Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88443

~Ghyb ·
| Do ulubionych
Będzie trochę obrzydliwie.

Najpierw opiszę miejsce akcji, bo jest to istotne dla historii.
Jest sobie skwerek z drzewami, ławkami i alejkami. Po przeciwnej stronie ulicy Biedra, dookoła bloki i jeszcze jeden sklep spożywczy. Na skwerku oddzielone alejką: plac zabaw i siłownia na wolnym powietrzu.

Jest piątkowe przedpołudnie. Dużo ludzi, część spaceruje, robią zakupy, emeryci okupują ławki na spółkę z panami kloszardami - słowem skwerek tętni życiem.

Jestem na spacerze. Zatrzymuję się przy placu zabaw w takim miejscu, że oddzielają mnie od niego jakieś tuje czy inne taki i sprawdzam coś na telefonie. Wtedy zza krzaka słyszę tupot małych nóg i głos wołający: "Maaaama kupaaa! Kupaaa!". Odpowiedzi matki nie usłyszałam... Ale niestety zobaczyłam.

Wyszłam na alejkę między placem zabaw, a siłownią i odruchowo obejrzałam się czy mi jakiś dzieciak nie wybiegnie pod nogi, i wtedy zobaczyłam... Matkę, która siedziała na ławce w ciepłych promieniach słońca, a pomiędzy oparciem ławki a żywopłotem, na zielonej trawce kucającą jej pociechę z gołym, wypiętym tyłkiem. Poziom zażenowania wybiło mi ponad skalę i czym prędzej odwróciłam wzrok i poszłam.

I teraz refleksja: jak można pozwolić żeby dziecko stawiało klocka na trawie w miejscu publicznym, na widoku, przy obcych ludziach wokół?
Gdybym jeszcze nie słyszała, że krzyczało o kupie to mogłabym założyć że sika, ale to i tak nie zmniejsza zażenowania.
Nie chcę nawet się zastanawiać czy potem zostało to sprzątnięte, czy dalej sobie tam leży w trawce i czeka aż inne dziecko w to wdepnie.

Wisienka na torcie: na placu zabaw jest toi-toi. I nie raz widziałam jak ktoś z niego korzystał, więc się da.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 127 (137)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…