Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88183

~IcekMordehaj ·
| Do ulubionych
Pracuję w komunikacji miejskiej.

Byłem wtedy kierowcą autobusu miejskiego, dziś pracuję na innym stanowisku, ale by opowiedzieć tą Piekielną historię, muszę się cofnąć kilka lat.

Było lato, upał na dworze doskwierał. Kurs w godzinach przedpołudniowych dość obleganej linii. Pasażerów, jak to zwykle w tym autobusie, sporo, a większość w wieku około emerytalnym. W pewnym momencie poruszenie w części pasażerskiej i zaraz słyszę: "Panie kierowco. Tu dziewczyna zemdlała."

Dojechałem do najbliższego przystanku (bezpieczeństwo przede wszystkim) i chyłkiem do omdlałej. Dziewczyna blada jak ściana, widać że ją złożyło. Nie ma siły się podnieść. Szybki telefon na pogotowie. Informacja zwrotna: karetka w drodze.
I tu się zaczyna PIEKŁO. Poinformowałem pasażerów, że dalej nie jedziemy i czekam na pogotowie, które udzieli tej pani pomocy.
Rozpętała się awantura na siedem fajerek:

- dlaczego?
- po co?
- a czemu ta pani nie może sama na przystanku poczekać?

Zwyczajnie mnie zamurowało. Nie tym, że ktoś na mnie naskoczył, że rzucił się pyskiem, to akurat w tej pracy klasyka gatunku i nic nowego. Zszokowała mnie znieczulica tych ludzi. Kompletnie gdzieś mieli stan zdrowia tej dziewczyny, bo dla nich liczyło się tylko to, że chcą dalej wieźć tyłki. Notabene 15 minut później jechał następny autobus tej samej linii, do którego mogliby się przesiąść. A innych autobusach z tego przystanku już nie wspominając.

Prawdziwym mistrzem ceremonii piekielnego zachowania był pan, na oko minimum 70 lat, który darł się na mnie, że powinienem się był zatrzymać na kolejnym przystanku, a nie na tym i stamtąd wezwać karetkę. Gdy go zapytałem, czy tam miał zamiar wysiąść, nieco się uspokoił.

Karetka przyjechała bardzo szybko. Nie wiem, może 8, góra 10 minut od wezwania. Ratownicy bardzo troskliwie zajęli się chorą i mogłem jechać dalej, co też uczyniłem.

Wierzcie mi, że zdarzały mi się różne trudne sytuacje, w pracy i poza nią, ale to była jedna z najdłuższych i najbardziej dojmujących chwil mojego życia. Chyba nigdy wcześniej nie przekonałem się w praktyce, jak podli, okrutni, samolubni i chamscy potrafią być ludzie, a szczególnie, gdy występują w grupie.

PS. A i zapomniałbym. Dziadunio, który miał pretensje, że nie stanąłem przystanek dalej, oczywiście tam wysiadł. Ten przystanek był jakieś 500 metrów dalej. Trzy razy by tam zaszedł piechotą w czasie, który poświęcił na wydzieranie się na mnie.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (167)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…