Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
poczekalnia
Spotkała mnie w życiu tragedia. Nagła. Mój świat zawalił się w ciągu dosłownie kilku godzin.

Niestety życie musi się toczyć dalej i niezależnie od wszystkiego swoje zrobić trzeba. Moim wtedy obowiązkiem był pies, który nie rozumiał co mi się stało i chciał wyjść na dwór w wiadomym celu. No to idziemy. Znalazłąm w sobie siłę, by wyprowadzić psa, ale już na nic innego nie miałam wtedy siły. Co kilka minut kucałam, żeby się wyryczeć, na szczęście byłyśmy w lesie, więc sąsiedzi chyba nie słyszeli. Nie wiedziałam, jak się nazywam, bolało mnie całe ciało od płaczu. Ostatkiem sił sprzątnęłam po psie, wyrzuciłam pakunek do kosza, ruszyłam w drogę powrotną do domu mając nadzieję, że nie zgubię drogi. Uprzedzając pytania - nie, nie miał mi kto pomóc, byłam zupełnie sama.

Gdy byłam już z psiną prawie pod klatką (marzyłam, by usnąć znowu), poczułam mocne szarpnięcie za ramię i krzyk kobiety, która darła się w moją stronę. Wyobraźcie sobie, że nie byłam w stanie skupić się na tym co ona mówi, dopiero po chwili skupiłam się na jej słowach. Podobno mój pies zrobił kupę i nie posprzątałam. Laska w ogóle nie dała mi dojść do głosu, krzyczała niczym Karen, niestety wykorzystała mój stan, aby się chyba na mnie wyrzyć.

W końcu jej krzyk dodał mi trochę przytomności i poprosiłam grzecznie, żeby mi wskazała to miejsce gdzie moja psinka się zdwójkowała to posprzątam.

Tu dygresja, mój psiak robił dwójkę na każdym spacerze, ale dwie dwójki to była nowość. Psina szła za mną, miałam naprawdę co innego w głowie, niż obserwować ją cały czas, więc mea culpa.

Kobieta nie była łaskawa mi pomóc, tylko krzyczała. Chyba miałam do czynienia z osobą niepełnosprawaną umysłowo, bo jak tak wspominam całe zajście, to laska naprawdę zachowywała się jak typowa Karen z amerykańskich filmików, jakich wiele w internecie.

Ogarnęłam się, otarłąm łzy i cofnęłam się spory kawałek, aby sprawdzić trawnik, niestety nic nie znalazłam.

Po powrocie do klatki, przed którą jeszcze była furtka, zobaczyłam, jak ta sama kobieta wali głową w ramę tejże furtki. Obok stała jakaś parka, chyba dzwonili na policję, bali się podejśc i wcale się nie dziwię. Laska znowu jak mnie zobaczyła to jej furia przeniosła się na mnie, więc kiedy zaczęła iść w moją stronę z miną mordercy, po prostu uciekłam.

Pies na szczęście był posłuszny do kwadratu, więc pobiegła za mną dookoła bloku, do drugiej furtki. Nie wiem jak tego dokonałam, ale naprawdę resztkami, bo jak weszłam do domu, to padłam i nie otworzyłam oczu przez kolejnych 8 godzin.

Okazało się, że Pani nie ma żółtych papierów, jest po prostu zołzą do kwadratu, o czym przekonywałam się przez kolejnych kilka miesięcy, aż do wyprowadzki.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 34 (80)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…