Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88479

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie trochę o mojej pierwszej pracy, którą podjąłem zaraz po studiach w fabryce samochodów na południowym zachodzie Polski. Produkowaliśmy popularne wówczas polskie samochody „robocze”, bazujące na podwoziu i zabudowie Poloneza.

Fabryka była zarządzana przez Koreańczyków, którzy kupili ją parę lat wcześniej - tzn. kupili FSO w Warszawie, a nas z kilkoma innymi fabrykami części zamiennych oraz 4 hodowlami trzody chlewnej dostali w pakiecie. Jednym z punktów umowy kupna - istotnym dla tej historii - było zainwestowanie kilku mld dolarów w unowocześnienie produkcji.

Kwota do wydania na "nowoczesność" wydawała się astronomiczna, więc nasza fabryka też się załapała na zmiany. Zdziwiło to i nieco zawstydziło ludzie w fabryce, którzy na podstawie chaotycznych działań nowych właścicieli wnioskowali, że nie mają oni kompletnie żadnego sensownego planu dla nas - de facto Koreańczycy chcieli kupić tylko warszawską fabrykę FSO, a nas dostali z zaskoczenia razem ze świnkami.

Nowoczesność objawiła się w postaci nowych działów kataforezy i lakierni. Jako, że Truck był pojazdem łatwo łapiącym rdzę, a lakierowanie odbywało się do tej pory ręcznie, to wybór był ze wszech miar słuszny i niósł nadzieję na lepsze jutro. Powstał kilkupiętrowy budynek, na dwóch dolnych piętrach zamontowano kataforezę plus magazyn ram pojazdów, wyżej była lakiernia i piece wygrzewające lakier. Pomiędzy zautomatyzowane przenośniki ram, automaty lakiernicze, stanowiska szlifowania poprawek, itp. Całe to ustrojstwo montowało około 200 koreańskich spawaczy, którzy pobierali dwie pensje (w dolarach i złotówkach). Wszystko rosło jak na drożdżach, błyszczało i furczało - no po prostu cud, miód, malina....

Problemy zaczęły wychodzić już podczas pierwszej zimy. Na przykład, piece wygrzewające lakier potrzebowały prawie 24 godzin grzania na pełnym gazie, aby osiągnąć temperaturę odpowiednią do utwardzenia lakieru. A jak mrozy było ostrzejsze, to wstrzymywano prace w fabryce, bo nawet 3-dniowe rozgrzewanie pieców nie pomagało. Pracownicy zaczęli wnikać, czemu to tak...

No i się okazało, że w ramach "unowocześniania" naszej fabryki ktoś z centrali w Korei zarobił co najmniej na podwójny medal "Janusza biznesu". Stwierdził on, że po co nam nowa lakiernia - u siebie mieli taką starszą, z 10-cio letnią, nadal działającą choć nieekonomiczną. No i w dodatku im zawadzała, bo planowali zmieniać produkcję w zakładzie. Rozebrali więc lakiernię z kataforezą śrubka po śrubce, ponumerowali, dodali 200 spawaczy, którzy te oznakowania na elementach pojmowali, wszystko wsadzili na statek i wio do Polski. W Polsce złożyli śrubka po śrubce i tak pojawił się u nas nowoczesny cud techniki! A że klimat w Korei nieco inny niż u nas, to nic dziwnego, że podczas mrozów piece nie wyrabiały...

I w ten oto sposób spora część obiecanej w umowie sumy na "unowocześnianie" wróciła do koreańskiego koncernu, no bo przecież za darmo nam tej lakierni nie dali. A do tego kosmiczne koszty transportu, kosmiczne podwójne pensje koreańskich spawaczy i inne koszty zdjęły sporo dolarów z funduszu, który mógł zmienić oblicze zakładu...

fabryka janusze biznesu

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (155)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…