodzwonić. Odebrała jakaś pani i mówi, że niestety, ale do końca czerwca (!) nie ma już ani jednego wolnego terminu. No przykro jej bardzo, ale nic nie może zrobić, rozumie, ze tylko po odbiór, ale naprawdę nie ma mnie gdzie wcisnąć, proszę dzwonić w lipcu. W tym momencie nie wytrzymałam:

- Ja wszystko rozumiem, ale ja próbuję ten paszport odebrać od listopada zeszłego roku. Za każdym razem, albo w ogóle nie da się do was dodzwonić, albo nie macie kalendarza, a jak tylko kalendarz się pojawi, to nagle nie macie terminów.
- No wie pani, jest pandemia, jest lockdown, są ciężkie warunki. My i tak robimy, co możemy. Cały czas mamy mnóstwo petentów i się zwyczajnie nie wyrabiamy. Proszę dzwonić w lipcu, może będzie luźniej.
- Wie pani co? W tym czasie, kiedy próbuję odebrać od was jeden dokument, w Niemczech, gdzie mieszkam na co dzień, również w warunkach pandemii i lockdownu zdążyłam w tym czasie uzyskać z różnych urzędów dokumenty do obywatelstwa, złożyć wniosek o obywatelstwo, otrzymać je, złożyć wnioski o dowód i paszport i obydwa dokumenty odebrać. A wy nie jesteście w stanie od pół roku wydać mi jednego paszportu! I szczerze mówiąc, już mi ten paszport nie jest do niczego potrzebny, możecie go sobie zatrzymać, bo ja mam dość dobijania się do was.
- W sumie... A jutro o 10:40 może pani przyjść? Gdzieś panią wcisnę,

Aha, czyli jednak się da...

W czwartek pojechałam do paszportówki. Przed wejściem widzę, jak jakiś pan kłóci się z ochroniarzem. Pan próbuje wejść pobrać wniosek, ochroniarz go nie chce wpuścić, bo pan nie ma terminu, pan mówi, że próbował umówić się na termin, ale nie idzie się dodzwonić, ochroniarz, że nic go to nie obchodzi, przepychanka chwilę trwała, pan w końcu poszedł, klnąc na czym świat stoi.

Podchodzę do ochroniarza, mówię, że mam termin. Ochroniarz wyciąga listę. Oprócz mnie widnieje na niej jeszcze jedna osoba, na cały dzień. Wchodzę do środka. Otwarte 12 stanowisk, panie urzędniczki pochłonięte rozmową, petenta nie ma ani jednego. Sprawę załatwiłam w półtorej minuty.

W drodze do domu opowiadam sytuację taksówkarzowi. On kiwa głową:
- Pani, z ta paszportówką to jeszcze pół biedy. Do ZUSu się pani spróbuj umówić. Ja próbuję non stop od 3 miesięcy i jeszcze się nie udało...

Wydział paszportowy

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (235)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…