Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#88956

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Raz na jakiś czas lubię wbić się w garniak i wybrać się wraz z żoną na tak zwany wieczorek degustacyjny do pewnej restauracji w moim mieście. Jeśli ktoś nie wie o co chodzi to wygląda to mniej więcej tak, że zamiast jednego dużego dania otrzymujesz od kilku do kilkunastu małych porcji różnych finezyjnych potraw plus do prawie każdej pasującą, małą lampkę wina. W tle natomiast akompaniuje muzyka klasyczna i w zależności na jakich ludzi się trafi albo po cichu komentują kolejne dania w swoich małych grupach albo trwa ożywiona dyskusja na temat dań, aktualnych wydarzeń i wszystkich innych tematów, które można poruszyć w gronie całkowicie nieznanych nam ludzi.

Dlatego zastanawia mnie co trzeba mieć w głowie aby na taki wieczorek przyjść z dzieckiem. Przecież te małe kreatury już po 5 minutach mają dość, a po 30 wolałyby sprzedać duszę diabłu niż zostać w tym miejscu choćby sekundę dłużej. Tym bardziej, że restauracja wymaga aby dziecko siedziało na miejscu, gdyż wokół gości wciąż krążą kelnerzy roznoszący tace wypełnione gorącymi potrawami lub szklanymi kieliszkami z winem. I aż do wczoraj byłem pod wrażeniem jak rodzice panują nad swoimi małymi diablikami. Aż do wczoraj...

Tym razem trafiła się cicha grupa, więc spokojnie czekałem na pierwsze danie. Jednak już po około trzech minutach młodzik powoli zaczął narzekać na co jego matula zbytnio nie reagowała. Po kilku minutach ktoś postanowił dość znacząco kaszlnąć co zmusiło mamuśkę do reakcji. Znów nastąpiła cisza, która trwała aż do wydania pierwszego dania. Prawie zszedłem na zawał gdy dzieciak z mocą syreny alarmowej wydarł się "Ja nie chcę rosoła! Ja nie chcę rosoła!". Dzieci na tego typu wieczorach w tej restauracji dostają rosół, nuggetsy z frytkami i sałatkę co jest zaznaczone w menu. I według mnie to dobre rozwiązanie bo znajdźcie mi dziecko, które ze smakiem zje topinambur, kałamarnicę czy węgorza. I tutaj wywiązała się rozmowa pomiędzy piekielną mamuśką [M] i kelnerem, którego zaalarmował hałas generowany przez kaszojada [K].

[M]: Ale proszę Pana dlaczego moje dziecko dostało jakiś prosty rosół?
[K]: W przypadku dzieci pojawiających się na naszych wieczorkach mamy osobne menu, gdyż...
[M]: Ale proszę Pana mój syn to poliglota (wtf?) i będzie jadł to samo co my.
[K]: Jednak dania dla dzieci są opisane w naszym menu, dlatego wejście dla dzieci jest tańsze niż dla osoby dorosłej.
[M]: Słabo opisane... Oczywiście dopłacę, chcę aby Marcyś jadł dorosłe dania.
[K]: Oczywiście.

Jak możecie się domyślić Marcyś nie zjadł ani pierwszego, ani drugiego i trzeciego dania również, bo niedobre. Zamiast tego widać było, że kumulowana energia podsycana przez narastającą nudę aż kipiała mu uszami co wyrażał raz po raz jękami niezadowolenia. Po czwartym daniu, którego oczywiście również nie zjadł, pod naporem ciągłych narzekań nasza piekielna mamuśka zmiękła i pozwoliła dzieciakowi "pochodzić" wokół stołów. Na szczęście usłyszała to jedna z kelnerek [K].

[K]: Niestety nie mogę na to pozwolić. Po sali chodzi 6 kelnerów z tacami z gorącym jedzeniem. Musimy zwracać uwagę na tyle rzeczy, że ktoś z nas mógłby potrącić Pani syna i mogłoby to się źle skończyć.
[M]: No to jest jakiś skandal!

W tym momencie mamcia odwróciła się do faceta, który do tej pory siedział cicho.

[M]: Paweł idziemy to jest skandal!
[P]: A mówiłem ci żeby go nie brać, ale się uparłaś. Ja nigdzie nie idę. Masz kluczyki i jedź do domu. Ja zapłacę i wrócę taksówką.
[M]: Pffff...!

No i pańcia zrobiła w tył zwrot i wyszła obrażona wraz ze swoim Marcysiem. Natomiast zdezorientowana kelnerka zwróciła się do męża:

[K]: A co z porcjami...?
[P]: A bardzo chętnie zjem. Przynajmniej się najem bo w domu pewnie czeka mnie piekło.

W tym momencie cała sala buchnęła śmiechem i po chwili wieczorek degustacyjny wrócił do normalności.

A dla osób, które nigdy nie brały udziału w takiej degustacji to bardzo polecam iść chociaż raz. Sam na początku nie byłem przekonany, ale nie żałuję, że dałem się przekonać. Nie wiem czy we wszystkich restauracjach zdążają się takie sytuacje, że uczestnicy zaczynają po prostu ze sobą rozmawiać, ale dzięki temu można poznać naprawdę ciekawych ludzi. A nawet jeśli nie to warto iść dla samego jedzenia. Na bank nie wszystko wam w 100% zasmakuje, ale na pewno większość smaków was zdziwi.

gastronomia

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 241 (259)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…