Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88299

~esteces ·
| Do ulubionych
W związku z tragedią jaka wydarzyła się niedawno pod Stalową Wolą (pijany kierowca spowodował wypadek, w którym zginęli rodzice trójki małych dzieci) powrócił temat zaostrzenia kar dla pijanych kierowców.

Jestem jak najbardziej za tym, żeby takich ... (tu wstawcie sobie najgorsze epitety) karać jak najostrzej, ale myślę, że przede wszystkim musi zmienić się mentalność naszego narodu.

Niestety, ale panuje ciche przyzwolenie na takie rzeczy. "Śwagier wypił 4 piwka na grillu i chce kierować do domu? No niech jedzie, przecie to tylko 3 kilometry, i to mało uczęszczaną drogą, nic się nie stanie...". "Somsiad jeździ samochodem, mimo że ma już sądowy zakaz, i na pewno robi to po pijaku, bo on mało kiedy jest trzeźwy? No przecież nie zadzwonię na policję. Nie jestem konfidentem! Z resztą- nie chcę sobie robić problemów..."

Kilka dni temu, przy okazji słuchania jakiejś audycji radiowej o tematyce zaostrzenia kar dla pijanych kierowców, przypomniały mi się wydarzenia, jakie miały miejsce jakieś 6-7 lat temu ok. 500 metrów od mojego domu. Mąż znajomej, mieszkający przy tej samej ulicy co ja, wracał po zmroku z pracy (nie pamiętam dokładnie godziny i pory roku, ale było już po zmroku, i nie były to godziny nocne, tylko pewnie 17-19) i postanowił przepuścić pieszego na pasach.

W tym momencie jadący za nim samochód zrobił mu z tyłka garaż, czyli uderzył w niego. Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale po wyjściu z aut sprawca od razu zaczął prosić, żeby nie dzwonić na policję, że "dogadamy się". Adam (poszkodowany) zauważył, że sprawca jest pijany, więc wyciągnął telefon. Sprawca (jak się później okazało- lekarz z pobliskiego miasta) zaoferował mu 35 tysięcy za polubowne załatwienie sprawy. Auto Adama było warte 20-30 tysięcy (nie wiem jaki miął przebieg, stan, wyposażenie itp.), więc jakby jeszcze sprzedał wrak, to spokojnie byłby z "dychę do przodu". Zachował się jednak jak należy i wezwał policję.

I tu przychodzimy do sedna piekielności- w okolicy potem były głosy, że jest głupi, że nie wziął tej kasy. Tak jakby ludzie nie mieli świadomości, że to się wydarzyło pod ich nosem, i to oni albo ktoś z ich bliskich mógł stać się trupem lub kaleką przez tego degenerata. To tylko duża dawka szczęścia, że ten wypadek skończył się bez ofiar w ludziach. Jedną z takich osób była koleżanka mojej mamy, która podobną teorię wygłosiła u nas w domu. Na jej szczęście nie było mnie przy tym, bo bym jej wprost zapytał, czy gdyby pod kołami tego pijaka znalazła się jedna z jej trzech wnuczek, i jej mózg rozsmarował na asfalcie, to czy 35 tysięcy załatwiłoby sprawę, czy może życie jej wnuczki wyceniłaby na więcej, np. 50 tysięcy?

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 195 (209)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…