Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88752

(PW) ·
| Do ulubionych
Zachowanie, z którym może nie spotkałam się jakoś wybitnie wiele razy, ale wystarczająco, żeby mi się czknęło. Niektóre kobiety maja tendencje do usprawiedliwiania i wybielania różnych niefajnych zachowań płci przeciwnej, od nieładnych nawyków, po zwykłe sk..syństwo, w imię trudno powiedzieć czego. Bo on tak ma, bo tacy są mężczyźni, bo różnice kulturowe, bo nie wiadomo co jeszcze.

1. Kiedy po ponadrocznym związku na odległość mój obecny partner się do mnie wprowadził, potrzebowaliśmy trochę czasu na dotarcie się, zwłaszcza że oboje mieliśmy dłuższa przerwę od związków i mieszkania z kimś.

W dodatku u niego wykształciło (ujawniło) się coś w rodzaju fobii społecznej, objawiającej się tym, że kiedy spotykaliśmy się z jakimiś znajomymi, potrafił przez cały wieczór nie odezwać się ani słowem, tylko siedzieć wpatrzony ekran telefonu W domu wymyślił sobie, że "potrzebuje samotności", zwłaszcza podczas posiłków - wtedy szczególnie przeszkadza mu psychiczna świadomość, że ktoś inny przebywa w mieszkaniu, więc czy mogłabym gdzieś wychodzić, kiedy on je? Na takie dictum popukałam się w czoło i uświadomiłam mu, że jednak są jakieś granice kompromisów, a on nie ma trzech lat, tylko 40, do tego żyje w społeczeństwie, gdzie obowiązują jakieś normy zachowań.

Ja na pewno nie mam zamiaru błąkać się w środku zimy po ulicach, bo panicz się przyzwyczaił do spożywania posiłków w samotności, ani świecić za niego oczami, bo jak się idzie do kogoś z wizytą albo zaprasza gości, to się z nimi rozmawia, a nie gapi w telefon, więc ma się albo ogarnąć (czy sam, czy z pomocą terapeuty), albo wyprowadzić i mieszkać sam, skoro tak pragnie izolacji. Zadziałało. Oczywiście nie od razu, ale stopniowo następowała poprawa i po paru miesiącach zachowywał się zupełnie normalnie.

Ale w tym czasie, kiedy próbowałam zwalczać te zachowania, czego nasłuchałam się od koleżanek? Że tak nie można, to jest w końcu Szwed, a przecież wiadomo, że Skandynawowie to introwertycy, różnice kulturowe i w ogóle, muszę to zrozumieć i zaakceptować, i co mi w końcu szkodzi wychodzić z domu w czasie jego posiłków? No w ogóle hetera ze mnie straszna i one nigdy by tak nie zrobiły.

2. Jakieś 2 lata temu koleżanka przeszła operację nosa. Po zabiegu wyglądała tak, jak się zwykle wtedy wygląda, czyli sina i opuchnięta twarz, lima pod oczami, opatrunki itd. Jej partner, Włoch, z którym mieszkała od kilku lat, po odebraniu jej ze szpitala wyprowadził się do kolegi. "Bo się wystraszył jej wyglądu, a on jest estetą i nie może na to patrzeć, brzydzi się, więc na razie zniknie, zadzwoni do niej za jakiś czas i jak ona znowu będzie wyglądać normalnie, to wróci".

Dziewczyna chciała się wyżalić i poradzić, co ma w tej sytuacji zrobić. Owszem, pojawiły się odpowiedzi "spakować resztę jego rzeczy do worków na śmieci i krzyżyk na drogę", ale większość brzmiała w stylu "musisz go zrozumieć, Włosi są wrażliwi na piękno, powinnaś była sama na ten czas się gdzieś wyprowadzić i nie narażać go na takie widoki. Zmuszając go do oglądania ciebie po operacji, sama niszczysz ten związek".

3. Sytuacja sprzed 10 lat. Koleżanka z czasów szkolnych rodzi dziecko przez cesarskie cięcie (ciąża planowana). Kiedy wypisują ją i dziecko ze szpitala, dzwoni po męża, żeby ich odebrał i przywiózł do domu. Mąż informuje ją, że nie przyjedzie, bo właśnie pojechał na dwutygodniowe wczasy. "Bo on sobie przemyślał i w sumie to on się chyba nie nadaje do opieki nad noworodkiem, nie wie, czy jest gotowy być ojcem, poza tym się trochę brzydzi, bo on to jednak wrażliwy jest, wróci za 2 tygodnie i wtedy zobaczy".

Dziewczyna wściekła dzwoni po swoich rodziców. Ciska gromy pod adresem męża, odgraża się, że po czymś takim, to on już nie ma po co wracać do domu, po czym co słyszy od własnej matki? Że musi go zrozumieć, że mężczyźni tak już mają, że od wieków to kobiety zajmowały się dziećmi, może to nawet lepiej, że nie będzie jej oglądał tuż po porodzie, bo jeszcze się nabawi urazu i w ogóle tak już musi być, i niepotrzebnie się czepia.

4. Świeża sprawa. Inna koleżanka ze szkoły razem z mężem po latach wynajmu w końcu uzbierali na wkład własny, wzięli kredyt i kupili swoje własne mieszkanie. Była to ich wspólna decyzja, nikt na nikogo nie naciskał, własne M było ich marzeniem od lat. Tylko że odkąd je kupili, w związku zaczął się kryzys.

Zawsze kiedy przychodzi termin spłaty kredytu, facet zaczyna się z nią awanturować i mieć do niej pretensje, że kredyt trzeba spłacać. To znaczy, on bynajmniej nie żałuje kupna, bardzo się cieszy ze swojego lokum, tylko nie chce spłacać rat kredytu. I obwinia o to ją. Dlaczego, nie wiadomo. Dziewczyna się skarży, że już ma dość i zaczyna żałować, że się na ten zakup zdecydowali ("Czy on nie wiedział, że kredyt trzeba spłacać?").

Ku mojemu zdziwieniu, koleżanka z historii powyżej (o mężu na wczasach) mówi jej, mniej więcej: "Ale ty masz złe podejście. Tobie się wydaje, że on myśli tak jak ty. A mężczyźni rozumują zupełnie inaczej. Oni nie myślą przyszłościowo, tylko tu i teraz. On skupił się na tym, że będzie miał swoje mieszkanie, ale nie myślał o tym, że będzie musiał spłacać raty, bo tak już jest zaprogramowany. To twoim zadaniem było mu uświadomić, że to nie są darmowe pieniądze, tylko kredyt, który będzie musiał spłacić, jeśli tego nie zrobiłaś, to jest to twoja wina i on ma słuszne pretensje".

Ręce opadają. Skąd w nas, kobietach, takie myślenie? Model zachowania wyniesiony z domu, wychowanie w kulcie Matki-Polki-Męczennicy? Czy obecny trend "pick me girl", udowadnianie wszystkim naokoło, że jest się bardziej wyrozumiałą, "lepszą partią", która "bardziej zasługuje" na danego mężczyznę?

Usprawiedliwiając zachowania, zwłaszcza te, których usprawiedliwić się nie da, robimy krzywdę nie tylko sobie samym, ale również mężczyznom, z których robimy przygłupie, nadwrażliwe mimozy, niezdolne do prostego kojarzenia faktów, czy brania odpowiedzialności za swoje decyzje.

Skomentuj (58) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 220 (264)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…