Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88559

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie mam samochodu. Z wyboru, pracuję z domu, mąż ma firmowy, a wszystko blisko. Nie było po co płacić za ubezpieczenie, przeglądy itd.

Dziecko dostało się do państwowego żłobka, 2 km od domu. Wózkiem tam i z powrotem trochę długo, jednak godzina, potem druga, żeby odebrać. Komunikacja nie bardzo jest rozwiązaniem, bo i tak nie dojeżdża w pobliże, więc czasowo byłoby bardzo podobnie. Wybór padł na rower.
Edit., dla osób, które nie potrafią liczyć. Godzinę idę tam i z powrotem do żłobka i wracam do domu. Niestety, nie potrafię się teleportować, ani z dzieckiem, ani bez niego. 20 minut w jedną stronę - 2 km, 20 minut z powrotem - kolejne 2 km. Poza tym dziecko trzeba ubrać w domu, przebrać w żłobku - naprawdę się schodzi.

I jeszcze miesiąc nie minął (w tym tydzień choroby), a już trasę ochrzciłam mianem Pętli śmierci. Ewentualnie "Co dzień ryzykujesz życiem"(jak brzytwa Pana Samochodzika). Przy czym winni są równo piesi, rowerzyści i kierowcy.
Nie dalej jak wczoraj - piekielna mamuśka z dzieckiem w wieku około 3 lata, które jedzie sobie beztrosko ścieżką rowerową, a mamuśka za nim z nosem w komórce. Oczywiście, jak to dzieciak, zatoczył mi się pod koła. Jego szczęście, że jechałam już na pusto i że na przejściu było luźno i mogłam skręcić niemal w miejscu. Z dzieckiem w foteliku na pewno bym nie próbowała, bo skończyłoby się to mało ciekawie.

Dzisiaj za to padł rekord. W okolicy mojego żłobka jest też przedszkole, podstawówka i jakaś prywatna szkoła, więc generalnie zawsze jest gęsto, dużo aut, nikt nie ma gdzie pośpieszyć, ale to też utrudnienie, bo kierowcy sfrustrowani staniem zwykle udają, że nie widzą rowerzystów i wymuszają na nich pierwszeństwo.

Jadę sobie ścieżką. Ścieżka jest po lewej stronie jezdni. Prawa stała zablokowana, jak zwykle, a kończyła się ścieżką, przejściem dla pieszych i rondem, za którym korek się kończył, bo już były 3 opcje.

Jadę sobie spokojnie i widzę, że jakiś zakamieniały idiota jedzie przeciwległym pasem (czyli lewym). O co mu chodzi? Żadnej bocznej tu nie ma, tylko wyjazd ze szkoły. Nie wyprzedzi, bo nie ma się gdzie zmieścić, do ronda jeszcze z max 7 samochodów, więc od 3 minut stania nie umrze, a chyba nie ma zamiaru wjechać na rondo pod prąd? Nie, pan nie miał takiego zamiaru. Dmuchnął mi za to znienacka przed nosem, wjeżdżając właśnie w ten wyjazd, czyli całkowicie pod zakaz. Tamże wysadził pod szkołą synunia. Takiego góra 16 lat i ze 175 cm wzrostu i... pojechał dalej pod prąd, wymuszając pierwszeństwo na jadącym prawidłowo kierowcy.

Biedny synunio, najwidoczniej nigdy nie musiał jeszcze samodzielnie dojść do szkoły i gdyby tatuś wysadził go po tej prawej stronie, to musiałby sam przejść jakieś zawrotne 50-100 metrów do przejścia, pokonać je i jeszcze drugie 50 metrów do budynku szkoły. Zapewne nigdy jeszcze nie próbował. Kto wie, może by go to zabiło... Może za jakieś 2-3 lata spróbuje, w końcu będzie już pełnoletni.

Boję się myśleć, co zobaczę jutro...

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (123)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…