Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88213

(PW) ·
| Do ulubionych
Raz na jakiś czas zmuszony jestem iść do lekarza na wizytę kontrolną. Przychodnia, do której chodzę ma dość specyficzny system zapisów. Wygląda to tak, że rejestrują cię na dany dzień, w którym musisz pojawić się w przychodni o 7 aby otrzymać numerek informujący o miejscu w kolejce, a następnie poczekać sobie do 14, bo właśnie wtedy zaczyna przyjmować pani doktor. Z tego powodu zwykle w przychodni pojawiam się w okolicach 6 aby dostać jak najniższy numerek, a potem idę do domu i wracam do przychodni w okolicach 13:30. I tym razem zrobiłem identycznie, ba nawet udało mi się zdobyć 1 numer.

Po kilkugodzinnej drzemce i dobrym obiedzie wypełzłem z domu aby na pewno zdążyć do przychodni. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że zebrał się już niemały tłum, głównie złożony z babć i dziadków. Niezrażony, mając w pamięci wyczekany numerek, stanąłem sobie w kącie i tak sobie czekałem. Po kilku minutach do gabinetu dotarła lekarka i poinformowała czekających, że gdy tylko będzie gotowa to poprosi o wejście pierwszego pacjenta.

Minęło kilkanaście minut gdy zza drzwi dotarło do nas głośne "Proszę wejść!", więc ruszyłem z mojego przytulnego kąta w stronę gabinetu. A wraz ze mną ruszyła pewna staruszka.

[Staruszka]: Ale gdzie pan idzie? Przecież ja jestem pierwsza.
[Ja]: Nie wydaje mi się, dzisiaj rano w rejestracji dostałem pierwszy numer.
[S]: Ale co mi pan tu gada o jakiś numerkach. Ja tu stoję od 9, byłam pierwsza i pierwsza wchodzę.
[J]: Ale była pani rano w rejestracji po numerek?
[S]: W rejestracji byłam o 9 i od razu poszłam pod gabinet. Jestem pierwsza.
[J]: A nie dostała pani takiej karteczki z numerem.
[S]: Dostałam, ale co to ma do rzeczy? Byłam pierwsza to wchodzę pierwsza. Prawda proszę państwa?

W tym momencie zrobił się harmider. Większość osób potakiwała staruszce, ale znalazło się kilku, którzy przyznawali mi racje (głównie były to osoby, które rano razem ze mną koczowały przed rejestracją). Robiło się coraz głośniej gdy nagle otwarły się drzwi do gabinetu, z których wyszła pani doktor.

[Doktor]: Ale co to za zamieszanie? Zapraszam do środka osobę z pierwszym numerem.
[S]: Ale jak to z pierwszym numerem? Ja tu stoję od 9 i to ja pierwsza wchodzę.
[D]: A który ma pani numer?
[S]: 25
[D]: To według mojej wiedzy jest pani ostatnią pacjentką. Polecam iść na spacer bo wątpię, że uda mi się panią przyjąć przed godziną 18. Zapraszam pana.

Po tych słowach wszedłem do gabinetu a za drzwiami wybuchł jazgot narzekań i oskarżeń o kumoterstwo. Pani doktor skwitowała to tylko krótkim "Boże co za ludzie... Codziennie to samo.".

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (209)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…